Zdzisław Ambroziak: Insynuacja

Zdzisław Ambroziak: Insynuacja

Walka z dopingiem w sporcie jest równie hałaśliwa, co nieskuteczna. Pewną osobliwością tej batalii o czystość sportu jest to, że dwie niezwykle popularne dyscypliny - koszykówka w wersji NBA i tenis, całkowicie wymykają się jakimkolwiek kontrolom. Co do basketu, to nie mam większego rozeznania, ale jeśli gra się ponad 80 meczów w samej tylko fazie zasadniczej i ma takie przyrosty mięśniowe jak choćby Karl Malone, to trudno uwierzyć, że wszystkiego tego można dokonać jedynie dzięki hamburgerom.

Tenisiści natomiast, mówię o kortowej arystokracji, otwarcie i buńczucznie odmawiali poddawania się jakimkolwiek kontrolom. John McEnroe mówił wprost, że jest wolnym człowiekiem, a nie koniem wyścigowym czy szympansem, i będzie jadł, pił i łykał co mu się będzie żywnie podobało i nikomu nic do tego.

Z Francuzami jednak kłopot jest taki, że oni mają u siebie nie tylko najbardziej luksusowy turniej tenisowy na świecie, ale i całkiem serio podchodzą do walki z dopingiem. Szczególnie szefowa Ministerstwa Młodzieży i Sportu (kiedy wreszcie my będziemy mieli takie ministerstwo!?) - pani Marie-George Buffet nie żartuje. Uprzedzała, że w Paryżu kontrole antydopingowe będą stosowane wyrywkowo, bez żadnego uprzedzenia i będą obowiązkowe.

Nie chcę nic sugerować, ale obserwując przyrosty mięśniowe Amelie Mauresmo i niesamowite wręcz wahania formy i motoryki sióstr Williams, już od wczoraj zastanawiałem się, ile jeszcze takich sensacyjnych porażek będziemy mieli w tym roku na kortach Rolanda Garrosa, i czy ma to jakiś związek z deklaracjami energicznej pani Buffet.