Wyrok o wykluczeniu Rosjan miał być ostateczny, ale oni wciąż kombinują, jak go obalić

Choć wydawało się, że grudniowy wyrok Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie (CAS) zakończy spór Rosji i Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), a państwo, które kryło doping swoich sportowców, zaakceptuje ostateczną karę, to Rosjanie nie dają za wygraną. Szef Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego poinformował, że jego instytucja szykuje się do podważenia wyroku "ze względu na naruszenia proceduralne".

Pierwsze dni 2021 będą dość pracowite dla członków i prawników Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego (OKR). Jego prezes Stanisław Pozdniakow poinformował Rosyjską Agencję Prasową (TASS), że rozważa zaskarżenie orzeczenia międzynarodowego trybunału. Nie chodzi o samą decyzję, bo ona jest ostateczna – przypomnijmy, że sąd z Lozannie skrócił banicję Rosji na międzynarodowych imprezach, z czterech do dwóch lat, ale Rosjanie kwestionują teraz nieprawidłowości i uchybienia proceduralne. Rosyjski Komitet Olimpijski był zaangażowany w sprawę jako strona trzecia.

Zobacz wideo "Odłóżmy na bok liczby i gabloty. To jest najlepszy piłkarz na świecie"

"Doszło do naruszeń proceduralnych"

- W trakcie postępowania arbitrażowego i przed podjęciem ostatecznej decyzji wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na liczne naruszenia proceduralne trybunału arbitrażowego - mówił Pozdniakow, choć nie doprecyzował, co dokładnie budziło jego wątpliwości.

- Podczas nowego roku i Świąt Bożego Narodzenia [te obchodzi się w Rosji 7 stycznia – przyp. red] z naszymi europejskimi partnerami szczegółowo ustalimy wspólne stanowisko i przygotujemy się na możliwe kroki i działania prawne. Chciałbym jeszcze raz podkreślić: z punktu widzenia naszych prawników doszło do naruszeń proceduralnych, które planujemy zakwestionować w sądzie kasacyjnym - ogłosił prezes OKR.

Trudno na razie wnioskować, czy jego słowa to zagrywka PR-owa, która wpisuje się w dotychczasową narrację rosyjskiej strony? Ta od początku zaprzeczała istnieniu państwowego systemu tuszującego doping sportowców. Z byłego szefa Laboratorium Antydopingowego w Moskwie Grigorija Rodczenkowa, dzięki któremu nagłośniono oszustwo, zrobiono w Rosji człowieka niepoczytalnego, który sam wzbogacał się na maskowaniu dopingu. Sąd wydał nawet nakaz jego aresztowania, szykanowano też jego rodzinę.

Po tym, gdy mleko się rozlało, a światowe media opisywały proceder podmiany zanieczyszczonych dopingiem próbek na próbki czyste, w czym miały maczać palce nawet rosyjskie służby specjalne, Rosjanie pozornie poszli na współpracę z WADA i pod groźbą wysokich kar i braku przywrócenia akredytacji dla moskiewskiego laboratorium. Obiecali, że przekażą jego całą bazę danych. Gdy dane w końcu do WADY spłynęły, okazało się, że są zmanipulowane i niekompletne. To doprowadziło do najsurowszej zbiorowej kary w historii walki z dopingiem. 

W grudniu 2019 roku WADA zabrała Rosji na cztery lata prawo startu pod własną flagą we wszystkich imprezach rangi mistrzostw świata. Po tym, jak Rosjanie odwołali się od tej decyzji do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie, ten w połowie grudnia zmniejszył karę z czterech do dwóch lat. Od tej decyzji nie ma już apelacji, ale według tego, co mówi szef tamtejszego komitetu olimpijskiego, Rosjanie będą teraz szukali kruczków prawnych, by dalej robić z siebie stronę pokrzywdzoną. Prawdopodobnie do końca nie chcą się pogodzić, z faktem, że do grudnia 2022, żadna rosyjska reprezentacja i żaden rosyjski sportowiec nie może wystartować pod własną flagą w żadnych igrzyskach i w żadnych mistrzostwach świata. Do tego na tych imprezach nie usłyszy też hymnu swojego kraju.

Becky Hammon pierwszą kobietą w roli głównego trenera NBA."Masz ich, są twoi" - historyczne wydarzenie w NBA. Pierwsza kobieta w takiej roli!

Sportowcy z Rosji będą mogli występować na międzynarodowej arenie jako zawodnicy neutralni, określani jako OAR: "Olympic Athletes from Russia". Ich ewentualne medale i wyniki nie będą dopisane do dorobku kraju.

Nowy uczestnik bitwy o Arkadiusza Milika. Polaka chcą też FrancuziNowy uczestnik bitwy o Arkadiusza Milika. Polaka chcą też Francuzi