"To nie ma nic wspólnego ze sportem!". Burza po walce "Walusia"

"Najdurniejszy sport, jaki można było wymyślić" - grzmią internauci po piątkowej gali PunchDown, gdzie Artur "Waluś" Walczak został znokautowany przez Dawida "Zalesia" Zalewskiego. Tak brutalnie, że doznał uszkodzenia mózgu i teraz walczy o życie.

"Czekam na oficjalne oświadczenie federacji PunchDown w sprawie mojego przyjaciela Artura Walczaka. Dlaczego nieprzytomny czekał na karetkę przez 30 minut? Tego tak nie zostawimy. On jest obecnie w stanie krytycznym" - pisał Piotr "Bonus BGC" Witczak, także zawodnik PunchDown, który później zdradził też kilka szczegółów na temat stanu zdrowia Walczaka (więcej tutaj).

Zobacz wideo "Jest to bardzo ciekawa forma rozrywki. Punchdown może powtórzyć sukces strongmanów"

Na wpis "Bonusa BGC" zareagował dziennikarz Krzysztof Stanowski. "Nie jest dla niego problemem, że przyjaciel leżał nieprzytomny, bo wziął udział w idiotycznym konkursie nap****lania się po ryju (czytaj: policzkowania). Problemem są lekarze, którzy widocznie byli potrzebni też gdzie indziej" - napisał Stanowski.

A po chwili odniósł się także do zdania, że "to czekanie na karetkę mogło zadecydować o jego zdrowiu". "Otóż nie. O jego zdrowiu zdecydowało pierd*****cie w łeb, po które sam się zgłosił, przy wsparciu przyjaciół zresztą" - dodał Stanowski na Twitterze.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Na jego wpis zareagował dziennikarz Maciej Turski. "Na wydarzeniach sportów walki zabezpiecza się nie tylko medykami, ale i karetkami. To też leży chyba w przepisach. Uwagi i zarzut słuszny. To dodatkowe koszty, ale na sportach walki karetki są na miejscu" - przypomniał Turski.

Po czym dodał: "Problemem w tym wypadku jest... brak przepisów i kreowanie ich w praktyce. To nowy "sport" i organizacja sama modyfikuje regulaminy po kolejnych eventach. Pod tym kątem wtopa straszna, bo bicie bez możliwości defensywy to już mocny hardkor".

"Waluś" walczy o życie po gali PunchDown. "Szkoda chłopa"

W internecie można znaleźć fragmenty piątkowej gali i zobaczyć brutalny cios "Zalesia", którym znokautował Walczaka. "To nie ma nic wspólnego ze sportem" - pisze jeden z internautów, a drugi dodaje: "Najdurniejszy sport, jaki można było wymyślić. Jeden z głupszych, jakie widziałem. Generalnie w sportach walki chodzi o to, żeby jak najmniej przyjąć, a tu odwrotnie. Szkoda chłopa. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie".

"Czyżby to był koniec PuchDown w Polsce?" - zastanawia się inny internauta. "Mam nadzieję, że tak. Dajcie sobie z tym spokój" - odpowiada mu drugi. A takich komentarzy jest więcej, choć pojawiają się i takie, które bronią organizacji. "Tutaj nikt nikogo nie namawia po nokaucie. Jak jest nokaut, to jest koniec walki. Po każdym ciosie zawodnik może się wycofać" - pisze jeden z internautów, a jeszcze inny zauważa, że "Waluś" po wcześniejszym ciosie pokazał, że chce walczyć dalej.

PunchDown wydała oświadczenie. "Bardzo nieszczęśliwe zdarzenie"

Zresztą broni się także sama organizacja, która w sobotę po południu wydała oświadczenie. Poniżej jego treść:

"Pragniemy poinformować, że w wyniku jednej z walk wczorajszego turnieju PunchDown 5 jeden z jej uczestników, Artur "Waluś" Walczak, znajduje się obecnie pod opieką medyczną w szpitalu. Jest to bardzo nieszczęśliwe zdarzenie, jedno z tych, których nikt sobie nie życzy, jakkolwiek jest ono wpisane w ryzyko związane z tą dyscypliną sportu.

Podczas nieszczęśliwego zdarzenia z wczorajszego wieczoru natychmiastowo zareagowali obecni na miejscu ratownicy medyczni, którzy przenieśli Artura w bezpieczne miejsce, w którym otrzymał pomoc doraźną i zostać poddany dalszej ocenie medycznej. Zawodnik zachowywał przytomność, ale zaobserwowane przez ratowników niepokojące symptomy neurologiczne skłoniły ich do wezwania na miejsce pogotowia ratunkowego, co niezwłocznie uczyniono. Następnie pogotowie przetransportowało Artura do jednego z wrocławskich szpitali w celu udzielenia mu dalszej specjalistycznej pomocy. Na początku przyszłego tygodnia zostanie przygotowany szczegółowy raport medyczny z przebiegu zdarzenia.

Ochrona zdrowia i życia uczestników gal PunchDown należy do naszych najważniejszych priorytetów. Zawsze będziemy dochowywać najwyższych standardów ochrony zdrowia naszych zawodników. Należy do nich zagwarantowanie niezbędnej pomocy medycznej ze strony ratowników na miejscu zawodów, a także zapewnienie jak najszybszego dostępu zawodników do specjalistycznych placówek medycznych.

Artur jest nie tylko uczestnikiem naszych gal, ale również naszym kolegą. Może liczyć na nasze wsparcie. Jesteśmy w stałym kontakcie z Jego bliskimi. Trzymamy bardzo mocno kciuki za to, żeby szybko powrócił do pełni zdrowia".

PunchDown to największa federacja slapfightingu na świecie. Na oficjalnych galach zawodnicy rywalizują ze sobą na zasadach fazy pucharowej, a więc tzw. drabinki. Pojedynki odbywają się w formule 1 na 1 przy stole i polegają na uderzaniu się na przemian w policzek z otwartej dłoni. O zwycięstwie - podobnie jak w innych sportach walki - decydują nokaut lub werdykt sędziowski.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.