Roland Garros: zwycięstwa Capriati i Agassiego, porażka Normana

Magnus Norman, który rok temu na Roland Garros stoczył dramatyczny pojedynek w finale z Gustavo Kuertenem, tym razem przegrał już w pierwszej rundzie z Hiszpanem Davidem Sanchezem 6:4, 6:4, 6:7, 1:6, 2:6. Szwed to najbardziej znana ?ofiara" wtorkowych meczów.

Roland Garros: zwycięstwa Capriati i Agassiego, porażka Normana

Magnus Norman, który rok temu na Roland Garros stoczył dramatyczny pojedynek w finale z Gustavo Kuertenem, tym razem przegrał już w pierwszej rundzie z Hiszpanem Davidem Sanchezem 6:4, 6:4, 6:7, 1:6, 2:6. Szwed to najbardziej znana "ofiara" wtorkowych meczów.

Korespondencja

Andrzej Fąfara

Paryż

23-letni Sanchez, który poza nazwiskiem i wykonywanym zawodem nie ma nic wspólnego ze słynnym tenisowym rodem z Barcelony, obijał się do tej pory po obrzeżach wielkiego tenisa. Rok temu grał na przykład w Szczecinie, gdzie awansował do półfinału. Zarobił przez kilka lat zawodowej kariery ledwo 100 tys. dol., co przy milionach Magnusa Normana jest kwotą śmiesznie małą.

Porównanie kont mogło mieć jakieś psychologiczne znaczenie w dwóch pierwszych setach, w których Sanchez rzeczywiście sprawiał wrażenie ubogiego krewnego. W trzecim uchwycił się szansy i nie wypuścił jej do końca emocjonującego pojedynku, mimo że Norman prowadził już 5:3 i był naprawdę bliski zwycięstwa.

- Pewność siebie uchodziła ze mnie z każdą minutą - skarżył się Szwed po meczu. - Ostatnio często przegrywałem w pierwszych rundach i pomyślałem - do diabła, czyżby historia miała się znów powtórzyć. To na pewno nie poprawiało mojej sytuacji. To paskudne uczucie, kiedy zwycięstwo, które człowiek miał na wyciągnięcie ręki, zaczyna się nagle oddalać i nic nie można na to zaradzić.

Kościsty Hiszpan, który przez kolegów nazywany jest Don Kichotem, umiejętnie korzystał ze swojej najsilniejszej broni, czyli forhendu. Czekał na błędy Normana i trzeba przyznać, że Szwed nie robił mu zawodu. On, który w ubiegłym sezonie był trzeci na liście najskuteczniejszych graczy na kortach ziemnych - tylko za Corretją i Kuertenem, a przed takimi asami jak Ferrero, Safin czy Puerta, mylił się w sytuacjach, kiedy wystarczało po prostu przyłożyć rakietę.

David Sanchez pochodzi z Zamory, ale kiedy okazało się, że ma talent do gry w tenisa, natychmiast przeniesiono go do Barcelony. Jest wiec kolejnym przedstawicielem szkoły katalońskiej, która od lat dominuje na ceglanej mączce. W dzieciństwie chciał być policjantem, grał też oczywiście w piłkę jak każdy Hiszpan. - Kilka razy w życiu żałowałem, że nie potraktowałem poważniej któregoś z tych dwóch zawodów - mówił na konferencji prasowej. - Teraz, rzecz jasna, cieszę się, że wytrwałem przy tenisie.

W przeciwieństwie do Normana jeden z wielkich faworytów Andre Agassi ani na moment nie stracił wiary w siebie podczas zwycięskiego meczu ze Szwedem Thomasem Johanssonem (6:1, 7:5, 6:4). To już 13. start Amerykanina na Roland Garros. Dwa lata temu odniósł tu sukces, który uważa za jeden z ważniejszych w swojej karierze. Jak będzie teraz? - Wszystko, co robiłem przez kilka ostatnich tygodni, dotyczyło mojego przyjazdu do Paryża - mówił Agassi. - Zrobiłem dziś dobry początek. Tyle mogę powiedzieć.

Rodak Agassiego Pete Sampras po raz 12. wspina się na szklaną górę, bo tak można chyba określić turniej na Roland Garros w życiorysie najwspanialszego tenisisty ostatniej dekady. Najwyżej udało mu się wejść w 1996 roku, kiedy grał w półfinale. Najczęściej jednak wspinaczka kończyła się u podnóża, tak jak rok temu, gdy Sampras uległ w pięciu setach Australijczykowi Markowi Philippoussisowi.

Coś dziwnego dzieje się z tym znakomitym sportowcem na ceglanej mączce. Gra chwilami jak początkujący tenisista, nieskomplikowane sytuacje stają się dla niego nagle kłopotliwe. Tak właśnie było we wtorkowym meczu z Cedrikiem Kauffmannem, którego nazwisko nic nie mówi nawet dobrze zorientowanym w tenisie Francuzom.

Sampras w końcu wygrał, ale po długiej, pięciosetowej walce (6:3, 4:6, 6:2, 3:6, ??). Na pomeczowej konferencji stanowczo zaprzeczał sugestiom, że nie potrafi wyrzucić z pamięci wszystkich paryskich porażek, tych licznych poniżeń, jakich tu w przeszłości doznał, i stąd tak ciężka przeprawa z ambitnym, ale niewiele przecież umiejącym rywalem.

Dalsza wspinaczka nie będzie dla Amerykanina łatwa. W drugiej rundzie czeka go przeprawa z Hiszpanem Galo Blanco - ze szkoły katalońskiej, jakże by inaczej.

Ciekawsze wyniki. I runda kobiet:

M. Hingis (Szwajcaria, 1) - G. Leon-Garcia (Hiszpania) 6:1, 6:0; J. Capriati (USA, 4) - E. Loit (Francja) 6:2, 7:5; C. Martinez (Hiszpania, 8) - A-G. Sidot (Francja) 6:1, 6:1; A. Sanchez-Vicario (Hiszpania, 11) - G. Arn (Niemcy) 4:6, 6:2, 6:1; S. Testud (Francja, 17) - D. Buth (USA) 6:1, 6:1; A. Montolio (Hiszpania) - S. Cacic (USA) 6:1, 6:0; T. Puczek (Białoruś) - E. Dominkovic (Australia)1:6, 6:2, 6:3; M. Sucha (Słowacja) - A. Myszkina (Rosja) 6:2, 6:4; D. Hantuchova (Słowacja) - A. Stevenson (USA) 6:3, 6:3.

I runda mężczyzn:

P. Sampras (USA, 5) - C. Kauffman (Francuz) 6:3, 4:6, 6:2, 3:6; M. Safin (Rosja, 2) - M. Hipfl (Austria) 6:3, 6:3, 6:7 (6-8), 6:1; A. Agassi (USA, 3) - T. Johansson (Szwecja) 6:2, 6:3, 7:6 (7-5); S. Sargsian (Armenia) - Ch. Ruud (Norwegia) 6:1, 3:1 - krecz Ruuda; C. Moya (Hiszpania) - F. Lopez (Hiszpania) 6:1, 6:4, 6:0; R. Federer (Szwajcaria) - S. Galvani (Włochy) 6:3, 6:3, 6:3; O. Rochus (Belgia) - M. Rosset (Szwajcaria) 6:2, 2:6, 6:3, 6:4; A. Stoliarow (Rosja) - M. Damm (Czechy) 3:6, 6:3, 6:3, 6:4; T. Haas (Niemcy) - J. Golmard (Francja) 6:0, 6:1, 6:1; J. Knippschild (Niemcy) - F. Vicente (Hiszpania) 6:4, 6:2, 4:6, 2:6, 8:6; M. Larsson (Szwecja) - M. Mirnyj (Białoruś) 6:4, 6:2, 5:7, 7:6 (7-3).