"Szedłem ulicą z nadzieją, że kogoś zabiję". Szokujące wyznanie gwiazdy UFC

- Byłem naprawdę cholernie zły - tak opisuje siebie sprzed kilkunastu lat gwiazdor UFC Sean Strickland. Amerykanin opowiedział w podcaście "The MMA Hour" o traumie z dzieciństwa i toksycznym wpływie dziadka-neonazisty.

Sean Strickland zadebiutował w UFC 15 marca 2014 roku na gali UFC 171 w Dallas w Teksasie. Poddał wtedy już na początku pierwszej rundy Roberta McDaniela i zwrócił na siebie uwagę całego świata mieszanych sztuk walki w Stanach Zjednoczonych. W sumie w barwach najpopularniejszej federacji na świecie Amerykanin stoczył 14 walk, z czego 11 wygrał.

Zobacz wideo "To byłby dla mnie zaszczyt". Mamed i Pudzian mówią o hitowej walce

W ostatnim czasie Strickland ma serię pięciu zwycięstw z rzędu, a jedno z nich odniósł nad Polakiem Krzysztofem Jotko. 6 listopada 30-latek miał stoczyć, być może najważniejszą walkę w karierze z byłym mistrzem UFC Luckiem Rockholdem, ale jego przeciwnik odwołał walkę z powodu przepukliny. 

Strickland ujawnia wstrząsające fakty ze swojego życia. "Mój dziadek był jak wielka kupa g*wna"

Sean Strickland nie zawalczy 6 listopada z Luckiem Rockholdem, ale i tak jest o nim głośno za sprawą udzielonego niedawno wywiadu. Amerykanin był gościem podcastu "The MMA Hour", gdzie szczerze opowiedział o swoim trudnym dzieciństwie i relacjach z rodziną. Gwiazdor UFC przyznał się, że był kiedyś pod wpływem dziadka, stał się neonazistą.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

- Byłem naprawdę cholernie zły - przyznał szczerze Strickland w odniesieniu do swojego pełnego przemocy dzieciństwa. - Byłem tak zły, że przeszedłem przez tę dziwną fazę neonazistowskiej, białej supremacji. Kiedy byłem młodszy, zostałem wyrzucony ze szkoły za przestępstwa popełnione z nienawiści. Byłem zły i miałem wiele złych rzeczy, które wpływały na moje życie. Tak dobrze było, k**wa, nienawidzić czegoś. Szedłem ulicą z nożem lub kamieniem w nadziei, że kogoś zabiję - opowiadał 30-latek. 

- Mój dziadek był jak wielka kupa g*wna - kontynuował Strickland. - Kiedy jesteś dzieckiem, nie widzisz tego. Po prostu czcisz swojego bohatera, a on wypełni ci głowę szalonym gównem. Jesteś w siódmej klasie i gadasz o nazistach, a nawet nie wiesz, co to k*rwa znaczy. Ale słyszysz to od kogoś, kogo podziwiasz i to cię pochłania. Idąc do szkoły, rysowałem swastyki, jakbym nie wiedział, co to do cholery było. Później mój dziadek zmarł i trochę go za to obwiniałem. Kiedy jesteś rasistą, nie robisz postępów w życiu. Masz przepieprzone stary. Nie było nic dobrego w byciu rasistą, więc przez większość mojego życia czułem później do niego urazę - dodał Amerykanin. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.