Co za leszcz! Nowy rekord Polski. "Coś z tą rybą jest nie tak"

76,5 cm długości i 7,52 kg wagi. To nowy rekord Polski w połowie leszcza, o którym informują "Wiadomości Wędkarskie".

Rafał Rajm ze Zduńskiej Woli. To on jest aktualnym rekordzistą Polski w połowie leszcza. - Przygoda z rekordowym leszczem rozpoczęła się banalnie. 2 czerwca 2021 r. wypłynąłem na zbiornik Jeziorsko [największy akwen i zbiornik retencyjny w regionie łódzkim] z zamiarem złowienia sandaczy. W trakcie wędkowania na opadającą przynętę delikatnie uderzyła ryba. Po zacięciu byłem przekonany, że to spory sandacz. Czułem tępy, silny opór. Gdy po jakimś czasie na powierzchni pokazała się płetwą grzbietowa, pomyślałem z kolei, że to jednak boleń... Ale w czasie holu czułem, że coś z tą rybą jest nie tak. Sposób, w jaki walczyła, nie przypominał ani sandacza, ani bolenia. Dopiero jak podciągnąłem go bliżej, zobaczyłem, że to ogromny leszcz. Nogi mi się ugięły - wspomina Rajm, któremu Komisja Rekordowych Połowów "Wiadomości Wędkarskich" właśnie przyznała dodatkowe nagrody: kołowrotek Ultris Aqua 810FD i żyłkę Steelon Method Feeder 0,20/150 m.

Zobacz wideo Rażenie prądem inwazyjnego gatunku karpia w Kentucky

Znamy nowe szczegóły na temat dramatu Kubicy. Znamy nowe szczegóły na temat dramatu Kubicy. "Trudno to zaakceptować"

Rekord Polski w połowie leszcza. "W pierwszej chwili nie zadawałem sobie sprawy"

- Szczęśliwie udało się wprowadzić leszcza do podbieraka. Już w czasie mierzenia wiedziałem, że mam do czynienia z ogromną rybą. Jeszcze takiego leszcza na oczy nie widziałem. Miał 76,5 cm długości, a waga pokazała 7,52 kg! W pierwszej chwili nie zdawałem sobie sprawy, że złowiłem rybę większą od rekordu Polski - mówi Rajm.

Serwis fishster.pl pisze, że leszcz to gatunek ryby, który u wędkarzy budzi skrajne emocje. Dla wielu staje się on celem wypraw, gdzie każdy wyjazd jest poprzedzony odpowiednim przygotowaniem się pod względem sprzętu, zanęt, przynęt i oczywiście odpowiedniej taktyki łowienia. Ale dla niektórych leszcz jest wręcz niepożądanym gatunkiem. Dotyczy to głównie miłośników wędkarstwa karpiowego, którzy nierzadko, podczas swoich zasiadek muszą zmagać się z tymi rybami, które skutecznie potrafią utrudnić łowienie innych ryb (np. karpi czy amurów).

Mistrzostwa Świata w League of LegendsPandemia znowu namieszała. Mistrzostwa świata awaryjnie przeniesione

"Wiele godzin spędzonych w wodzie i z setkami urwanych much"

Rajm w "Wiadomościach Wędkarskich" tłumaczy, że dopiero po wielu latach łowienia na spławik postanowił też spróbować czegoś innego. - Chciałem wiedzieć wszystko na temat połowu ryb drapieżnych. Kiedyś w "Wiadomościach Wędkarskich" natrafiłem na artykuł, w którym jeden z wędkarzy z mojego koła Ludwik Łuczak opisywał metodę łowienia na cykady. Zaczynałem nieudolnie, ale dokształcałem się i byłem coraz lepszy. Dzięki temu udało mi się złowić szczupaka 104 cm. Nie był to rekord Polski, ale wtedy to nie miało znaczenia. Życiówka! Równocześnie poznawałem metodę muchową. Szukałem informacji w internecie, przeczytałem mnóstwo artykułów w prasie, wreszcie pierwsze próby z wędką w dłoni nad Wartą w poszukiwaniu jazi. Z czasem przyszły sukcesy, ale były one opłacone wieloma godzinami spędzonymi w wodzie i setkami much urwanymi na drzewach - wspomina Rajm.

Wędkarstwo to sport i piękne hobby, ale po warunkiem, że złowione ryby wracają do wody. Zwłaszcza te największe - uznawane jako rekordy, ale które są także ważną częścią ekosystemu w polskich wodach i prawdziwymi pomnikami przyrody. Szacunek do ryb powinien być wartością nadrzędną dla prawdziwego wędkarza. Tym bardziej że w regulaminie Polskiego Związku Wędkarskiego nie ma górnej granicy ochronnej - przypominał całkiem niedawno Dominik Wardzichowski ze Sport.pl >>. A rekordowy leszcz złowiony przez Rafała Rajma wrócił bezpiecznie do wody.

Więcej o: