Ukraińcy wytykają: Rosja wysłała żołnierzy na zawody. Zhańbiony sport

Bartłomiej Kubiak
- Jesteśmy głęboko rozczarowani - żali się Mychajło Koszliak, prezes Ukraińskiej Federacji Judo, która zbojkotowała zawody w Ułan Bator, gdzie dopuszczono do startów rosyjskich sportowców, w tym żołnierzy armii Putina. "Działacze Federacji Judo wprost się z nimi zbratali" - piszą Ukraińcy.

Chodzi zawody z cyklu Grand Slam, które w miniony weekend odbyły się w stolicy Mongolii Ułan Bator. Były nie tylko mocno obsadzone, ale także pierwsze, które liczą się do kwalifikacji olimpijskich na igrzyska w Paryżu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że w imprezie wzięło udział 28 rosyjskich judoczek i judoków. A wśród nich byli tacy, którzy nie tylko jawnie popierają agresję Władimira Putina na Ukrainę, ale są także czynnymi żołnierzami rosyjskiej armii.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Maciej RybusOd Łowicza do Moskwy. Rybus jest wyklęty. "To nie mieści się w głowie"

Młodszy sierżant Armen Aghajan, chorążowie Michaił Igolnikow, Inał Tasojew, Kamila Badurowa i Madina Tajmazowa, porucznik Irina Dołgowa, starszy porucznik Ałan Chubiecow. A także Dawid Karapetjan, Darja Kurbonmamadowa, Sabina Gilazowa i Anna Guszczina, którzy wymienieni są bez stopnia. To 11 rosyjskich żołnierzy, którzy wystartowali na zawodach w Ułan Bator. Nazwiska wskazała Ukraińska Federacja Judo (FJU), która wyjawiła, że wyżej wymienieni nie tylko zasilają siły wroga, ale podczas wojny nagrywali wideo i publikowali w mediach społecznościowych posty wspierające inwazję na Ukrainę.

"Jesteśmy tym wszystkim głęboko rozczarowani"

Ukraińcy piszą, że Międzynarodowa Federacja Judo (IJF) jest jedyną na świecie, która tak rażąco ignoruje zalecenia MKOl i działa wbrew zasadom ruchu olimpijskiego, zwyczajnie brata się z Rosjanami.

"Przed wojną Ukraińska Federacja Judo liczyła ponad 30 tys. członków. W tej chwili ponad 80 procent z nich nie jest w stanie kontynuować kariery i szkolenia. Wielu judoków jest zmuszonych bronić integralności terytorialnej naszego kraju z bronią w ręce. W czasie, gdy cały cywilizowany świat usiłuje powstrzymać rosyjską agresję na Ukrainie różnego rodzaju sankcjami, Międzynarodowa Federacja Judo postanawia dopuścić judoków z Rosji i Białorusi do udziału w organizowanych przez siebie zawodach jako sportowcy neutralni" - czytamy w oświadczeniu Ukraińskiej Federacji Judo.

- Jesteśmy tym wszystkim głęboko rozczarowani. Każdy, kto choć trochę śledzi światowy sport, rozumie, że rosyjscy sportowcy stanowią kluczową część agresywnej polityki propagandowej tego kraju - mówi prezes Ukraińskiej Federacji Judo Mychajło Koszliak.

"Międzynarodowa Federacja Judo to wspaniali ludzie"

O Międzynarodowej Federacji Judo (IJF) zrobiło się głośno pod koniec lutego, kiedy informowała ona o zawieszeniu honorowego prezydenta i ambasadora Władimira Putina. Zdjęcie prezydenta Rosji zdjęto ze strony internetowej, a federacja dostała brawa za szybkie działanie. Tyle że ta sama federacja, której prezesem jest Rumun Marius Vizer, wieloletni przyjaciela Putina, nie zawiesiła jednocześnie rosyjskich i białoruskich sportowców. Władze od razu zaproponowały, by zawodnicy z krajów agresora rywalizowali pod neutralną flagą.

Długo nie rywalizowali, ale to było podyktowane tylko tym, że rosyjscy judocy - tłumacząc się obawami o bezpieczeństwo i problemami z logistyką - przestali latać na międzynarodowe imprezy. Aż do zawodów w Ułan Bator.

