"Dziś Ukraina, jutro Polska". Już dawno przewidział ruchy Putina

Bartłomiej Kubiak
Z Władimirem Putinem chciał walczyć w wyborach prezydenckich, ostatecznie walczy słowami. Prezydenta Rosji nazywa "bandytą z petersburskiego podwórka" i porównuje do Adolfa Hitlera, ale ma też pretensje do Zachodu - za wieloletni brak reakcji. Analityczny umysł Garriego Kasparowa, jednego z najwybitniejszych szachistów w historii, już dawno przewidział ruchy Putina.

To był marzec 2007 roku. Garri Kasparow, były mistrz świata w szachach, który niemal równo dwa lata wcześniej zakończył karierę, wziął długopis oraz notatnik i przedstawił schemat marszu protestujących przez Petersburg. Niczym generał planujący bitwę lub szachista analizujący zwycięską kombinację naszkicował Plac Powstania i pokazał, gdzie policja zebrała się w siłę, by blokować ulicę prowadzącą do biura gubernatora.

Zobacz wideo Kliczko walczył przez całe życie. "Teraz chwycił za broń i stanął do obrony Kijowa"

Ivan Kuliak"To Ukraińcy". Prawdziwy szczyt bezczelności. Kuliak tłumaczy haniebny gest

- Błąd taktyczny. Typowe dla tego rządu - wyjaśniał Kasparow, dlaczego tylko kilku policjantów strzegło Newskiego Prospektu, głównej ulicy handlowej Petersburga, na który wdarł się kilkutysięczny tłum demonstrantów. W gronie protestujących przeciwko rządom Władimira Putina był oczywiście także on sam.

"Nie samowładzy Kremla!", "Putin jest najbardziej niebezpiecznym przestępcą", "Precz z Putinem", "Chcemy innej Rosji!", "Wolne wybory, a nie imitacja" - to tylko niektóre z haseł wznoszone przez demonstrantów.

Tamta manifestacja trwała dwie godziny i zakończyła się starciami z milicją. Także zatrzymaniami kilku liderów opozycji. Kasparow się wywinął, ale sam aresztowany został miesiąc później - w Moskwie, gdzie protestujących pojawiło się już znacznie mniej, a w ich rozpędzanie zaangażowane było także wojsko - w ruch szły pałki, gaz łzawiący oraz zawczasu przygotowane wojskowe i milicyjne ciężarówki.

Kasparow był przesłuchiwany na komisariacie w Moskwie przez kilka godzin, potem stanął przed sądem. Za wykrzykiwanie haseł antyrządowych wymierzono mu grzywnę w wysokości tysiąca rubli (wówczas ok. 29 euro). Zaskarżył to postępowanie do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który przyznał mu rację. Uzasadnił orzeczenie tym, że rosyjskie władze naruszyły wolność zgromadzeń i nakazał wypłacić za szkody moralne po 10 tys. euro Kasparowowi i dwóm innym opozycjonistom, a sześciu pozostałym - po 4 tys. euro.

"Dziś Ukraina, jutro wojska przyjdą do was"

Kasparow nie był wtedy jedynym krytykiem Putina, ale być może był najbardziej prominentnym. I wniósł do polityki opozycyjnej - jak pisał "New York Times" - tę samą energię i agresję, które charakteryzowały jego szachy. Atakował Putina i Kreml językiem w Rosji rzadko używanym. - Ten reżim traci kontakt z prawdziwym światem. To śmiertelna kombinacja pieniędzy, władzy, krwi i bezkarności - mówił przed laty Kasparow.

I mówi też tak dziś, kiedy Rosja zaatakowała i próbuje zniszczyć Ukrainę. - Putin na oczach całego świata przygotowywał tę inwazję. Toczy wojnę z wolnym światem. To trzecia wojna światowa, która już trwa. Nie jest to jeszcze gorąca wojna pomiędzy NATO a Putinem, ale już stoimy wobec egzystencjalnego zagrożenia dla naszej cywilizacji - przestrzegał 59-letni Kasparow kilka dni temu w TVN 24. - Dla Putina Ukraina jest taka sama jak Polska dla Stalina. Nie rozpoznaje Ukrainy jako państwa. Nie zatrzyma się, dopóki nie zostanie zniszczona jako suwerenny kraj i nie zostanie przejęta przez Rosjan. Tutaj nie ma żadnych negocjacji. Dziś Ukraina, jutro wojska przyjdą do was - tłumaczył.

W co tak naprawdę wierzymy?

Kasparow dla Putina zawsze był kimś z zewnątrz. Nie Rosjaninem, a pół-Żydem i pół-Ormianinem urodzonym w Baku, stolicy głównie muzułmańskiego Azerbejdżanu, skąd Kasparow przeniósł się do Moskwy w 1990 roku, kiedy nasiliły się napięcia między Ormianami a Azerami.

- Dorastając w Baku, obserwowałem, jak wszechpotężne państwo sowieckie okłamywało nas prosto w twarz, każdego ranka w gazecie i każdego wieczora w wiadomościach. Kiedy zaczynałem wchodzić na szachowy Olimp, zdałem sobie sprawę, że każdy urzędnik sportowy, ale też kibic lub sąsiad był potencjalnym informatorem władz. Że jeśli zobaczy w tobie nieposłuszeństwo, może to skutkować utratą twojej pracy, wolności lub nawet życia - także w taki sposób Kasparow wspominał początki szachowej kariery. Rósł jako sportowiec, ale nie w oderwaniu od codziennego życia, od polityki.

Już wtedy miał analityczny umysł, który wykraczał daleko poza szachownicę. Problemów w funkcjonowaniu państwa doszukiwał się w samym społeczeństwie. W tym, że wiele osób naprawdę wierzy w reżimową historię serwowaną obywatelom przez jedyną słuszną władzę. - Jest też duża grupa ludzi, która udaje, że wierzy władzy ze strachu. A następnie są tacy, którzy mogą wierzyć lub nie, ale ich ambicja i nastawienie na przetrwanie, a zwłaszcza dobre prosperowanie, pcha ich do tego, by demonstrować wiarę w fałszywe narracje. Takie podejście może zapewnić im awans społeczny. Zwłaszcza jeśli komuś się spieszy i ten swój konformizm jeszcze potęguje poprzez oskarżanie i oczernianie innych ludzi - tłumaczył w zeszłym roku Kasparow w eseju z cyklu "Wielkie pomysły" na łamach "New York Timesa", gdzie pisarze odpowiadali na jedno zasadnicze pytanie: "W co tak naprawdę wierzymy?".

Anatolij TymoszczukLegenda Ukrainy? Już nie. "Ten człowiek to g***o. Nienawidzę"

"Myliłem się co do Putina"

Kasparow, który szachowym mistrzem świata został w 1985 roku, kiedy jako zuchwały, 22-letni nowicjusz pokonywał Anatolija Karpowa, od początku angażował się w politykę. W latach 80. wierzył w Michaiła Gorbaczowa - głasnost i pierestrojkę, czyli w politykę otwarcia Związku Radzieckiego. Ale kiedy Związek upadł na początku lat 90., poparł Borysa Jelcyna i innych nowych demokratów.

Z Jelcynem zerwał po niespełna sześciu latach - w 1996 roku, kiedy poparł innego kandydata na prezydenta Aleksandra Lebiedzia. Szukał swojego miejsca na społecznej i politycznej mapie Rosji. Aż do 2001 roku, kiedy po roku prezydentury Putina, jako współpracownik "The Wall Street Journal", Kasparow napisał w swojej kolumnie tekst pod tytułem: "Myliłem się co do Putina".

"Niestety moja prognoza oparta na założeniu, że młody pragmatyczny przywódca wzmocni demokrację w Rosji, będzie walczył z korupcją i zniweluje błędy polityki zagranicznej Jelcyna była tylko pobożnym życzeniem" - przyznał Kasparow.

I od tamtej pory już w krytyce Putina nie ustępował. Szydził z jego polityki zagranicznej, oskarżał o zastraszanie byłych republik radzieckich, krytykował za pielęgnowanie więzi z Iranem, Koreą Północną i Chinami. Zarzucał Putinowi, że ten wykastrował media, zdławił przeciwników politycznych i niezależnych biznesmenów oraz podciął podstawową instytucję demokracji, czyli wolne i uczciwe wybory.

Dobrze, że to były szachy, a nie baseball

Kasparow walczył zajadle. W 2005 roku stworzył Zjednoczony Front Obywatelski, a rok później wspólnie z koalicją Inna Rosja zgłosił nawet swoją gotowość do startu w wyborach prezydenckich w Rosji. W grudniu 2007 roku - po otrzymaniu wielu sygnałów, by zrobił to dla własnego dobra - jednak zrezygnował z kandydowania. Już wtedy podróżował po kraju z ochroniarzami, ale ich zatrudnienie tłumaczył nie tym, że ginęli krytycy Kremla - jak dziennikarka Anna Politkowska, która w październiku 2006 roku została zastrzelona w Moskwie - a obawą o zwykłych chuliganów. - Mam szczęście, że popularnym sportem w Związku Radzieckim były szachy, a nie baseball - śmiał się po incydencie z 2005 roku, kiedy jeden z kibiców uderzył go w głowę szachownicą, którą Kasparow chwilę wcześniej podpisał.

Z czasem Kasparow wycofał się z polityki, ale nie wycofał się z krytyki Putina. W 2012 roku został wybrany na stanowisko prezesa Fundacji Praw Człowieka, a następnie został aresztowany i pobity na manifestacji feministycznej w trakcie procesu członkiń grupy Pussy Riot. To rosyjskie aktywistki, które do dziś są solą w oku Kremla. Zdecydowanie bardziej niż Kasparow, bo kontrola państwa nad telewizją już dawno temu sprawiła, że poglądy byłego arcymistrza nie docierają masowo do Rosjan. Tak było już w 2007 roku, kiedy odbyła się wspomniana na wstępie manifestacja w Petersburgu. Zależna od rosyjskiego rządu telewizja relacjonowała ją wówczas dość ogólnie. Jako "wystąpienie wszelkiego rodzaju radykałów, od faszystów po lewicowców", a nie samego Kasparowa.

Reprezentacja Polski podczas mundialu w 1982 r.100 tysięcy osób protestowało w Paryżu. Polskę objęły sankcje. Z kadrą nikt nie chciał grać

Teraz jego krytyka działań Putina wybrzmiewa zdecydowanie mocniej, a sam Kasparow ma pretensje do Zachodu, że nie zareagował na to wcześniej. Przypomina, że pisał o tym w wielu artykułach, a także w książce "Nadchodzi zima. Dlaczego trzeba powstrzymać Putina i wrogów wolnego świata", która została wydana w 2015 roku. Kasparow już wtedy ostrzegał, że rosyjski dyktator rozpęta na świecie piekło. Nazywał Putina "bandytą z petersburskiego podwórka" i porównywał do Adolfa Hitlera.

- Hitler nie miał bomby atomowej. A za czasów Stalina ona się pojawiła, ale ówczesny przywódca Rosji umarł, zanim zdążył jej użyć. Czy Putin odważy się na taki krok? Kiedy mamy do czynienia z takim człowiekiem, powinniśmy się przygotować na najgorsze. Wielokrotnie powtarzałem, że jeśli będzie miał okazję, to zagrozi całej ludzkości. I nikt nie chciał tego słuchać - przypominał w poniedziałek Kasparow w rozmowie z "Wirtualną Polską".

Więcej o: