Natalia Sadowska jest nie do zatrzymania. "Jestem bardzo wysoko jak na kobietę"

W minioną sobotę Natalia Sadowska triumfowała na mistrzostwach Europy w warcabach w Hijken. W rozmowie z WP SportoweFakty Polka wyjawiła, że każda rozgrywka wiązała się z ogromnym obciążeniem psychicznym dla organizmu. - Po każdym dniu mistrzostw, ośmiu godzinach intensywnego grania, pisałam do rodziny czy znajomych, że czuję się jak dętka od roweru - wyznała.

Natalia Sadowska jest nie do zatrzymania. W miniony piątek wygrała turniej o Puchar Świata i tym samym zapewniła sobie końcowy triumf w tegorocznej edycji imprezy. Na tym jednak nie zamierzała się zatrzymywać. Polka została pierwszą kobietą w historii, której udało się sięgnąć po mistrzostwo Europy we wszystkich trzech odmianach warcabów. Najpierw triumfowała w warcabach stupolowych w tempie klasycznym w belgijskim Kortrijk. Kilka dni później wygrała w tempie szybkim i błyskawicznym w holenderskim Hijken. Za to w maju zdobyła złoty medal na drużynowych mistrzostwach świata w Turcji.

Zobacz wideo Gareth Bale i jego królestwo. Zajrzeliśmy do środka. Żyła złota

Szczere wyznanie Natalii Sadowskiej. "Przez cały dzień mój umysł musi działać na wysokich obrotach"

Polka udzieliła wywiadu dla WP SportowychFaktów, w którym opowiedziała o ostatnich sukcesach. Wyznała, że choć triumf w mistrzostwach Europy był dla niej ważny, to czuje większą dumę z tytułów wywalczonych w światowym championacie. - Wyżej postawiłabym jednak dwa mistrzostwa świata, które zdobyłam w 2016 i 2018 roku, ale od tego czasu to z pewnością mój najbardziej udany rok. W warcabach klasycznych i w grze błyskawicznej miałam wcześniej medale, ale mistrzynią Europy zostałam po raz pierwszy. Za to w grze szybkiej już kiedyś zdobyłam złoto - oceniła. Warto podkreślić, że Sadowska w 2013 roku zdobyła też brązowy medal mistrzostw świata w grze szybkiej. 

W dalszej części wywiadu Polka opowiedziała, skąd wzięła się u niej pasja do gry w warcaby. - Jako siedmiolatka zaczęłam grać z dziadkiem i z tatą. Wtedy nie było jeszcze smartfonów, mało kto miał komputer, więc gry planszowe były numerem jeden. Warcaby tak mi się spodobały, że po powrocie ze szkoły zawsze chciałam, żeby ktoś ze mną zagrał. Po pół roku w mojej szkole podstawowej zorganizowano turniej, który wśród dziewczynek wygrałam. Potem były mistrzostwa gminy, województwa i tak dalej. Aż do meczów o mistrzostwo świata - kontynuowała.

Sadowska podkreśliła, że ciężko pracowała na zdobyte tytuły, a każda rozgrywka okupiona była niewyobrażalnym wysiłkiem. Okazuje się, że gra w warcaby nie jest łatwą czynnością - choć nie wkłada się w nią wiele siły fizycznej, to potrzebna ogromnego skupienia i wysiłku psychicznego. 

- Po każdym dniu mistrzostw, ośmiu godzinach intensywnego grania, pisałam do rodziny czy znajomych, że czuję się jak dętka od roweru. Ktoś może sobie pomyśleć: co może być męczącego w warcabach? A wysiłek mentalny jest ogromny. Przez cały dzień mój umysł musi działać na wysokich obrotach, analizować, szukać najlepszych rozwiązań. Najbardziej wyczerpująca była dla mnie chyba gra szybka. Partie trwają po czterdzieści i więcej minut, są bardzo intensywne i stoją na wysokim poziomie - wyjawiła. 

Więcej treści sportowych na stronie głównej Gazeta.pl

W przyszłym sezonie na Sadowską czeka kolejne wyzwanie. We wrześniu 2023 roku w Curacao odbędą się kolejne mistrzostwa świata. Jak wyznała Polska, jej celem będzie wywalczenie trzeciego tytułu w karierze. Pierwszy zdobyła w 2016 roku. Wówczas pokonała Białorusinkę Olgę Kamyszlejewą. Dwa lata później triumfowała w starciu z legendę kobiecych warcabów stupolowych, Łotyszką Zoją Gołubiewą.

- W rankingu kobiet jestem numerem jeden, a w ogólnym zajmuję miejsce w pierwszej setce i to już jest bardzo wysoko jak na kobietę. Mam taki cel, żeby do końca 2023 roku wskoczyć do czołowej pięćdziesiątki. To będzie dla mnie spory sukces - zakończyła. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.