- Międzynarodowa Federacja Judo to wspaniali ludzie. Wyszli na spotkanie z nami w połowie drogi. Dali nam możliwość występu, walki. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni - powiedział Igolnikow po zawodach w Mongolii w rozmowie z agencją TASS.

Igolnikow jest mistrzem Europy z 2018 i 2020 roku oraz brązowym medalistą mistrzostw świata z 2018 r. Judoka startował na igrzyskach w Tokio, gdzie przegrał w walce o brązowy medal. W miniony weekend w Ułan Bator zwyciężył w rywalizacji do 90 kg. Nie był jedynym Rosjaninem, bo zdobyli oni pięć złotych, dwa srebrne i dwa brązowe medale. Okazali się najlepsi w klasyfikacji generalnej, gdzie drugie miejsce zajęła reprezentacja Japonii (cztery złote, jeden srebrny i dwa brązowe), a trzecie - gospodarze, czyli Mongolia (dwa złote, cztery srebrne, pięć brązowych).

"Rosyjscy sportowcy pokazali, że są bardzo mocni"

"Judo to sztuka, filozofia, sposób na życie. To sport, który był i zawsze będzie wyjątkowym pomostem między narodami. Z pewnością jesteśmy przeciwko wojnie, ale także przeciwko nienawiści. Młodzi ludzie, a zwłaszcza sportowcy, powinni być wzorami do naśladowania dla swoich i przyszłych pokoleń. Sportowcy nie mogą ponosić odpowiedzialności za decyzje niektórych liderów, zwłaszcza gdy wolą rywalizować niż iść na wojnę. A sport to przyjaźń, jedność, solidarność, pokój. Dlatego musimy być zjednoczeni zarówno w dobrych, jak i złych czasach. Nie możemy karać osób, które nie są odpowiedzialne za działania innych. To oznaczałoby dyskryminację, a w naszym sporcie nie ma miejsca na wojnę, politykę i dyskryminację" - napisał Vizer w odpowiedzi na oświadczenie Ukraińskiej Federacji Judo, która zbojkotowała imprezę w Ułan Bator.

Kolejne zawody z cyklu Grand Slam odbędą się 8-10 lipca w Budapeszcie. I nic nie wskazuje, by zabrakło tam Rosjan, bo po imprezie w Ułan Bator stanowisko Międzynarodowej Federacji Judo pozostało bez zmian. - Judo jest poza polityką. Mam nadzieję, że stanie się pomostem dla przyjaźni i pokoju. Rosyjscy sportowcy pokazali w Ułan Bator, że są bardzo mocni. Ich zespół wykazał się wysokim poziomem sprawności technicznej, fizycznej i psychicznej. Wspaniale będzie ich zobaczyć nie tylko na kolejnych zawodach, ale też na mistrzostwach świata, które w październiku odbędą się w Taszkencie - powiedział Vlad Marinescu, dyrektor generalny Międzynarodowej Federacji Judo.

Rosja znowu złamała rozejm olimpijski

Kilka tygodni temu przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach podczas przemówienia na zakończenie 139. sesji MKOl w Lozannie mówił, że wciąż nie wiadomo, czy rosyjscy sportowcy wezmą udział w letnich igrzyskach olimpijskich, które w 2024 roku odbędą się w Paryżu. - Stosunki MKOl z rosyjskimi przywódcami politycznymi w ciągu ostatnich lat dramatycznie się pogorszyły - przyznał Bach i wskazał, że wpływ na to miały liczne skandale dopingowe, cyberataki rosyjskich hakerów, a nawet "osobiste pogróżki" wobec członków MKOl, których jednak nie sprecyzował.

- Tej wojny nie rozpoczął rosyjski naród, ich sportowcy, Rosyjski Komitet Olimpijski ani członkowie MKOl z Rosji. Ale ta wojna trwa. I jest rażącym naruszeniem rozejmu olimpijskiego - przypomniał Bach, nawiązując do współczesnego odrodzenia starożytnej tradycji, czyli wstrzymania działań wojennych na siedem dni przed startem i siedem dni po zakończeniu igrzysk.

Rosja w lutym ten rozejm jednak złamała. I to już po raz trzeci w ciągu ostatnich 14 lat, bo wcześniej zrobiła to w 2008 r. w przededniu letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie, kiedy zaatakowała Gruzję. I w 2014 r. podczas zimowych igrzysk w Soczi, kiedy zaanektowała ukraińskie terytorium na Krymie.

Więcej o: