Największe oszustwo w historii? Pomogły kulki analne? Nawet 100 podejrzanych partii

Kacper Sosnowski
Carlsen i Hans Niemann
AG/Screen

19-letni Hans Niemann prawdopodobnie oszukiwał w ponad stu partiach szachowych - oznajmia raport Chess.com. O ile w rywalizacji w sieci o kantowanie było łatwiej, o tyle w realnych turniejach świat szachów zaczął mówić o nowych metodach blefu. Po dobrze już znanych mini słuchawkach, telefonach ukrytych w muszli klozetowej, dziś głośno jest o elektronicznych kulkach analnych.

Na początku września 19-letni Hans Niemann wygrał z mistrzem świata Magnusem Carlsenem na stacjonarnym turnieju w St. Louis. Carlsen to pięciokrotny mistrz świata, szachista na miarę legendarnego Bobby'ego Fischera czy Garriego Kasparowa. Po porażce z dużo niżej notowanym rywalem, która przyszła po 53 zwycięstwach z rzędu, Norweg wycofał się z turnieju. W komentarzu w internecie gifem nawiązał do słów jednego z piłkarskich trenerów: - Nic nie powiem. Gdybym to zrobił, wpadłbym w tarapaty. A nie chcę mieć kłopotów. Bardziej konkretny był jeden z jego kolegów, który wyznał, że Carlsen uważa, iż Niemann oszukuje. I to w wyjątkowo perfidny sposób.

Zobacz wideo Lewandowski, Piszczek i Dudek w Alei Gwiazd. "Chciałbym jeszcze tu pograć"

Genialny szachista czy genialny oszust? 

Organizatorzy turnieju Sinquefield Cup w St. Louis, w którego puli było 500 tys. dolarów, domyślali się, z czym związana jest demonstracyjna reakcja Carlsena. Ochroniarze skanowali Niemanna urządzeniem do wykrywania fal elektromagnetycznych, sprawdzili częstotliwości radiowe. Partiami Niemanna zajął się też potem szachowy śledczy Kenneth Regan. Nikt nie wszczął alarmu. Sprawa nieco ucichła, ale wypłynęła ze zdwojoną siłą już pod koniec września. To wtedy doszło do następnego spotkania Carlsena z Niemannem, tym razem wirtualnego. Podczas turnieju Julius Baer Generation Cup, Norweg wycofał się po pierwszym ruchu rywala. - Opuścił transmisje. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, nie mogę uwierzyć - relacjonowała komentatorka Tania Sachdev. Ten gest pogardy i ostatnie wydarzenia Carlsen opatrzył w końcu bardziej dosadnym komentarzem w mediach społecznościowych.

"Wiem, że moje działania sfrustrowały wielu szachistów. Też jestem sfrustrowany. Jestem przekonany, że Niemann oszukiwał więcej razy, niż przyznał to publicznie. Jego ponadprzeciętne postępy były niezwykłe. Przez całą naszą grę w Sinquefield Cup miałem wrażenie, że nie był ani spięty, ani nawet skoncentrowany na grze, szczególnie w krytycznych momentach. Ogrywał mnie tak, jak może zrobić to tylko garstka graczy. Po tej grze zupełnie zmieniła się moja perspektywa" - napisał Carlsen w specjalnym oświadczeniu. Dodał, że nie chce grać przeciwko ludziom, którzy oszukiwali w przeszłości, ponieważ "nie wie, co są w stanie zrobić w przyszłości". 

Z hasłem "wielokrotnie" Niemann polemizuje. Amerykanin jakiś czas temu przyznał się do naruszenia fair play, korzystając z pomocy programów szachowych, ale dodał, że było to dawno i incydentalnie. Najpierw wspierał się podpowiedziami specjalnego programu jako 12-latek w turnieju online, a potem jeszcze raz zrobił tak cztery lata później.  - Żałuję i przepraszam. Zawsze potem grałem czysto - przekonywał.

Jednak po burzy, jaką wywołał Carlsen, za gruntowne prześwietlenie Niemanna znów wziął się portal Chess.com. 19-latek ma tam konto i od lat brał udział w różnych turniejach, także z nagrodami pieniężnymi. Amerykanin miał już z tym portalem na pieńku. Właśnie okazało się, że kiedyś zawieszono mu na nim konto. Alarm wywołał wówczas system do wykrywania oszustw. Z Niemannem skontaktowali się oficerowie śledczy Chess.com i wypunktowali dowody. Amerykanin przyznał się do elektronicznego wspomagania i przeprosił. W zamian mógł liczyć na szybsze odblokowanie konta. Wydawało się, że sprawa jest incydentalna. W obliczu ostatnich wydarzeń śledczy portalu postanowili jeszcze raz przejrzeć szachową aktywność Niemanna. Swoje uwagi i obiekcje zawarli w 72- stronicowym raporcie, który tym razem upublicznili. Wydźwięk dokumentu jest taki, że albo Niemann jest genialnym szachistą, albo genialnym oszustem.

100 podejrzanych meczów, uczeń jak nauczyciel

"Niemann jest najszybciej rozwijającym się graczem we współczesnej historii, jego wyniki są statystycznie nadzwyczajne" - czytamy. Po tym jak portal zestawił go z największymi graczami w historii, okazuje się, że takich wyników i progresu między 11. a 19. rokiem życia nie miał ani Carlsen, ani Bobby Fischer.

Ale na brawa jest jeszcze za wcześnie. To dlatego, że śledczy wypunktowali ponad sto partii, w których ich zdaniem mogło dojść do oszustwa. 25 z tych rozgrywek Amerykanin pokazywał zresztą na żywo na swych portalach, gdzie z sukcesami łapał fanów. Miał się czym chwalić, bo ograł wtedy rosyjską gwiazdę szachów Jana Niepomniaszczija, ostatniego rywala Carlsena do mistrzostwa świata. Prawdopodobnie nie sam.

Chess.com używa wielu narzędzi do wykrywania oszustw, w tym: analityki, która porównuje ruchy z tymi zalecanymi przez silniki szachowe; badania przeszłego profilu wydajności i siły zawodnika; aż wreszcie monitorowanie jego zachowań, takich jak otwieranie innych przeglądarek podczas gry. Okazało się, że podejrzane ruchy Niemanna zbiegły się z momentami, w których otwierał inne ekrany na komputerze – co było jasnym sygnałem, że konsultował się z programem szachowym, aby uzyskać najlepszy ruch. Raport ujawniał, że zawodnik został niedawno wykluczony z udziału w Chess.com Global Championship, turnieju z nagrodami o wartości miliona dolarów przez "obawy dotyczące tego, że będzie oszukiwał". Autorzy raportu dodali, że przypadek Niemanna "zasługuje na dalsze badanie na podstawie poszerzonych danych". Zawarli w nim też kolejną niepokojącą rzecz. Przyznali, że na oszustwie podczas gry online złapali już dziesiątki arcymistrzów w tym czterech spośród 100 najlepszych graczy na świecie, którzy do kantowania się przyznali. Co ciekawe do oszustwa w dwóch wirtualnych turniejach przyznał się też jeden z trenerów Niemanna, arcymistrz Maxim Dlugy.  

SMS-y hasła, telefony w spłuczce klozetowej, mini słuchawki 

Chess.com zanalizował ogólne dane dotyczące błyskotliwej kariery Niemanna i mógł konkretnie odnieść się do meczów rozegranych na platformie. Co jednak ze spotkaniami przeprowadzanymi tradycyjnie?

Niedawny mecz na turnieju w St. Luis też był wzięty pod lupę. Dokonano analizy posunięć 19-latka i poproszono o ocenę najlepszych graczy. Zwrócili oni uwagę na brak zrozumienia pozycji, które Niemann rozgrywał. Dodali, że analiza Niemanna "wydawała się sprzeczna z poziomem jego przygotowania i poziomem analizy potrzebnym do pokonania mistrza świata w szachach".

Jeśli jednak Niemann w potyczce z Carlsenem oszukiwał, to najważniejsze pytanie brzmi: w jaki sposób? 

Udowodnienie oszustwa w szachach zawsze było dość trudne, o ile gracz nie został przyłapany na gorącym uczynku. Metody kanciarzy nie były do tej pory zbyt wyrafinowane, a oszuści zwykle wpadali w... łazience. Tak jak Gaioz Nigalidze, zwycięzca mistrzostw Gruzji sprzed niecałej dekady, który używał smartfona ukrytego w spłuczce klozetowej. W ten prosty sposób konsultował ruchy z komputerem. Podejrzanie często chodził jednak do tej samej kabiny. Jeszcze mniej szczęścia miał Igors Rausis, Czech, który błyskotliwą karierę robił tuż przed 60-tką. On też zwykle miał bardziej otwarty umysł po wyjściach do toalety. W końcu w 2019 r. podczas turnieju Strasbourg Open, ktoś w tej toalecie zrobił mu zdjęcie i okazało się, że Rausis chodził tam za elektroniczną, a nie fizyczną potrzebą. Zdyskwalifikowano go na sześć lat. Cofnięto tytuł arcymistrza, a po tym, jak zdjęcie z telefonem w dłoni obiegło świat, Czech zakończył karierę.

Posiadanie telefonu podczas gry jest dziś zakazane. Jeszcze przed rozkwitem ery smartfonów, na gorącym uczynku złapano kilku szachistów, którzy dopingowali się SMS-ami. W wiadomościach tekstowych podczas ważnych turniejów przesyłali sobie numery telefonów. Te numery były jednak hasłami, które sugerowały posunięcie. Taki system wymyślił kapitan szachowej reprezentacji Francji Arnaud Hauchard. Inni szachiści na zawody zabierali też małą słuchawkę i odbierali sygnały od kogoś z publiczności. Niektórzy kombinowali też z długopisami. Teraz na największych turniejach te rozdawane są przez organizatorów. Wszystkie te przypadki wydają się raczej mało możliwe w przypadku Niemanna. 

"Talent trafia w cel, którego nikt inny nie może trafić, geniusz uderza w cel, którego nikt nie widzi, bo jest w tyłku"

- Jeśli chcą, to mogę się rozebrać do naga, bo wiem, że jestem czysty. Mogę nawet grać w zamkniętym pomieszczeniu z zerową transmisją danych - mówił Amerykanin broniący się przed kolejnymi oskarżeniami. W stronę dokładnego sprawdzenia 19-latka w jednym ze swych wpisów poszedł znany amerykański przedsiębiorca Elon Musk, który na Twitterze poszerzył nieco sentencję filozofa Arthura Schopenhauera. "Talent trafia w cel, którego nikt inny nie może trafić, geniusz uderza w cel, którego nikt nie widzi (bo jest w tyłku)" - skomentował szukający ostatnio atencji Musk. Wpis dość szybko usunął, ale tropem ukrywania w ciele przedmiotów, które mogłyby Niemannowi w jakiś sposób pomóc, poszły media. Użyciem elektronicznych koralików analnych do przesłania sygnałów zajął się choćby SBS, czyli australijski państwowy nadawca radiowo-telewizyjny.  

- Jest to możliwe dzięki bardzo wyrafinowanemu sprzętowi i stronie trzeciej, która przesyłałaby sygnał do odbiornika - oznajmił Gary Wastell, prezes Australijskiej Federacji Szachowej. Dodał, że oszukiwanie przy użyciu seks-zabawki w rywalizacji twarzą w twarz jest trudne, ale nie niemożliwe. Wastell podkreślił, że nawet jeden sygnał przesłany we właściwym momencie może zmienić bieg rozgrywki. 

 - Należy pamiętać, że permanentny kontakt z oszukującym nie jest potrzebny. Jeden z byłych mistrzów świata Viswanathan Anand powiedział, że gdyby w jakimkolwiek meczu miał tylko jedną wskazówkę, to jego występ byłby znacznie lepszy - opowiadał Wastell. 

Niemann prześwietlony. A może oszukiwał przed meczem?

Chociaż historie o rozmieszczanych w ciele przedmiotach elektrycznych brzmią abstrakcyjnie - trochę tak jak dekadę temu silniki elektryczne w rowerach - to wydaje się, że organizatorzy turniejów szachowych zrobili się czujniejsi. Internet właśnie obiegają nowe zdjęcia kontroli Niemanna podczas mistrzostw USA. Funkcjonariusz ochrony na wejściu poddał 19-latka dokładnemu skanowaniu w poszukiwaniu ukrytych urządzeń. Poprosił go nawet, aby się odwrócił, sprawdzając czujnikiem każdą część ciała. Kolejna zawodniczka w kolejce do kontroli Irina Krush musiała zacisnąć zęby, by zachować powagę. Widzowie na portalach społecznościowych szybko podłapali temat: "Sprawdź koraliki" — napisał jeden z widzów.

Prześwietlany Hans Niemann
Prześwietlany Hans Niemannscreen

Jak opisuje sytuację telewizja FOX Sports, tylko Niemann został sprawdzony tak dokładnie. Amerykanin wygrał pierwszy mecz tych zawodów. Po zwycięstwie nie był jednak zbyt rozmowny. - To był tak piękny mecz, że nie muszę go opisywać - powiedział tajemniczo dziennikarzom.

Kolejną teorię dotyczącą wygranej z Carlsenem mają zwolennicy Norwega. Sygnalizują oni, że Niemann mógł oszukiwać jeszcze przed początkiem partii. Czy w grę wchodziło szpiegowanie Carlsena i przejęcie informacji o jego taktyce? Szachiści zwracają uwagę, że Niemann wydawał się przygotowany na otwarcie, które zastosował Norweg. Otwarcie właściwie przygotowane specjalnie na mecz z Amerykaninem. Brytyjski arcymistrz Nigel Short, po przejrzeniu historii gier Carlsena, znalazł tylko dwa takie jego otwarcia. Co na to 19-latek, który został o to zapytany? Do rozważań, czy jest geniuszem, oszustem, należy jeszcze dorzucić, to czy jest ogromnym szczęściarzem?

Niemann odparł, że to był "śmieszny cud", bo akurat w dniu rywalizacji z Norwegiem prześledził sobie takie otwarcie, które Carlsen z nim zastosował. To dlatego od początku meczu było mu łatwiej. Własne śledztwo w sprawie afery Niemann-Carlsen wszczął właśnie FIDE, światowy organ zarządzający szachami.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...