Robert Karaś w maju wygrał zawody 10-krotnego Ironmana w Brazylii z czasem 164 godzin 14 minut i dwóch sekund. W ten sposób pobił także rekord świata. Niewykluczone, że jego wynik zostanie anulowany. W niedzielę 30 lipca zawodnik wydał oświadczenie, w którym poinformował, że w jego organizmie wykryto zabronione substancje. Według nieoficjalnych ustaleń Sport.pl chodzi o drostanolon, należący do grupy sterydów anaboliczno-androgennych.
Sportowiec przekonuje, że nie przyjmował niedozwolonych środków. "Oświadczam, że nigdy nie stosowałem żadnej formy dopingu. Przed startem w Brazylii sam zabiegałem u organizatorów o zapewnienie badań antydopingowych, ponieważ tylko w ten sposób mój wynik mógł zostać oficjalnie uznany za rekord świata. W całej mojej karierze zawsze byłem czysty" - przekazał.
Na informację o wykryciu zabronionej substancji w organizmie Karasia zareagowała Agnieszka Kobus-Zawojska, medalistka olimpijska oraz mistrzyni świata i Europy w wioślarstwie. Jej zdaniem ta sytuacja obciąża 34-latka. "A jednak? Przypadek? Nie sądzę. Robert w swoich oświadczeniach nie podał substancji. Jak widać to nie takie delikatne przewinienie, jak wspominał na Instagramie: "Wydarzyła się dla mnie mała tragedia". Chyba nie taka mała..." - napisała na Twitterze.
Więcej podobnych treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
W rozmowie ze Sport.pl Michał Rynkowski, dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA), zdradził, jakie konsekwencje może ponieść Karaś. Grozi mu zawieszenie od dwóch do czterech lat. - W wyjątkowych okolicznościach może to być krótszy okres zawieszenia, ale to są naprawdę bardzo rzadkie przypadki. Zupełne uniewinnienie należy rozpatrywać w kategoriach cudu - wyjaśnił. Na razie nie została przebadana jeszcze próbka B, która wyjaśni, czy 34-latek przyjmował zabronione substancje.