"NYT" ujawnia nowe fakty ws. śmierci Aleksandra Doby. Podważa wersję organizatora

Wraca sprawa ostatniej wyprawy Aleksandra Doby na Kilimandżaro. Prestiżowy amerykański dziennik, opisując historię polskiego podróżnika, napisał, że ten zmarł na Kilimandżaro z powodu obrzęku płuc. Polski organizator wyprawy przekazywał informacje o "śmierci z przyczyn naturalnych".

"New York Times" opisując w swoim artykule pełne przygód życie Doby, którego ostatnim etapem okazała się wspinaczka na "Dach Afryki", powołał się na słowa jego syna, Czesława. Ten miał przekazać, że przyczyną śmierci 74-latka było "uduszenie spowodowane obrzękiem płuc, który powstał na dużej wysokości". Taki obrzęk może prowadzić do niewydolności oddechowej lub zatrzymania akcji serca z powodu niedotlenienia. To inna wersja narracji opisująca ostatnie chwile Polaka. Według oświadczenia przekazanego po wyprawie przez Klub Solistów - polskiego organizatora wyprawy - "śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych".

Jeden z przewodników też potwierdził chorobę wysokościową

Tyle że ta wersja nie zgadza się też z ustaleniami "Rzeczpospolitej", która niedawno dotarła do tanzańskiej agencji obsługującej polską wyprawę. Według relacji osób, które wprowadzały Dobę na szczyt śmierć nastąpiła z powodu niedotlenienia i choroby wysokościowej - to wersja jednego z dwóch przewodników, który prowadził Dobę, niejakiego Godfreya. Szef agencji, Mshana mówi o ataku serca – tak miał brzmieć raport policji. Zdaniem gazety nie zgadzają się też podane przez organizatorów fakty dotyczące pomocników Doby. Według oświadczenia opublikowanego przez Solistów "w trakcie ataku szczytowego Aleksander był pod opieką dwóch, bardzo doświadczonych przewodników, którzy mają na koncie ponad 400 wejść na szczyt". Tymczasem jeden z nich niejaki Edwini, pseudonim Babu, który ma 63 lata na Kilimandżaro był około 100 razy, a towarzyszący mu Godfrey około pięćdziesięciu. Agencja, w której obaj pracują, istnieje od 5 lat. Choć organizator zapewniał, że podczas wyprawy dla uczestników dostępne były butle tlenowe - które widziała jeden z uczestników, z którym rozmawialiśmy - to jednak tlenu Dobie nie podawano. Ponoć 74-latek go nie chciał. 

Zobacz wideo Aleksander Doba: Czuję się młody! Chcę po raz trzeci przepłynąć Atlantyk! [WYSPORTOWANI] [wideo ze stycznia 2016]

Kontrowersje i uwagi środowiska

Wyprawa i ostatnie chwile Doby na Kilimandżaro od początku budziły nad Wisłą mieszane uczucia. Osoby obeznane ze wspinaczką podnosiły kwestie braku należytej aklimatyzacji podczas tej wyprawy i zwracały uwagę na trud, jaki podczas podróży ponosił 74-latek.  

Aleksander Doba Kilimandżaro zdobył 22 lutego po godzinie 11.00, jako ostatni z 35-osobowej polskiej wyprawy, która czwartego dnia trekkingu weszła na szczyt. Przed pamiątkowym zdjęciem na szczycie podziękował dwóm przewodnikom za pomoc w dotarciu do celu i poprosił o chwilę odpoczynku. Usiadł na kamieniu pod tabliczką “Congratulations. You are now at Uhuru Peak 5895 m” i już się z niego nie podniósł. Według relacji świadków uśmiechnął się, zasłabł, a potem zmarł. 

- Wielokrotnie mówił, że nie chce umrzeć w swoim łóżku. Z tego, co wiemy, był bardzo szczęśliwy, gdy wszedł na szczyt. Potem usiadł i zasnął - słowa świadków w rozmowie z "New York Times" potwierdza syn Doby, Czesław.

Ostatnią wyprawę Doby na Kilimandżaro szczegółowo opisywaliśmy TU. Zwracaliśmy uwagę, że atak szczytowy nastąpił po niecałych 4 dniach od przekroczenia bram parku narodowego, a dla Doby trwał aż 11 godzin.

- Może warto się było zastanowić, dlaczego Aleksander Doba, człowiek bardzo żwawy, idzie na szczyt tak wolno? - mówił Sport.pl w niedawnej rozmowie Jędrzej Maciata, ratownik górski, który z Kilimandżaro wrócił tuż przed wyprawą, na jaką zdecydował się Aleksander Doba. 

