Belgia drży przed brytyjską mutacją koronawirusa, bo w większym stopniu atakuje dzieci

Kacper Sosnowski
Choć liczba nowych infekcji koronawirusem od tygodni utrzymuje się w Belgii na podobnym poziomie (około 2 tys. przypadków dziennie), to Belgowie boją się trzeciej fali pandemii i dociskają restrykcje. Nie tylko "koszarują" swych obywateli w kraju, ale też rezygnują z amatorskiego sportu. To uderza głównie w młodzież. Zdaniem ekspertów to ta grupa może wpłynąć na to, że zdrowotna sytuacja kraju może się szybko pogorszyć.

Podczas gdy sąsiednia Holandia walczy z rozróbami, podpaleniami i wandalizmem na ulicach – protestem przeciw godzinie policyjnej, w Belgii, która też ma godzinę policyjną, panuje względny spokój. Belgowie nie zazdroszczą Francuzom, którzy od połowy stycznia mają najdłuższą w Europie godzinę policyjną (18-6 rano), a ostatnio przy sześć razy większej populacji od Belgów, notują dziewięć razy więcej infekcji i zgonów.

Zobacz wideo Lewandowski po raz 23.! Pokonał obrońcę i położył bramkarza [ELEVEN SPORTS]

Belgowie z największą obawą patrzą jednak na Wielką Brytanię, która teraz najbardziej narażona jest na nową mutację wirusa. Niedawno jako pierwsza w Europie przekroczyła liczbę 100 tys. koronawirusowych ofiar, z czego 25 tys. w ostatnich trzech tygodniach. Podczas gdy Niemcy rozważają niemal zupełne ograniczenie liczby lotów do ich kraju. Belgia już ograniczyła podróżowanie. Na razie głównie swoich obywateli. Zakazała im zagranicznych wyjazdów, takich, które nie są konieczne. Rozporządzenie i kontrola na granicach obwiązuje od 27 stycznia do 1 marca. To nie jedyne środki, podjęte przez tamtejszy rząd. Podtrzymano też ograniczenia kontaktów społecznych (odwiedziny jednej osoby tygodniowo, spotkanie maksymalnie czterech osób na zewnątrz), godzina policyjna, zamknięte bary, restauracje, kawiarnie, siłownie czy salony fryzjerskie. Za brak maseczki na twarzy grozi mandat wynoszący ponad 1100 złotych. To wszystko można tłumaczyć jako swoiste refleksje dotyczące nieodległej przeszłości. Wiosną małe państwo liderowało w światowym zestawieniu liczby zgonów na milion mieszkańców. Na jesieni przewodziło w europejskim rankingu największej liczby infekcji na milion mieszkańców. W styczniu 2021 roku ambitnie walczy o względny spokój.

Za pechowca tej walki znów można uznać belgijski amatorski sport. Znów, bo właściwie od początku pandemii krajowe władze i przedstawiciele administracji sportowej do wysyłanie zawodników na boiska podchodziły z dystansem. Teraz mają ku temu szczególne powody.

Jest stanowisko ws. organizacji Euro 2020. Jest stanowisko ws. organizacji Euro 2020. "UEFA czuje się zobowiązana"

Amatorski sport na pierwszy ogień

Na początku kwietnia 2020 roku, podczas pierwszej fali pandemii, Belgia jako pierwszy kraj Europy nie dość, że wstrzymała zmagania amatorów, to też najszybciej rozważała zakończenie zawodowych rozgrywek. Dostała nawet prośby od UEFA, by nie podejmować pochopnych decyzji. Ostatecznie po dłuższej dyskusji najlepsze ligi zakończyła na etapie, na którym te stanęły w marcu. Rząd i tak wstrzymał wtedy zawodowy sport do lipca, więc Belgom trudno było zaplanować nowy sezon. Teraz pod koniec stycznia roku 2021 amatorzy znów wrócili do punktu wyjścia. Ich rywalizację wyłączono. To będzie biały sezon - bez awansów i spadków, z automatycznym przedłużeniem licencji klubowych. Rywalizacji o punkty ma nie być aż do następnego sezonu, a treningi dla młodzieży od 13. roku życia nadal są zabronione. Taki stan rzeczy raczej nie zmieni się do Wielkanocy.

- Dane w naszym kraju na tle Europy nie są złe, ale daleko nam do optymizmu - mówi nam Yves Taildeman, dziennikarz sportowy gazety "Derniere Heure". - Władze mocno obawiają się jednak trzeciej fali koronawirusa, dlatego podejmują zdecydowane i radykalne kroki, również w świecie sportu - dodaje.

Ponieważ te sportowe decyzje uderzają głównie w młodzież, w kraju właśnie zebrali się eksperci i ministrowie od spraw edukacji i młodzieży. Obradują, jak wypełnić pustkę w życiu nastolatków i nie zamykać im możliwości aktywności fizycznej, która często jest też formą społecznych kontaktów.

W belgijskich mediach w ostatnim czasie poświęcono temu problemowi sporo miejsca. W dzienniku krajowego nadawcy telewizyjnego RTBF pokazano reportaż o tym jak słaby jest stan psychiczny belgijskiej młodzieży. Przypomniano dane z wiosennego lockdownu, z których wynikało, że 80 procent ankietowanych nastolatków wykazywało duży niepokój, a co druga młoda osoba miała depresyjny nastrój.

- Ten lockdown jest jeszcze trudniejszy od pierwszego - wyjaśniał Bruno Humbeeck, psycholog z Uniwersytetu w Mons - Jest początek roku i dalej nie ma perspektyw, nie widać, kiedy to wszystko się skończy - opisywał

Minister zdrowia Adam NiedzielskiMinister zdrowia przeciwko decyzji przedsiębiorców. "Ryzyko"

Szkoły wyższe w Belgii działają przez internet. Podstawówki i szkoły średnie starają się prowadzić zajęcia normalnie, choć trwają dyskusje, jak długo taki stan rzeczy potrwa. Tym bardziej że w porównaniu z grudniem podwoiła się liczba uczniów i nauczycieli będących na zwolnieniach. Młodzież, która siedzi w domach, jest tym zmęczona psychicznie. Dla władz - przy lockdownie sportu amatroskiego - debata jak mogą wyglądać zajęcia pozalekcyjne nastolatków, to temat ważny. Chodzi głównie o ćwiczenia sportowe, bo rozważane są tylko aktywności, które można wykonywać na świeżym powietrzu. Niezależnie od dyscypliny, w grupie nie większej niż 10 osób i przy licznych obostrzeniach.

"Jeśli nastolatkowie nie są motorem epidemii, to..."

Dlaczego tak sporo uwagi poświęca się w Belgii nastolatkom i ich aktywności? Prawdopodobnie dlatego, że w kilku badaniach stwierdzono, że wykryta w Wielkiej Brytanii nowa odmiana koronawirusa może bardziej niż dotychczas atakować dzieci (to wniosek, który przedstawił m.in. Neil Feguson z Imperial College Londyn).

- Jeśli nastolatkowie nie są motorem epidemii, to pozostają jednym lub dwoma kołami jej samochodu - obrazował sprawę w gazecie "Dernier Heure" Niko Speybroeck, epidemiolog z uniwersytetu UCLouvain.

- Szacujemy, że obecnie około 25 procent zakażeń w Belgii to zakażenia brytyjską mutacją wirusa – powiedział Geert Molenbergs, gość niedzielnego wydania programu telewizyjnego "Het Journaal", który zajmuje się statystyką i pracuje na dwóch belgijskich uniwersytetach. Molenbergs potwierdził zresztą to, co w mediach mówi się od dawna. Ogniska nowej odmiany COVID-u odkrywane są zwykle w domach spokojnej starości i szkołach. Belgowie szacują, że niebawem sytuacja w ich kraju może się pogorszyć.

W raporcie szpitala akademickiego UZ Leuven i uniwersytetu KU Leuven wskazano, że do końca lutego 90 procent wszystkich nowych infekcji w Belgii będzie dotyczyło mutacji brytyjskiej. Eksperci przypomnieli, że współczynnik jego zakażalności jest o około 65 procent wyższy niż w przypadku innych mutacji.

Ośrodek Klepki w Wiśle jest pierwszym w Beskidach, który zdecydował się przyjąć w piątek narciarzy Zarządcy stoków występują przeciw rządowym obostrzeniom. "Inaczej padniemy"

- Mamy jednak w ręku broń, narzędzia i jesteśmy wyposażeni w wiedzę, by tym razem stoczyć bitwę z koronawirusem na równych warunkach - opisywał w programie "Matin Premier" w RTBF Emmanuel Andre, lekarza, mikrobiolog z UZLeuven. Podniosłą przemowę do swych obywateli wygłosił w czwartkowy poranek również król Filip.

- Zagraniczni rozmówcy dziękują mi i gratulują kluczowej roli, jaką Belgia odgrywa w walce z pandemią koronawirusa. Z dumą przekazuję wam te gratulacje i podziękowania. To nie przypadek, ale długofalowa wizja i strategia. Efekt niezwykłej współpracy władz i uczelni, sektora publicznego i przemysłu. Możemy być dumni. To także wielka odpowiedzialność. Cały świat na nas patrzy i na nas liczy - mówił belgijski król, nawiązując, że w kraju produkowane są koronawirusowe szczepionki.

Do tej pory w Belgii na COVID zachorowało 700 tys. osób, zmarło 21 tysięcy.