Burza po skandalicznym wybryku w Himalajach. Złamali niepisaną zasadę

Bartłomiej Kubiak
"To było trochę ch**owe posunięcie" - napisał Tom Livingston, który wraz z Mattem Glennem dokonał pierwszego wejścia na ogromny północno-wschodni filar Tengkangpoche (6487 m). A napisał to do Quentina Robertsa i Jessego Hueya, innych wspinaczy, którzy zostawili na górze sprzęt i jedzenie, z którego Livingston i Glenn skorzystali bez ich pozwolenia. Dla wielu to złamanie niepisanej zasady w świecie himalaizmu.

"Stare powiedzenie mówi, że łatwiej jest prosić o przebaczenie niż o pozwolenie. I to mogłoby być prawdą, gdyby Tengkangpoche nie znajdowała się w cieniu Mount Everestu, który ma infrastrukturę sieci 4G. Dwaj Brytyjczycy Tom Livingstone i Matt Glenn z tej infrastruktury jednak nie skorzystali. Zamiast wysłać SMS-a do Quentina Robertsa i Jessego Hueya z pytaniem, czy mogliby użyczyć ich sprzętu i jedzenia, po prostu je wzięli" - zaczyna swój tekst Andrew Bisharat z eveningsends.com.

Zobacz wideo Himalaizm marzeniem dla bogatych? Sprawdzamy, ile to kosztuje!

Reinhold MessnerWielka mistyfikacja. Messner oszukał cały świat? "Nie będę się nawet bronił"

To właśnie Bisharat dotarł do Robertsa i upublicznił jego wiadomości, które ten dostał od Livingstona. Ale stało się to już po tym, jak Livingston na Instagramie ogłosił, że 30 października o 12.15 wraz z Glennem dokonali pierwszego przejścia północno-wschodniego filara Tengkangpoche, czyli zdobycia jednego z ważniejszych himalajskich celów ostatnich lat, uznawanego w środowisku za naprawdę duży wyczyn.

"Proponuję nazwać je Massive Attack"

"To było trudne mikstowe wspinanie, trudna hakówka i długa śnieżna grań. Wszystko było wyzwaniem. Często pragnęliśmy łatwiejszego terenu, ale zamiast tego napotykaliśmy kolejne trudności. Przejście tej drogi było dla nas potężnym doświadczeniem pod względem mentalnym i fizycznym. Proponuję nazwać je Massive Attack - to była dla nas trochę bitwa" - napisał Livingston na Instagramie, gdzie wspomniał o tym, że dwa lata temu Roberts był naprawdę blisko, by zdobyć ten filar, ale nie wspomniał, że teraz podczas wejścia korzystał z jego sprzętu.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Roberts urodził się w Anglii, ale dorastał w Kanadzie. Północny filar Tengkangpoche próbował pokonać od kilku lat. Najpierw z Juho Knuuttilą z Finlandii, a ostatnio z Amerykaninem Jessie Hueyem, z którym był tam wiosną 2021 roku. Dwa lata temu Kanadyjczyk i Fin byli blisko. Odblokowali kilka kluczowych przejść, zaporęczowali znaczną część trasy i opracowali taktykę. Ale w tym roku Roberts i Hueye jej nie pokonali. Nawet nie za bardzo próbowali, bo na przeszkodzie stanęła im pogoda. Na północny filar Tengkangpoche mieli wrócić wiosną przyszłego roku.

Ale no właśnie: czy wrócą?

"Hej, głupia sprawa, wiem, że to brzmi dziwnie, ale naprawdę przepraszam - właśnie wspięliśmy się na północno-wschodni filar Tengkangpoche... Widzieliśmy, że wiele potraw, które tam zostawiliście, było już przeterminowanych. Podczas naszej drugiej próby zjedliśmy wasze batoniki, żele i kilka liofilizowanych posiłków. Użyliśmy również dwóch butli gazowych, które były zardzewiałe - szczególnie wokół gwintów śrub - ale wydawało się, że działały dobrze. Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, ile wysiłku wymaga od nas wspinaczka po trasie, pożyczyliśmy także dwa zaciski, drabinkę i kołki" - to wiadomość od Livingstone'a do Robertsa, którą opublikował Bisharat.

A w zasadzie sam początek wiadomości, bo Bisharat ujawnił także dalszą część korespondencji, gdzie Livingstone tłumaczy: "Na początku nie mieliśmy ani dużo jedzenia, ani paliwa. Wiem, że to było trochę ch**owe posunięcie z naszej strony, ale postanowiliśmy użyczyć tych rzeczy. Namiot, słupy, kuchenka, zestawy śrub, buty skalne, maty do spania i inne wasze rzeczy nadal są tam, gdzie je zostawiłeś. Chętnie wymienię zużytą żywność i gaz. Jeśli chcesz, mogę też zostawić zaciski, drabinkę i kołki w Thame lub Katmandu" - informuje Livingston.

I pisze dalej do Robertsa: "Naprawdę doceniam twoje próby i wiem, że mogłeś powiedzieć, żebyśmy spadali, niczego nie dotykali i wspinali się na własne góry (takie gówniane przedstawienie urządził nam kiedyś stary brytyjski himalaista w Patagonii). Jesteśmy właśnie po siedmiodniowej podróży w obie strony (ten filar to prawdziwy potwór!). Zdecydowaliśmy się skorzystać z twoich rzeczy i informacji na temat trasy, ale z pewnością możesz poprawić nasz styl i czas. Wciąż jestem pod wielkim wrażeniem twoich wysiłków wraz z Juho [Knuuttilą] - to było naprawdę coś. Nam za pierwszym razem też się nie udało, choć warunki były całkiem dobre. Widzieliśmy również wasz punkt kulimnacyjny - byliście tak blisko! Naprawdę wam współczuliśmy. Jeszcze raz przepraszam i dziękuję za wszystko. Byłoby super, gdyby nasze drogi kiedyś znowu się przecięły. Jeśli nadal jesteś podekscytowany wspinaczką tutaj i chciałbyś czegoś się ode mnie dowiedzieć - daj znać, z przyjemnością pomogę!" - kończy swoją wiadomość Livingstone.

"Ten facet jest śliski"

Z tej wiadomości nie maluje się obraz, by Livingstone sądził, że zrobił coś złego. Tak samo, jak z wiadomości na Instagramie, gdzie składa podziękowania wielu osobom, ale ani słowem nie wspomina o tym, że prawie na pewno nie pokonaliby z Glennem tej trasy bez użycia sprzętu i jedzenia, które Roberts i Hueye pozostawili tam na swoją wiosenną wyprawę.

"To wszystko jest bardzo dziwne" - napisał Roberts do Bisharata. "Wiadomo, że nikt nie jest właścicielem góry, ale chyba powinniśmy tam mieć prawo do naszej własności. Ten facet [Livingstone] jest śliski. Wewnątrz mnie wszystko się kotłuje, ale na zewnątrz muszę zachować spokój. Myślałem, że takie praktyki to już przeszłość. Nie podzieliłbym się informacjami na temat tej trasy, gdybym naprawdę wiedział, że ktoś to zrobi" - dodał Roberts.

Elia Saikaly na Mount EvereścieMount Everest tonie w szczątkach ludzi. Dramatyczny apel. "Więcej tego nie zrobię"

Roberts na co dzień mieszka w Canmor, niedaleko Parku Narodowego Banff w południowo-zachodniej części prowincji Alberta w Kanadzie. W ciągu ostatnich kilku lat dokonał w kraju wielu odważnych przejść - w tym solówek na Mount Temple (Striving for the Moon VI WI5) czy na Mount Kitchener (Grand Central Couloir V M6 AI4). Huey także przez wiele lat wspinał się w Kanadzie i Ameryce Północnej, gdzie również pokonał wiele najtrudniejszych tras - m.in. na Denali (Slovak Direct VI, 3000 m na południowej ścianie) czy Howser Spire (Armageddon 5,12d, 1000 m na North Howser). W świecie wspinaczki mówiło się, że obaj mają szanse, by w końcu dokonać także pierwszego przejścia przez blisko półtorakilometrowy północno-wschodni filar Tengkangpoche w Nepalu.

To już chyba nieaktualne...

Środowisko alpinistów mocno skrytykowało wyczyn Livingstona i Glenna. "Niewiele wiem o pochodzeniu tych dwóch wspinaczy, ale kojarzę takie zachowanie z bogatymi dzieciakami, którym przez całe życie  wszystko dawano. Tym bardziej odbieram to w ten sposób po wiadomościach Livingstona, który naprawdę chyba nie ma poczucia, że zrobił coś złego" - pisze Bisharat.

Bisharat dodaje, że Livingston rzekomo miał nawet zapytać Robertsa o trasę, nie ujawniając przy tym, że również ma na nią pozwolenie. "Istotne jest też to, ile rzeczy zostało ukrytych w tym strategicznym punkcie na górze: na przykład paliwo, żel i co najmniej 28 batonów proteinowych, które - niezależnie od tego, co sugerował Livingston - nie zepsują się. Jeśli weźmiemy pod uwagę, ile waży siedmiodniowe jedzenie, paliwo i sprzęt wspinaczkowy, też widzimy różnicę między wspinaczką z 22-kilogramowymi paczkami, a dziewięciokilogramowymi. I to w rzeczywistości w górach prawdopodobnie stanowi różnicę pomiędzy sukcesem a porażką" - kończy Bisharat.

"Jest wiele gór do zdobycia"

Livingston się broni. Na swoim blogu napisał, że wielokrotnie mówił Robertsowi, że północno-wschodni filar Tengkangpoche także był w jego planach. "Wiedział o tym długo przed postawieniem naszej stopy w Nepalu i sam zgłosił się na ochotnika, że przekaże nam wiele informacji, za co byliśmy bardzo wdzięczni" - napisał Livingston i wyliczał, że na górze wraz z Glennem zjedli około 10 batonów i żeli energetycznych oraz dwa liofilizowane posiłki z paczki Quentina i Jessego, których ważność skończyła się latem 2021 roku.

Wspominał też o skorodowanych butlach z gazem, pożyczonym sprzęcie, ale i o bagażu. Że może i był lżejszy, ale nie o kilkanaście kilogramów - jak pisał Bisharat - a maksymalnie o dwa. "Nasz agent poradził nam, abyśmy mieli pozwolenie na Tengkangpocze, ponieważ była to najtańsza i najłatwiejsza opcja. Traktowaliśmy tę górę jako jeden z wielu pomysłów, ale nie jako stały cel" - podkreślił Livingston.

Ale mimo wszystko swój wpis skończył przeprosinami: "Ponownie wraz z Mattem przepraszamy Quentina i Jessego za zjedzenie ich części jedzenia i zabranie kilku elementów wyposażenia bez pozwolenia. Żałujemy tego, ale całkowicie go odkupimy, co już wcześniej oferowaliśmy. Dalej też życzymy im powodzenia w północno-wschodnim filarze Tengkangpoche".

Mural w LeicesterKibice rywala Legii wciąż kochają byłego reprezentanta Polski. "Grał jak legenda"

- Prawda jest taka, że gdyby nam powiedzieli, że są podekscytowani tą drogą, zaprosilibyśmy ich do wspólnego wspinania na Tengkangpoche wiosną. Wtedy moglibyśmy zrobić to wszyscy razem - mówi Huey. - Ja wciąż jestem zdenerwowany i wierzę w obronę własnych przekonań etycznych. Sam nigdy nikomu bym tego nie zrobił - dodaje Roberts. I choć wprost nie mówi, czy wiosną z Hueyem wrócą na Tengkangpoche, wyraźnie sugeruje, że tego nie zrobią: - Jest wiele gór do zdobycia, a ja w przeciwieństwie do Livingstona mam więcej pomysłów.

Więcej o: