Magnus Carlsen to szachista na miarę legendarnego Bobby'ego Fischera czy Garriego Kasparowa. Zresztą, mając zaledwie 13 lat potrafił zremisować z Rosjaninem. Dzisiaj ma pięć tytułów mistrza świata, ostatnie z 2021 roku. Ale nawet lider światowej listy FIDE czasami przegrywa. Podczas Sinquefield Cup ograł go Hans Niemann, 49. zawodnik świata. W czego efekcie Norweg wycofał się z turnieju, co mocno zdziwiło kibiców.
Tym bardziej, że później dolał oliwy do ognia. Carlsen umieścił na Twitterze filmik z Jose Mourinho, na którym Portugalczyk mówi: "nic nie powiem. Nie mogę nic powiedzieć. Gdybym coś powiedział, to wpadłbym w tarapaty. A nie chcę mieć kłopotów".
"Wycofałem się z turnieju. Zawsze lubiłem na Sinquefield Cup, więc mam nadzieję, że wrócę tu w przyszłości" - napisał w poście Norweg.
Wielu kibiców podejrzewa Niemanna o oszustwo. Tym bardziej, że w przeszłości 19-letni Amerykanin oszukiwał. Był dwukrotnie zawieszony przez popularną platformę chess.com.
- Jeśli chcą, to mogę się rozebrać do naga, bo wiem, że jestem czysty. Mogę nawet grać w zamkniętym pomieszczeniu z zerową transmisją danych. Jestem tu, aby wygrać i to mój jedyny cel - broni się Niemman.
Dziennikarze mu jednak wytknęli, że już kiedyś oszukiwał m.in na turnieju 16-latków.
- To prawda. Oszukiwałem w przypadkowych partiach na portalu Chess.com. Zostałem na tym przyłapany i przyznałem się do błędu. Największego błędu w moim życiu. Wstyd mi. Wolę o tym powiedzieć świata, bo mam dosyć kłamstw i plotek - odpowiedział szachista.
I dodał: - Szczerze przepraszam za mój błąd. Ale poniosłem już za to konsekwencje. Również te prywatne, bo straciłem kilku przyjaciół. I właśnie dlatego rozegrałem 260 partii w ciągu roku i trenowałem po 12 godzin dziennie. Po to, bo mam coś do udowodnienia. Wszystko, co zrobiłem przez ostatnie kilka lat, ma na celu nadrobienie tego błędu i mam nadzieję, że moje wyniki, zaangażowanie i ciężka praca pokazały, że wyciągnąłem wnioski.
W najbliższych dniach powinniśmy poznać więcej szczegółów dotyczących rezygnacji Carlsena po nieoczekiwanej porażce z Niemmanem.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto z tylko sobie znanych pobudek będzie starał się oszukiwać.
- Miniaturyzacja urządzeń elektronicznych, wzrastająca moc obliczeniowa specjalnych aplikacji itp. dają szanse na krótkotrwałe sukcesy bazujące na nieuczciwości. Jest to poważny problem, ale też niekiedy wyolbrzymiany. Począwszy od istotnych rozgrywek juniorów, aż po turnieje elity organizatorzy starają się, żeby rozgrywki nie budziły podejrzeń. Zawodnicy to rozumieją i akceptują, chociaż niekiedy są sprawdzani prawie jak na lotnisku. Większym problemem jest tzw. doping elektroniczny, który może być użyty w grze online, ale to nie jest problem najważniejszych turniejów - tłumaczył na łamach Sport.pl Ryszard Królikowski, sędzia klasy międzynarodowej (FIDE Arbiter 2008), a także działacz i problemista szachowy.
Problem w tym, że schwytanie oszusta w sieci nie jest wcale takie łatwe.
- To trudne zadanie. Ale są przypadki, że analizując grę danego oszusta, da się sprawdzić, czy przypadkiem w każdej partii nie gra w ten sam sposób, w jaki napisana jest lista ruchów i rozwiązań danego programu. Jeśli nie jesteś zbyt dobry, ale oszukujesz, to twój styl gry w końcu ciebie zdradzi. Większość prestiżowych turniejów odbywa się jednak na żywo, dlatego wówczas ten problem jest marginalny. Poza tym szachy są dla mnie grą psychologiczną. Ważny jest kontakt na żywo z rywalem. Oczywiście nie można go zagadywać, obrażać czy rozpraszać, ale czasem już samo spojrzenie wystarczy, aby kogoś zdekoncentrować - podsumowuje Królikowski, z którym rozmawialiśmy o... śmierci szachów.