Reuters: W takim tempie zaszczepią obywateli za ponad 100 lat. Program turbo nie wypalił

Reuters wyliczył niedawno, że z przyjętym tempem Japonia wszczepi swych obywateli za przeszło 100 lat. Choć zeszłoroczne obietnice mówiły o programie turbo i uzyskaniu odporności stadnej przed igrzyskami olimpijskimi, eksperci przyznają, że to niemożliwe. Tokio ogłosiło stan wyjątkowy i przygotowuje się do najważniejszej sportowej imprezy wyposażone głównie w maseczki i testy.

Po pierwszych trzech tygodniach szczepień agencja Reutera wyliczyła, że przy tempie, które przyjęła Japonia, zaszczepienie wszystkich obywateli zajmie władzom tego kraju 126 lat. To było w marcu. Aktualne dane dla organizatorów sierpniowych igrzysk olimpijskich nie są dużo lepsze. Po ponad dwóch miesiącach programu szczepień, pełną dawkę preparatu przyjęło około 0,7 procent społeczeństwa - głównie służba medyczna i osoby najstarsze. Dla porównania w Polsce wskaźnik zaszczepionych dwiema dawkami wynosi 6,6 procent.

Z listopadowych zapowiedzi, że po wyczekiwanym dopuszczeniu szczepionek na rynek, Kraj Kwitnącej Wiśni włączy tryb turbo, a obywatele przed igrzyskami osiągną odporność stadną, niewiele wyszło. Pewne jest też, że niewiele wyjdzie.

- Na to jest już za późno - potwierdził ostatnio w rozmowie z AFP Takakazu Yamagishi, dyrektor Centrum Spraw Międzynarodowych na Uniwersytecie w Nanzan, zajmujący się zdrowiem. Mieszanka ostrożności i zakorzenionych przeszkód biurokratycznych zaczyna ciążyć opinii publicznej, szczególnie u progu 4. fali pandemii. Co to oznacza dla zaczynającej się w Tokio za trzy miesiące imprezy?

Zobacz wideo Igrzyska w Tokio przełożone. "Słuszna i odpowiedzialna decyzja"

Prawdopodobnie to, że obywatele popatrzą na nią z jeszcze większą niechęcią, a tysiące wolontariuszy i osób pracujących przy igrzyskach w walce z pandemią będzie zabezpieczona przed covidem maseczkami, płynami do dezynfekcji rąk, lub testami.

Igrzyska w kraju bez szczepień

Organizatorzy igrzysk i władze Tokio już od pewnego czasu podkreślali, że szczepionki nie są warunkiem imprezy, ani dla sportowców, ani pracowników. W Japonii nie ma też mowy o priorytetowym szczepieniu sportowców. Co więcej, rząd nie agituje i daleki jest od PR-owych akcji reklamujących szczepienia.

- Będziemy w stanie zorganizować tę imprezę nawet bez szczepień - zapewniał dziennikarzy dyrektor generalny igrzysk, Toshiro Muto.

Reklama igrzysk w TokioJaponia wstrzymuje się z masowymi szczepieniami. Sami sprawdzają szczepionki

Przypomnijmy, że Japonia jest tym z wysokorozwiniętych krajów, który szczepić obywateli zaczął najpóźniej. Wszystko przez dość restrykcyjne przepisy regulujące dopuszczanie tam nowych szczepionek i długi czas ich testów. Do tej pory Japonia zatwierdziła tylko jedną szczepionkę - Pfizera. To ją zaczęto testować jako pierwszą. Preparaty AstryZeneki czy Modeny wciąż są jeszcze pod lupą. Decyzja w ich sprawie zostanie prawdopodobnie ogłoszona w maju.

Dodatkowo ten zaawansowany technologicznie kraj, nie doprowadził do końca własnego programu szczepionki na COVID-19. Prace nad czterema takimi produktami są w fazie testów. Zakończą się najwcześniej... za rok. To dlatego niedawno dziennik "Japan Times" określił, że Japonia jest w dużej mierze "widzem wyścigu prac nad szczepionkami", ale taka rola jej nie przeszkadza.

Jak twierdzą eksperci, ostrożne wdrażanie medycznych preparatów może być częściowo spowodowane przeszłością. Japończycy pamiętają jak w latach 70. i 80., cały kraj dyskutował o skutkach ubocznych szczepień na błonicę, krztusiec i tężec, które w kilku przypadkach spowodowały nawet śmierć kilkorga dzieci.

Niezadowoleni z tempa, nieprzychylni igrzyskom

Trzy czwarte japońskiej opinii publicznej uważa jednak, że wdrażanie obecnego programu szczepień jest powolne, a dwie trzecie twierdzi, że jest niezadowolone z programu. Sondaże dotyczące przychylności dla igrzysk są równie pesymistyczne. Imprezę popiera już tylko jedna czwarta respondentów, trzy czwarte jest jej przeciwna, lub chce kolejnego przełożenia.

Szczepionka przeciwko COVID-19"Gest w duchu olimpijskim". Chińczycy traktują szczepionkę jako element polityki zagranicznej

- Ryzyko jest ogromne, nie jesteśmy bezpiecznym krajem wolnym od wirusa - mówił w rozmowie z Associated Press Norio Sugaya, specjalista od chorób zakaźnych ze szpitala Keiyu w Jokohamie. Dlatego jego zdaniem odwołanie igrzysk byłoby rozsądnym rozwiązaniem. Tokio ogłosiło właśnie trzeci stan wyjątkowy, a liczba zainfekowanych w całym kraju zbliża się do najwyższych liczb notowanych w czasie koronawirusowej pandemii. Na początku stycznia było blisko 8 tys. nowych dziennych infekcji. Obecnie liczba ta przekracza 5 tys. Z czego sama stolica kraju odpowiedzialna jest za niemal tysiąc nowych przypadków. 90 proc. z nich to tzw. wariant brytyjski koronawirusa, bardziej zaraźliwy i bardziej martwiący pracowników medycznych, którzy informują o wypełnianiu się ich placówek. To dlatego władze Tokio reagują. Ostatnio starały się ograniczyć wieczorne spotkania na placach i w parkach, na których chętnie przebywały osoby spożywające alkohol, co było wynikiem szybszego zamykania restauracji i barów. Stan wyjątkowy im w tym pomoże. Oznaczać ma kolejne ograniczenia m.in. w funkcjonowaniu sklepów w tym centrów handlowych oraz restauracji.

Japonia będzie chciała do wakacji obniżyć kolejną falę pandemii, a jej główną bronią w walce z koronawirusem podczas igrzysk oprócz masek i mycia rąk, wydają się być testy.

Codzienne testy i promocja na pół gwiazdka

Te jeszcze niedawno planowano przeprowadzać u sportowców co cztery dni, ale ostatnie informacje dotyczące kontroli sportowców są surowsze. Ci mogliby być testowani nawet codziennie. Jak pisał na Sport.pl Łukasz Jachimiak, pomocą w takich badaniach mogą się okazać testy ślinowe. Zamiast wymazów zawodnicy pluliby do specjalnych probówek lub wkładali do ust gąbkę, którą potem umieszczaliby w covidowych wykrywaczach. Narodowe komitety olimpijskie czekają jeszcze na ostateczne wytyczne w sprawie sanitarnego reżimu, który ma obowiązywać zawodników od 23 lipca, kiedy zaczynają się igrzyska.

Na razie przygotowania do nich i promocja jest dość specyficzna. Niedawno przez pandemię koronawirusa z dróg publicznych zdjęto sztafetę ze zniczem olimpijskim, która poruszała się akurat w prefekturze Osaka i Ehime. Tam wskaźnik nowych infekcji niepokojąco się powiększał. Bez publiczności odbyła się też uroczystość odsłonięcia statuetek maskotek olimpijskich, z okazji 100 dni do igrzysk. Ponieważ miniwystawę ulokowano w siedzibie rady miejskiej, to kibice nie mieli okazji, by zrobić sobie z nimi zdjęcia właściwie do dziś.

Przedstawiciele Tokio starają się zwiększyć entuzjazm społeczeństwa w stosunku do igrzysk, głównie rozwieszając na mieście banery promocyjne. Kibice w Japonii do tej pory nie wiedzą, czy będą mogli na żywo zobaczyć olimpijskie zmagania sportowców. Decyzja o tym, ilu widzów zostanie wpuszczonych na trybuny hal czy stadionów ma zostać podjęta w czerwcu.

Więcej o: