Patrick Mahomes - sława, pieniądze i świat u stóp. "Ten gość wystrzeli w stratosferę"

Jego nazwisko poznali nawet ci fani sportu, którzy futbolem amerykańskim się nie interesują. No bo jaki kibic przeoczy informację o kontrakcie na pół miliarda dolarów? Tyle zarobi Patrick Mahomes, grając w Kansas City Chiefs, a media za oceanem piszą, że i tak dał swojemu kubowi pokaźny rabat. W niedzielę będzie mógł potwierdzić swoją wartość, gdy jego drużyna po raz drugi z rzędu zagra w Super Bowl.

Na początek wyobraź sobie swoje liceum. Boisko na zewnątrz, otoczone z jednej strony krzaczorami, gdzie dobrze jest wypić piwo i zajarać. A potem pomyśl, że przychodzi facet z rady miejskiej, albo sponsor i mówi, że wybuduje w tej szkole stadion. Taki nieduży - na 10 tysięcy miejsc z wielkim telebimem. Wszystko razem za jakieś 100-200 mln złotych. Brzmi surrealistycznie, prawda? Nie w Teksasie. Tam - jak mówią Amerykanie - wszystko jest większe, a największy jest futbol.

I Patrick Mahomes grał właśnie na takim stadionie. No trochę mniejszym - 7 tysięcy, ale jak na Whitehouse - małe miasteczko z mniej niż ośmioma tysiącami mieszkańców to i tak wystarczy.

Zobacz wideo

Wystarczy też, by 18-letni Patrick czuł się jak gwiazda. Źle, on już był gwiazdą. Przecież to Teksas. Tam ludzie, żeby zobaczyć genialnego młodego quarterbacka, podającego jak Mahomes, potrafią tłuc się po stanie po kilkadziesiąt kilometrów, a ludzie, którzy już dawno odchowali dzieci, wciąż kupują bilety całosezonowe na mecze drużyny lokalnego liceum. Nie wyobrażają sobie, że piątkowy wieczór można spędzić jesienią inaczej niż na futbolowym meczu nastolatków. Powstał o tym całkiem niezły film i serial o takim samym tytule - “Friday Night Lights”.

Mahomes zawodowcem mógł zostać już jako siedemnastolatek

Patrick nie od początku był rozgrywającym. Zaczynał na pozycji safety - w ostatniej linii obrony. W futbolu amerykańskim na tę pozycję wybierani są najczęściej zawodnicy najbardziej uzdolnieni fizycznie - szybcy i silni. Ale w trzeciej klasie Mahomes wywalczył sobie pozycję quarterbacka i tak już zostało.

W czwartej klasie - jak mówi jego trener - "poprowadził Whitehouse Wildcats w najwspanialszym dla drużyny sezonie w historii". A sam Mahomes miał w ostatnim roku nauki 65 przyłożeń. Sezon kończył jednak, płacząc w ramionach ojca, bo ostatnie podanie w licealnej karierze posłał w ręce rywali. Jego zespół przegrał mecz play-off i odpadł z rywalizacji o mistrzostwo stanu. 

- Oglądałem mecze futbolowych rozrywek licealnych od lat 70. i Patrick Mahomes był najlepszym quarterbackiem, jakiego kiedykolwiek widziałem - powiedział gazecie "Star Telegram" Bryan Houston, który był komentatorem radiowym w lokalnej stacji w Tyler - mieście, którego przedmieściem jest Whitehouse.

Patrick Mahomes już wtedy mógł zostać zawodowcem. Ale nie w futbolu, a w baseballu. A talent miał jeszcze do koszykówki, gdzie rzucał średnio 19 punktów na mecz. Jak każdy sportowo uzdolniony młody człowiek w USA, dzielił rok szkolny na trzy dyscypliny. Słynny Michael Jordan przecież też był nie tylko koszykarzem, ale też baseballistą, a w futbolu dłuższej kariery nie zrobił, bo szybko doznał kontuzji barku i matka zakazał mu gry

- Wszyscy baliśmy się tego, że on pójdzie do baseballa - powiedział trener serwisowi Bleacherreport, Adam Cook dyrektor ds. sportu w liceum w Whitehouse. - Jego ojciec był zawodowym baseballistą, a w dodatku tam mógł od razu zarabiać większe pieniądze. 

Baseballowi łowcy talentów byli pod wrażeniem rzutów nastolatka, a szczególnie występu, w którym przez cały mecz nie pozwolił rywalom ani razu odbić piłki i wyautował z gry szesnastu rywali.

Mahomes mówi jednak: - Teksański futbol szkół średnich to coś, czego nie da porównać się z niczym innym. Wystarczy być w Teksasie, by poczuć tę energię i pasję, jaką mają Teksańczycy do futbolu. Zakochałem się w tym, zakochałem się w futbolu i w grze na pozycji quarterbacka. Nie było już odwrotu.

Mimo takich deklaracji Detroit Tigers z baseballowej ligi wybrali Mahomesa w drafcie 2013 roku. Jakby zmienił zdanie, to mają pierwsi prawo podpisać z nim kontrakt.

Mahomes przesiąkał zawodowym sportem od najmłodszych lat

Wybierając futbol, Patrick trochę zawiódł swojego ojca, również Patricka, który grał zawodowo w baseball przez 22 lata, z których 12 spędził w najwyższej lidze - MLB. Ojciec znany był jak Pat Mahomes, a syn dla odróżnienia używa pełnego imienia. Dzięki ojcu Patrick już jako mały chłopiec poznał największe gwiazdy baseballa z New York Yankees - Alexa Rodrigueza - u nas znanego przede wszystkim z tego, że jest mężem Jennifer Lopez - i Dereka Jetera, który zdobywał serca gwiazd showbiznesu, zanim jeszcze powstały u nas prężne serwisy plotkarskie. Kilkuletni Patrick z takimi gwiazdami spędzał długi godziny, gdy jego ojciec grał w New York Mets. Raz nawet ktoś wziął go za syna Rodrigueza.

- Zobaczył, jak to jest być zawodowcem i jak toczy się ten biznes. Przesiąkł tym cały  - powiedział Pat Mahomes w rozmowie z serwisem "The Athletic".

Karierę sportową Mahomes junior kontynuował na teksańskiej politechnice - jako zawodnik Texas Tech Red Raiders. Początkowo mocno się rozczarował, bo był tylko rezerwowym. - Wszyscy mówili mu, jakim Davis Webb, podstawowy quarterback jest wspaniałym zawodnikiem, więc Patrick zaczął przebąkiwać o transferze. Wtedy jego ojciec powiedział: nie, staniemy do rywalizacji - wspomina Adam Cook.

Już w pierwszym sezonie Mahomesa Davis Webb doznał dwóch kontuzji i Patrick II wskoczył na jego miejsce do składu i już nie odpuścił. Do historii przeszedł mecz, który rozegrał w trzecim swoim sezonie  przeciwko drużynie Oklahoma Sooners. Co prawda jego zespół przegrał 59:66, ale on sam ustanowił rekord wszech czasów, jeśli chodzi o liczbę zdobytych jardów - 819. 734 jardy zdobył podaniami, a 85 jardów biegiem. Rozgrywającym rywali był wtedy Baker Mayfield, który też pochodzi z Teksasu i jest obecnie podstawowym quarterbackiem drużyny NFL, Cleveland Browns.

Po trzecim sezonie, choć został mu jeszcze rok studiów, Mahomes zgłosił się do draftu do NFL. Przed naborem do najbogatszej ligi świata Patrick był porównywany do Johnny’ego Manziela. Jeszcze innego Teksańczyka. Manziel był gwiazdą już w szkole średniej, a potem na studiach. Do NFL też przyszedł też rok przed zakończeniem nauki. Zanim podpisał kontrakt, już grał w reklamówkach. Kibice uwielbiali jego szalony styl gry. Był tzw. podwójnie groźnym quarterbackiem - taki też jest Mahomes - który robi świetny użytek zarówno ze swoich rąk jak i nóg. Umie świetnie podać, ale też wziąć piłkę w ręce i nie lękając się ogromnych rywali zdobyć jardy biegiem. 

Trener maglował Mahomesa przez sześć godzin

Tyle tylko, że Manziel wielkiej kariery nie zrobił, sława szybko uderzyła mu do głowy, a imprezowy styl życia nie dał pokazać pełni swojego talentu. Z Mahomesem nie było tego problemu. Chłopak był, a raczej dalej jest, spokojny i ułożony. Jego największym wyskokiem w liceum było spóźnienie się na trening. Jest skoncentrowany na sporcie, ale jednocześnie umie być prawdziwym liderem swojej drużyny, nie tylko na boisku. Angażuje się w działalność społeczną. Obok LeBrona Jamesa był jedną z najważniejszych twarzy, nawołujących do wzięcia udziału w ostatnich wyborach prezydenckich w USA. Jednym słowem jest facetem, którego za zięcia chciałaby każda teściowa, a NFL umieszcza na swoich plakatach, a raczej reklamówkach, bo w dzisiejszym cyfrowych czasach "chłopiec z plakatu" to już tylko związek frazeologiczny bez pokrycia w realnym świecie.

Ale zanim NFL i jej kibice pokochali niezwykle efektowny, ale przy tym skuteczny styl gry Mahomesa, zawodnik musiał przebić się do podstawowego składu. 

W drafcie został wybrany z nr 10. Jedynym quarterbackiem, który znalazł drużynę wcześniej, był Mitch Trubisky, który z numerem drugim powędrował do Chicago Bears. Czas pokazał, że to Kansas Chiefs, stawiając na Mahomesa, zrobili dużo lepszy interes. 

A i Mahomes również. Podpisał czteroletni kontrakt na 16,42 mln dolarów, z których 10 dostał od razu do ręki jako bonus za sam podpis. Zadebiutował w ostatnim meczu sezonu 2017, gdy drużyna chciała oszczędzić przed play-off startera - Aleksa Smitha.

Mahomes zapisał się w historii NFL w efektowny sposób

Wiosną Smith niespodziewanie powędrował do Washington Redskins, a Mahomes został pierwszym rozgrywającym. Andy Reid, charyzmatyczny trener Chiefs, wiedział, co robi. Choć przed sezonem 2017 mówił, że Mahomes musi się jeszcze wiele nauczyć, to taki plan pewni już rodził mu się w głowie. Przed draftem maglował nowego zawodnika przez sześć godzin, aby dowiedzieć się o nim wszystkiego i przejrzeć go na wylot.

Smith był wtedy gwiazdą. Rok wcześniej podpisał z Kansas City Chiefs, których sezon w sezon prowadził do play-off, pięcioletni kontrakt na 111 mln dolarów. Reid wolał jednak sprzedać znakomitego zawodnika, by zyskać trochę luzu w tzw. salary cap (limicie wynagrodzeń) i budować zespół wokół Mahomesa.

Reid do dziś wdzięczny jest, że Smith nie stroił fochów i transfer przyjął z godnością. - Patrick nigdy nie wypłaci się Aleksowi za to doświadczenie, które dzięki niemu zyskał - mówił Reid w 2020 roku.

To, co się stało w sezonie 2018, przerosło wszelkie oczekiwania. Chiefs w sezonie zasadniczym zostali najlepszą drużyną American Conference. Mahomes został wybrany najlepszym zawodnikiem ligi. Jako drugi zawodnik w dziejach NFL zdobył 50 przyłożeń i 5000 jardów w jednym sezonie. A do historii zapisał się w sposób tak efektowny, że lepszego już nie można sobie wyobrazić. Posłał 89 podanie do Demarcua Robinsona.

Chiefs nie dostali się do Super Bowl w tamtym sezonie, bo na drodze finale AFC (czyli półfinale play-off) stanęli im New England Patriots ze znakomitym Tomem Bradym na czele. Po morderczym meczu, zakończonym dogrywką, Patriots wygrali 37:31, a potem zdobyli Super Bowl, który kosztował ich znacznie mniej wysiłku niż spotkanie z Kansas City. Wygrali 13:3 z Los Angeles Rams.

Mahomes zdobył Super Bowl i podpisał rekordowy kontrakt

Rok później to już Mahomes wznosił do góry Vince Lombardi Trophy i został MVP Super Bowl. Poprowadził swój zespół do wielkiego triumfu odrabiając w czwartej kwarcie meczu z San Francisco 49ers 10-punktową stratę. W dodatku zrobił to w niezwykle efektowny sposób.

A po sezonie spotkała go wielka nagroda. Chiefs zaoferowali mu nowy kontrakt. Za dziesięć lat gry zarobi 450 mln dolarów, a jak jeszcze dorzucić do tego bonusy i dwa lata poprzedniej umowy to 503 miliony. - Jeśli jest w USA jakikolwiek zawodnik warty takiego najwyższego w historii amerykańskiego sportu kontraktu to jest nim z pewnością Patrick Mahomes - skomentował menedżer generalny Chiefs, Brett Veach. - Patrick chce wygrywać, chce ustanowić dynastię, i chce to zrobić tutaj, w Kansas City.

Dynastia w tym kontekście znaczy zdobycie dużej liczby tytułów mistrzowskich w krótkim czasie. Dynastią było sześć tytułów w osiem sezonów Chicago Bulls pod wodzą Michael Jordana, czy pięć zwycięstw w Super Bowl New England Patriots prowadzonych przez Toma Brady’ego. 

Fachowcy od finansów uważają, że mimo szokującej sumy, Chiefs zrobili wyśmienity interes. Po pierwsze, dlatego że umowa pozwala im na elastyczność pod tzw. czapką - czyli w obrębie wspomnianego salary cap, a po drugie liga podpisze wkrótce nową umowę na prawa do transmisji. Jeśli będzie ona dużo wyższa niż obecna - a wiele na to wskazuje, bo futbol to najbardziej atrakcyjny kąsek w amerykańskich mediach - to zarobki zawodników poszybują w górę i 45 mln dolarów ze sezon jak w nowej umowie Mahomesa nie będzie wcale szokujące.

Po podpisaniu kontraktu Mahomes wrzucił na swoje konto na Twittrze filmik, który obejrzało ponad 4 mln użytkowników. Obiecuje w nim ustanowienie dynastii.

To, że nie rzuca słów na wiatr, udowodnił w tym sezonie. Kansas City Chiefs zostali najlepszą drużyną sezonu zasadniczego i po dwóch zwycięstwach w play-off awansowali do Super Bowl. Tam zagrają z Tampa Bay Buccaneers, prowadzonych przez legendę całego amerykańskiego sportu - Toma Brady’ego.

- Mało kto ma świadomość, jak wielki to jest mecz - mówi Tony Romo, były quarterback Dallas Cowobys, a obecnie komentator sportowy. - Za 20, 30, 40, 50 lat ludzie wciąż będą do niego wracali. Tom Brady największy zawodnik, jakikolwiek stąpał po zimie, zmierzy się z jedynym gościem na planecie, o którym już teraz ludzie myślą, że za jakieś 15 lat wystrzeli w stratosferę. To tak jakby Michael Jordan u końca swojej kariery zagrał przeciwko drużynie młodego LeBrona Jamesa. Takich meczów nigdy się nie zapomina.