- Każdy będzie się źle czuł, jak będzie musiał wejść na prawie 6-tysięczny szczyt po tak krótkiej aklimatyzacji. To nie ominie młodych, nie mówiąc już o osobach starszych, które aklimatyzują się dłużej - opisywał nam z kolei Jerzy Kostrzewa. To przewodnik górski, który ma swoją firmę i też organizuje wejścia na najwyższy w Afryce szczyt, ale nie oferuje swoim klientom ataku szczytowego już w nocy z czwartego na piąty dzień wyprawy. 

"Jak go spotkałem, akurat odpoczywał, siedział na kamieniu. Spytałem, jak się czuje. Odpowiedział, że od rana kiepsko. Zaproponowałem mu żel energetyczny. Poprosił, bym podał mu go do ust. - opisywał nam Bogusław Wawrzyniak, jeden z uczestników wyprawy, na co dzień nauczyciel WF-u i miłośnik ekstremalnych podróży. Dodał, ze podczas drugiego spotkania z nim na Stella Point (5685 m) Doba wyglądał o wiele lepiej i sprawiał wrażenie szczęśliwego.

Aklimatyzacji "nie wolno skracać"

"Na szczycie Kilimandżaro nasz organizm w jednym oddechu dostaje dwa razy mniej tlenu niż na wysokości morza" - pisał niedawno na swoim profilu na Facebooku Andrzej Maciata, ratownik TOPR. 

"Nasz organizm na ogół adoptuje się do zmniejszonej ilości tlenu, produkując większą ilość ciałek czerwonych krwi. Potrzebuje on jednak czasu i tego czasu nie można, WRĘCZ NIE WOLNO NAM SKRACAĆ" - napisał (pisownia oryginalna). Zamieścił też wykres prezentujący profil aklimatyzacji rekomendowany przez Polski Związek Alpinizmu (niebieski) i trekingu, w którym uczestniczył Aleksander Doba (czerwony). Widać na nim, że podczas wyprawy Doby na aklimatyzację było mniej czasu. Do tematu będziemy wracać. 

Profil aklimatyzacji na KilimandżaroProfil aklimatyzacji na Kilimandżaro Facebook Andrzej Maciata

***

Po publikacji tekstu tekstu dostaliśmy oświadczenie od organizatora wyprawy. Zamieszczamy je poniżej.

Szanowny Panie Redaktorze,

 

W odpowiedzi na Pana artykuł: "NYT" ujawnia nowe fakty ws. śmierci Aleksandra Doby. Podważa wersję organizatora opublikowany w serwisie sport.pl (https://www.sport.pl/inne/7,64998,26887864,nyt-o-przyczynach-smierci-aleksandra-doby-obrzek-pluc.html) 16 marca 2021, chciałbym zauważyć, że

>Tytuł artykułu zawiera nieprawdziwe stwierdzenie, że publikacja NYT podważa oświadczenie organizatora w sprawie przyczyn śmierci Aleksandra Doby. Akt zgonu Aleksandra Doby, wydany przez Zjednoczoną Republikę Tanzanii, stwierdza naturalną przyczynę śmierci. Jako organizator w momencie wydania oświadczenia, tj. 25.02.2021 dysponowaliśmy jedynie taką informacją. Nieprawdziwe jest zatem stwierdzenie zawarte w tytule Pana artykułu, że wersja organizatora jest podważona.

>Zgodnie z wolą Rodziny Zmarłego, po otrzymaniu tłumaczenia całego aktu zgonu, nie udzielaliśmy żadnych dodatkowych informacji związanych z okolicznościami śmierci Aleksandra Doby.

>Raz jeszcze podkreślamy, że uczestnicy wyprawy na Kilimandżaro mieli zapewnione przez lokalną agencję niezbędne środki, w tym zestawy pierwszej pomocy, butle tlenowe, rozbudowaną apteczką z lekami na chorobę wysokościową oraz wszystkimi niezbędnymi przy takich wyprawach środkami. Zabezpieczenia były dostępne podczas całej wyprawy, w tym podczas ataku szczytowego. Uczestnicy wyprawy pozostawali pod opieką doświadczonych przewodników, każdego dnia mieli również sprawdzany poziom tlenu we krwi.

>Sugerowanie zaniedbań oraz brak należytych zabezpieczeń i środków organizatorowi wyprawy jest nieuprawnione i godzi w imię Klubu Podróżników Soliści.

>Raz jeszcze podkreślamy, że wolą Rodziny Zmarłego, jest uszanowanie pamięci Aleksandra Doby, dlatego prosimy o powstrzymanie się od rozpowszechniania sensacyjnych i nieprawdziwych informacji. 

W imieniu Klubu Podróżników Soliści
Łukasz Nowak

Więcej o: