W maju Robert Karaś znów dał o sobie znać. Polak wziął udział w zawodach 10-krotnego Ironmana i pobił rekord świata. Wyścig złożony z 38 kilometrów pływania, 1800 kilometrów jazdy na rowerze oraz 422 kilometry biegu ukończył w 164 godziny, 14 minuty i dwie sekundy. Teraz okazuje się, że sportowiec mógł rywalizować nieczysto, ponieważ wyjawił, że w jego organizmie wykryto niedozwolone substancje.
Karaś poinformował o tym w nagraniu na Instagramie. - Byłem w ogromnym szoku, ponieważ całe życie suplementuję się tak samo. Zawsze grałem czysto. I co najśmieszniejsze: to ja poprosiłem federację, by podczas zawodów mnie zbadano. Byłoby totalnym głupstwem, gdybym grał nieczysto i prosił o komisję o to, by mnie zbadała po wyścigu - tłumaczył się. Pod nagraniem sportowiec otrzymał wiele słów wsparcia, w tym od jego żony Agnieszki Włodarczyk. "O tym, że jesteś uczciwy, wiem najlepiej, bo jestem z Tobą każdego dnia" - napisała.
Z informacji Sport.pl wynika, że Karaś zażył drostanolon, czyli środek należący do grupy sterydów anaboliczno-androgennych. Najczęściej stosują go kulturyści i rzadko używany jest w sportach wytrzymałościowych. - Będę was na bieżąco wszystkich informował, jaki jest dalszy rozwój sytuacji. Czekam wciąż na wyniki próbki B. Ona może być negatywna. Mogę zostać wyczyszczony - zakończył Karaś.
Więcej tego rodzaju treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Po stronie Karasia stanęło także Fame MMA. - Robert przedstawił zarówno federacji, jak i opinii publicznej bardzo wiarygodne i logiczne uzasadnienie całej sytuacji. Godne podziwu jest również to, że zdecydował się sam o wszystkim opowiedzieć - powiedział w rozmowie ze Sport.pl rzecznik federacji Michał Jurczyga.