"Szarlatan. Mam dowód". Tak Polska ma zdobyć historyczne złoto

Łukasz Jachimiak
Zmiana stanu świadomości, hipnoza i trans - to nowe pomysły trenera Tomasza Kryka, który w ten sposób chce pomóc swoim kajakarkom popłynąć po historyczne złoto igrzysk. Prowadzone przez niego zawodniczki zdobyły dla Polski już pięć medali olimpijskich, ale na najwyższym stopniu podium nie stanęły nigdy. To cel na Paryż 2024.

- Zaczął Mateusz Kamiński. Chodził za Sebastianem i chciał, żeby Sebastian zrobił z niego deskę.

Żeby co zrobił?

- Żeby go położył niemal w powietrzu, dając podparcie tylko pod pięty i czubek głowy. Mateusz nie wierzył, że to możliwe. Ja też nie.

To fragment rozmowy Sport.pl z Tomaszem Kaczorem. We wrześniu 2019 roku kanadyjkarz opowiedział nam, jak doszedł do wicemistrzostwa świata, mimo że już był skreślony, właściwie porzucił już sportzamiast trenować, pracował na fermie indyków w Anglii.

Kaczorowi pomogły wtedy m.in. sesje hipnozy z Sebastianem Zacharą, który teraz, po igrzyskach w Tokio, dołączył do sztabu Tomasza Kryka.

Zobacz wideo Kliczko walczył przez całe życie. "Teraz chwycił za broń i stanął do obrony Kijowa

"Pewnie, że jest niedosyt". Medale to dla niego nie powód do świętowania

Kryk to trener kadry kajakarek. Odkąd prowadzi naszą reprezentację, z każdych igrzysk przywozi chociaż jeden medal. W 2012 roku w Londynie brąz zdobyła dwójka, w 2016 roku w Rio srebro wywalczyła Marta Walczykiewicz, a brąz - dwójka. W ubiegłym roku w Tokio dwójka miała srebro, a czwórka - brąz.

Pewnie, że jest niedosyt. Już mam pomysł na małe reformy - mówił nam Kryk w Japonii. I opowiadał, że na igrzyskach brakowało mu w kadrze analityka do badań krwi oraz że chciałby korzystać z telemetrii jak bogatsi rywale. Kryk z pasją mówił, że po prostu trzeba nieustannie szukać możliwości rozwoju, by zdobywać medale i by wreszcie dopłynąć do złota. Bo olimpijskiego złota polskie kajaki nie zdobyły nigdy.

Mistrzostwa Rosji w kajakarstwie górskim w 2021 roku.Rosjanie przekroczyli granicę bezczelności. Szokujący tytuł oświadczenia to dopiero początek

"Ten rok jest przeznaczony na eksperymenty"

- Nie boję się wprowadzać nowych rozwiązań. Uważam, że ten rok, przy i tak zachwianym czteroleciu olimpijskim, jest przeznaczony na eksperymenty - mówi teraz trener. To dlatego na kolejnym zgrupowaniu kadry, w Portugalii, jego zawodniczki były poddawane hipnozie. Przez przedstawionego już Sebastiana Zacharę - byłego kanadyjkarza, który prowadzi własną szkołę treningową.

- Moja praca polega na wprowadzeniu czegoś nowego, co de facto nie jest nowe, tylko jest zaciągnięte z technik z Dalekiego Wschodu, czyli skupianie się na oddechu, aktywacja przepony, zmiana ogólnego nastawienie mentalnego - tłumaczy Zachara.

Jak sam przyznaje, nic nie wie o tym, aby w Polsce ktokolwiek inny korzystał z podobnych metod w sporcie. - Działamy na zmienionym stanie podświadomości, potocznie nazywanym hipnozą, choć ja go tak nie nazywam. Wprowadzamy zawodniczki w trans w sesjach indywidualnych. Podczas nich ściągamy blokady, wygrywamy z przeciwnikami, oswajamy się ze zdobywaniem sukcesów, spełnianiem marzeń, żeby ta emocja towarzyszyła i była kodowana w głowie - wyjaśnia.

Iwan Kuliak, Illia KowtunFederacja gimnastyczna reaguje. Zachowanie Rosjanina nazywa "szokującym"

Szarlatan? "Mam dowód w postaci zdjęcia"

- Zawsze mówiłam, że mam bujną wyobraźnię, więc nie jest problemem wyobrażać mi sobie to wszystko, co Sebastian mi podpowiada. Udało się wprowadzić mnie również w hipnozę, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, bo wydawało mi się, że to jest nierealna rzecz, żeby kogoś zahipnotyzować tak, żeby się spiął i stworzył deskę. Mam dowód w postaci zdjęcia. Gdyby ktoś mi to powiedział, tobym nie uwierzyła – mówi Marta Walczykiewicz.

A jeszcze bardziej obrazowo o pracy Zachary opowiadał nam wspomniany we wstępie kanadyjkarz Kaczor. - Sebastian nam wytłumaczył, że nie każdy jest na hipnozę podatny. Ale po ćwiczeniach oddechowych, które nam zlecił, uznał, że może z nami spróbować [...] No i zrobił Mateuszowi tę deskę. Jak to zobaczyłem, to byłem w ogromnym szoku. Myślałem sobie: "Dobra, co on tu wymyśla? Jaka deska? Co za szarlatan? Już widzę, jak Mateusz będzie dotykał taboretów tylko piętami i czubkiem głowy". Ale jak to zobaczyłem, od razu wiedziałem, że w to wchodzę - mówił.

Efekty tego wejścia? - Miałem z Sebastianem kilka prywatnych sesji i na którejś powiedziałem mu, że cały czas mam w głowie obawy. Że okej, zrobiłem w tym roku już parę fajnych wyników, ale ciągle są takie momenty w wyścigach, że siedzą we mnie obawy, że obok płyną wielcy mistrzowie i chyba jednak są mocniejsi. Sebastian wprowadził mnie w stan hipnozy i wygląda na to, że mnie odblokował.

Jak? - To działa na zasadzie półświadomości. Czułem, że płynę, a słyszałem, co Sebastian mówił i co mam zrobić, żebym przestał mieć te szkodliwe myśli - tłumaczył Kaczor.

- Co mówił? - dopytywaliśmy.

- Dotknął mojego ramienia i powiedział, że w chwilach zwątpienia ten dotyk będzie mi przypominał, że na pewno, na sto procent, jestem w stanie wygrać. Teraz, jak jest trudny moment na dystansie, to czuję ten dotyk. I wtedy myślę, że dalej pojadę swoje i będzie dobrze. W mojej głowie jest już pewność, że nie jestem wcale gorszy, że trenuję co najmniej tak samo ciężko i dam radę - odpowiadał wicemistrz świata.

Wimbledon 2018. Agnieszka Radwańska"To żaden powrót". Jak będą wyglądać występy Agnieszki Radwańskiej w tenisowej superlidze?

Ogórki, miksery i siedzenie w przeręblu

Trener Kryk prowadził już swoje zawodniczki do mistrzowskich tytułów wszędzie, tylko nie na igrzyskach. Olimpijskie złoto to jego wielki cel. On zbudował świetnie funkcjonującą grupę, która cały czas szuka nowych, coraz lepszych rozwiązań. Ta ekipa na wszystkie zgrupowania wozi lodówki, miksery i urządzenia do wypiekania chleba, ma basen, który w 40 stopniach Celsjusza schładza wodę do 6 stopni, dając możliwość szybkiej regeneracji. Słowem, ta grupa cały czas szuka czegoś nowego, lepszego i nie boi się iść inną drogą.

Gdy wybuchła pandemia koronawirusa i wszyscy polscy sportowcy wracali do kraju z zagranicznych zgrupowań, kadra kajakarek dalej normalnie pracowała. Żeby podnieść odporność, ekipa woziła ze sobą beczki kiszonych ogórków i kapusty. Wszyscy, łącznie z trenerem, zaczęli morsować. - Mogę nawet przesłać zdjęcia, jak siedzę w przeręblu - mówił nam Kryk w Tokio.

- Należy szukać rezerw w treningu w takich, wydawałoby się z boku, dziwnych działaniach, jak uodpornienie nas na zimno, wprowadzenie ćwiczeń oddechowych, uczenie w ogóle zawodników prawidłowego oddychania czy wprowadzania w hipnozę - podsumowuje teraz trener.

Więcej o: