Przestępstwa seksualne to była przystawka. Od dania głównego "chce się wymiotować"

Kacper Sosnowski
Brano go za szpiega, grożono mu śmiercią, a za nadstawianie karku zarabia tyle, że ledwo starcza mu na normalne funkcjonowanie. - Nie gonię za pieniędzmi. Gonię za tym, by być szczęśliwym - tłumaczy niezależny dziennikarz Romain Molina. Skąd wziął się człowiek, który wyciąga sportowe brudy i nagłaśnia przekręty?

Święta Bożego Narodzenia w Gabonie nie były dla wszystkich czasem radości i spokoju. 25 grudnia policjanci z wydziału śledczego zapukali do drzwi Mabicka Triphe. Trenera młodych piłkarzy aresztowano. Pracę w jednej z drużyn stracił też młody trener Orphe Mickala. Kilka dni wcześniej na przedmieściach stolicy Gabonu Libreville aresztowano byłego trenera reprezentacji U-17 oraz dyrektora technicznego La Ligue de l'Estuaire, czyli najwyższej ligi w Gabonie. Policyjne kajdanki zamknęły się też na rękach Martina Avery, znanego i doświadczonego gabońskiego trenera Taekwoondo. Wszyscy są podejrzani o pedofilię.

Zobacz wideo "Piramidalna bzdura. Dywersja". Ostro o zachowaniu Sousy i Lewandowskiego

"Oto mój prezent na święta" - skomentował na Twitterze Romain Molina. Niezależny dziennikarz tropiący sportowe przestępstwa, afery i wyciągający brudy. Za jego sprawą od kilku lat jakieś kajdanki zwykle lądują na czyichś rękach. Nietykalni od lat ludzie przestają żyć w spokoju, innym załamują się kariery, kolejni tracą miliony dolarów. On sam ma z tego głównie satysfakcję, sporo podziękowań, ale też groźby śmierci.

Od przekręcania metryk piłkarzy po przestępstwa seksualne

Francuz sam jest zagadką, tak jak tajemnicze są sprawy, które wyciąga. Molina ma 30 lat. Urodził się niedaleko Lyonu. W swym życiu pracował tylko w jednej gazecie sportowej, w której pisał o koszykówce. Nie trwało to długo, bo większą przyjemność sprawiało mu granie w kosza niż pisanie o nim. Wielkim koszykarzem nie był, grał w Szkocji i na Gibraltarze, gdzie obecnie mieszka i gdzie zdobył puchar kraju.

Większe wrażenie niż osiągnięcia sportowe robią jego publikacje. Molina najpierw dał się poznać jako wnikliwy badacz karier sportowych gwiazd, reporter chętny do zdobywania wiedzy, pokazywania smaczków. Wydał bliską jego ukochanemu sportowi książkę "Generation Parker" - opowiadającą nie tylko o Tonym Parkerze, ale też innych francuskich koszykarzach, dla których mistrz NBA był wzorem. By zebrać materiał do książki, Molina jeździł po całym świecie, porozmawiał z ponad 50 osobami.

Podobnie było w przypadku biografii Unaia Emery’ego "El maestro", czy publikacji dotyczącej Edinsona Cavaniego "El Matador". Jego najnowsze wydawnictwa - "La Mano Negra" czy "The Beautiful Game" - dotyczyły już ciemniejszych stron piłki nożnej, jej powiązań z ekonomią czy polityką.

Trener Paul Riley w 2018 r."Chciał cię przelecieć albo zniszczyć". Afera, która wstrząsnęła USA. "Odrażające"

I to właśnie opisywanie tej ciemnej strony futbolu, sprawiło, że o Molinie zrobiło się głośno. Niezależny dziennikarz wchodził na niebezpieczne ścieżki. Wyciągał rzeczy, które nie miały ujrzeć światła dziennego, oskarżał przy tym środowisko o bierność, czy wręcz krycie wykroczeń i przestępstw dla własnego interesu. Opisywane przez niego historie publikowane były w prestiżowych mediach na całym świecie. Z Francuzem współpracują "New York Times", "The Guardian", BBC oraz CNN.

Pierwszą sprawą dla amerykańskiej telewizji informacyjnej zajął się, gdy miał 22 lata. Wtedy chodziło o zaniżanie wieku piłkarzy z Afryki, czyli proceder znany od lat. Molina opisał przypadek Chancela Mbemby z Kongo, który grał z czterema różnymi datami urodzenia, w tym tą prawdopodobnie najbardziej realną, czyli rokiem 1988. Anderlecht, który ściągnął piłkarza, przyjął, że sportowiec urodził się w 1994 roku.

Nie była to sprawa wielkiego kalibru, w żadnym wypadku afera wstrząsająca światem piłki. Jednak Molina, opisując ten przypadek, coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że zaglądanie pod futbolowy dywan staje się sensem jego życia. Może przyczynić się do próby walki o sprawiedliwość lub pomoże przerwać piłkarskie patologie.

Te afery to była przystawka. Od dania głównego "chce się wymiotować"

W kolejnych latach Molina opisał m.in. przypadki prawdopodobnie ustawionych meczów w lidze tunezyjskiej i zajął się też tematem nadużyć seksualnych w federacji Haiti. To była duża afera, bo posadę z jej powodu stracił prezes związku. Za wykorzystywanie seksualne dziewczynek został dożywotnio wykuczony z futbolowych struktur przez FIFA, musiał zapłacić też niemal milion dolarów grzywny. W sprawie podejrzanych było zresztą więcej osób z haitańskiej federacji.

Molina, razem ze znanym dziennikarzem Tariqiem Panją, opisał też degrengoladę we Francuskiej Federacji Piłkarskiej. Opisywał działaczy rzucających się na pracownice z wulgarnymi tekstami, czy przypadek pracującego w Clairefontaine trenera, który wyznawał 13-latkom miłość w SMS-ach, a kiedyś też ważył piłkarzy bez bielizny.

Ale jak mówi Molina: te historie to - porównując do wizyty w restauracji - tylko przystawka. On niebawem poda główne danie. - Chce mi się od niego wymiotować - ostrzega obrazując charakter sprawy.

Dlaczego Molina uważa środowisko piłkarskie za zepsute? Bo francuskie media historiami o brudach w ich kraju nie były zainteresowane. Szczególnie wtedy, gdy chciał opowiedzieć im o Ferlandzie Mendym byłej gwieździe Lyonu. Reprezentant Francji miał kopnąć leżącą na ziemi kobietę w głowę, po czym pokazał jej penisa. Dziewczyna po tym uderzeniu została przewieziona do szpitala. Mendy walczył o transfer do Realu Madryt. Francuskie gazety wolały wtedy pisać o "Królewskich".

Molina przekazał również podczas swej audycji na Twitterze prawdziwy powód wyrzucenia z Elye Wahima z Montpellier, który - pod groźbą napaści fizycznej - miał przyprowadzić do łazienki kolegów z akademii, kazać im się rozebrać i przed nim się masturbować. Molina opowiadał też o innych przypadkach przemocy seksualnej. Te tematy poruszyły go tak bardzo, że ostatnio przyznał, iż dalej będzie skupiał się na piętnowaniu dewiacji w sportowym środowisku. A na marzec lub kwiecień zapowiedział kolejny duży temat, nad którym pracuje.

Rock’n’rollowa praca i groźby śmierci za tysiąc euro

Molina przyznaje, że jego plusem jest to, że podczas opisywania kolejnych afer, jest człowiekiem z zewnątrz. Jest poza siatką miejscowych zależności, nie ma wytycznych ze strony redakcji i potrafi się jakiejś sprawie poświęcić. Kiedyś w związku z jednym z tematów poleciał nawet na wywiad do Korei Północnej, co wzbudziło podejrzenia tamtejszych władz i mogło ściągnąć na niego problemy. Wzięto go za amerykańskiego szpiega. 

- Gdybym nie wykonał mojej pracy najlepiej jak się da, nie mógłbym potem spojrzeć w lustro - tłumaczył w jednym z podcastów. Molina twierdzi, że o kontakty i informacje łatwiej jest w krajach mniej rozwiniętych, w których rynek mediów nie jest tak rozbudowany. To dlatego chętnie zajmuje się tym, co dzieje się w Afryce, czy Ameryce Łacińskiej.

- Jeśli dzięki mnie jakiś pedofil ląduje w areszcie, to czuję, że wykonałem dziennikarską robotę - opisywał. Tłumaczył, że to dlatego piszę dla największych amerykańskich i angielskich tytułów, bo dzięki temu te straszne, choć lokalne historie, nabierają znaczenia międzynarodowego.

Funkcjonowanie na walizkach nie jest dla niego problemem. Choć obecnie mieszka na Gibraltarze, nie wyklucza, że w przyszłości znów gdzieś się przeniesie. Francuz perfekcyjnie posługuje się angielskim (choć właściwie to szkockim), na znakomitym poziomie ma też hiszpański. Czuje, że świat stoi przed nim otworem, a on funkcjonuje w nim na własnych warunkach.

Gra w Gra w "ściskanie za penisa", a to nie koniec. Wstrząsające relacje. "Potem robili to też w domu"

- Mam trochę rock’n’rollową pracę. Nie jestem przecież zabezpieczony finansowo, nie interesuje mnie polowanie na newsy. Chcę pisać o tym, co jest mi bliskie i co mnie porusza - mówił w rozmowie z Wesportfr.com. Dodał, że podczas krótkiej przygody z "L’Equipe" naczelny zablokował mu wywiad z pewnym irlandzkim piłkarzem. - A skąd on mógł wiedzieć, co interesuje ludzi? - pyta teraz dziennikarz. Być może to również dlatego swoje śledztwa publikuje obecnie w mediach poza ojczyzną i pewnie ma satysfakcję, kiedy przedstawiciele "L’Equipe" dzwonią do "NY Times" z prośbą, by część historii z francuskiej sprawy, nad którą pracuje Molina, ekskluzywnie ukazywała się w ich dzienniku.

Molina, jak twierdzi, miesięcznie zarabia 1-1,5 tys. euro. Z całej swej pracy ma raczej więcej satysfakcji niż dochodów. - Nie gonię za pieniędzmi. Gonię za tym, by być szczęśliwym - opisywał w rozmowie z Caviarmagazine.fr. Jednak ta bezkompromisowa pogoń za aferami przysparza mu także problemów. Groźby śmierci to coś, do czego już się właściwie przyzwyczaił. Ostatnio było ich najwięcej z Gabonu czy Haiti. 

Zabezpieczenie przed śmiercią, czyli testament z afer

Molina ma jednak pewne ubezpieczenie, a może formę straszaka wobec wszystkich, którzy chcieliby go uciszyć, czy też się go pozbyć. W jednej z transmisji wyjawił, że jeśli coś mu się stanie, zostanie uruchomiona specjalna procedura, publikująca wszelkie informacje i sprawy, nad którymi pracuje, a których na razie ujawnić nie może.

- Chciałbym, żeby do tego nigdy nie doszło, bo byłby to dla mnie dobry znak - mówi z przekąsem. Zapewne jednak nad wszystkimi tymi historiami i tak będzie pracował, by opublikować je, gdy uzna, że ma mocne dowody. Do tej pory żadnego tematu nie przestrzelił, nie musiał się martwić procesami sądowymi. Mógł się za to cieszyć - z pokazywania prawdy, dążenia do sprawiedliwości i przerywania ludzkich krzywd.

Więcej o: