PiS zarządził rewolucję w wodzie. Wrzuci tam 5 mln zł. Wędkarze szykują sprzęt

Dominik Wardzichowski
Wiceminister Infrastruktury Marek Gróbarczyk zarządził rewolucyjne zmiany zasad wędkowania sportowego i rekreacyjnego w wodach publicznych. I tak w styczniu 2022 roku powstał Departament Rybactwa, którego głównym zadaniem jest przygotowanie nowych rozwiązań. Jakich?
Zobacz wideo Rażenie prądem inwazyjnego gatunku karpia w Kentucky

Pierwszą i najważniejszą zmianą nowego departamentu ma być ujednolicenie opłat za wędkowanie w całej Polsce. - Chcemy odejść od kart wędkarskich i wprowadzić jedną opłatę. Chcemy skończyć z sytuacją, gdy wędkarz na pozwolenia wydaje tysiące złotych w skali całego kraju. Obecnie każdy okręg rybacki czy użytkownik wód działa na własnych zasadach i pobiera opłaty, co zniechęca do uprawiania wędkarstwa. Dlatego zapraszamy do współpracy wszystkich użytkowników wód, zwłaszcza Polski Związek Wędkarski i Okręgi Wędkarskie. Zachęcamy, by przystąpiły do naszego programu, tak by ceny były racjonalne, a akweny dostępne dla wszystkich — mówi Marek Gróbarczyk, wiceminister infrastruktury.

- Chcemy też, by niezbędne pozwolenie było zintegrowane z platformą mObywatel, tak by każdy wędkarz miał je pod ręką, na własnym telefonie. To znacznie ułatwi wędkowanie — dodaje Przemysław Daca, prezes Wód Polskich. Wędkarze już zacierają ręce, ale czy mają się z czego cieszyć?

"Kilkanaście dodatkowych obwodów zostanie udostępnionych wędkarzom"

Obecnie w Polsce sportowym i rekreacyjnym wędkarstwem zawiaduje Polski Związek Wędkarski. To tam wędkarze co roku opłacają kartę wędkarską, składkę członkowską oraz składkę na ochronę i zagospodarowanie wód. Łącznie ponad 300 złotych. A to nie koniec, bo karta wędkarska nie uprawnia do wędkowania na wszystkich wodach PZW. Wyjeżdżając ze swojego okręgu, trzeba opłacić kolejne pozwolenia i spełnić kolejne wymagania regulaminowe.

Gigantyczny sum złowiony w centrum KrakowaSum gigant w centrum Krakowa. Nagle zaczął obracać łódkę. "Smok Wawelski"

Ministerstwo infrastruktury chce z tym skończyć. Oferuje wędkarzom jedną opłatę w wysokości 250 złotych, ale tylko na łowiska zarządzane przez Wody Polskie. "W najbliższym czasie, w oparciu o posiadane dokumenty, kilkanaście dodatkowych obwodów zostanie udostępnionych wędkarzom. Rozpoczęto również negocjacje z innymi użytkownikami rybackimi, a po ich pozytywnym zakończeniu liczba obwodów może zamknąć się trzema cyframi. Wtedy 'Nasze Łowiska' staną się autentycznym zezwoleniem krajowym" - czytamy na stronie wody.gov.pl.

5 milionów złotych do wody

Ujednolicenie opłat za wędkowanie to nie koniec obietnic. Ministerstwo infrastruktury razem z Wodami Polskimi już na dzień dobry chce wrzucić do wody 5 mln złotych, bo właśnie tyle mają kosztować pierwsze zarybienia. - Jako Wody Polskie administrujemy większością wód w kraju i odpowiadamy za ich stan, dlatego chcemy uporządkować system zarządzania obwodami rybackimi. Chcemy wdrożyć plan zarybień śródlądowych, nie tylko na naszych obwodach, ale wszędzie tam, gdzie to konieczne. Obecne działania według wędkarzy są niewystarczające, często dochodzi do sytuacji, że na danym akwenie nie da się złapać żadnej ryby. Chcemy to zmienić, zarybienia muszą być efektywne — mówi Przemysław Daca.

Skąd pomysł PiS-u na zainteresowanie się wędkarstwem? - To forma bezpiecznego spędzania wolnego czasu i zasadnicza część turystyki, szczególnie ważnej dla ludzi w dobie ograniczeń związanych z epidemią — tłumaczy Gróbarczyk. Ale to tylko część prawdy o wędkarstwie w Polsce. Według różnych danych szacuje się, że w naszym kraju wędkarstwem zajmuje się 1,5-2 mln Polaków. Wędkarstwo to nie tylko hobby, ale też cały przemysł zajmujący się produkcją sprzętu, zanęt, przynęt, czy łodzi oraz hurtownie i sklepy wędkarskie. Łącznie segment wędkarski w Polsce szacowany jest w miliardach złotych.

Gigantyczny sum złowiony w Wiśle niedaleko Drogomyśla"Wstyd to mało. Bestialstwo". Nowy rekord Polski skończył jak kawałek kiełbasy

Wędkarstwo — hobby i sport

Wędkarstwo to sport i piękne hobby, ale po warunkiem, że złowione ryby wracają do wody. Zwłaszcza te największe — uznawane jako rekordy, ale które są także ważną częścią ekosystemu w polskich wodach i prawdziwymi pomnikami przyrody. Szacunek do ryb powinien być wartością nadrzędną dla prawdziwego wędkarza. Tym bardziej że w regulaminie Polskiego Związku Wędkarskiego nie ma górnej granicy ochronnej. Wody Polskie też nic o niej nie piszą, zapewniają na razie zaprzestanie połowów sieciowych w rzekach. Obiecuje też monitorowanie kontroli zarybień oraz analizę ekonomiczną gospodarki rybackiej.

Więcej o: