Polak na podium golfowej Formuły 1! Gigantyczny sukces i wielkie pieniądze

Do wygranej zabrakło czterech uderzeń, ale to i tak był największy sukces polskiego golfa w historii. Adrian Meronk, nie dość, że wsiadł do golfowej Formuły 1, to jako reprezentant kraju ubogiego w golfistów, był drugi (razem z trzema innymi zawodnikami) w turnieju European Tour w RPA. Jest po nim bogatszy o ważne doświadczenia, rankingowe punkty, ponad pół miliona złotych i niemal zupełną pewność, że dostanie się na igrzyska.

Na skałkach w słońcu leniwie wygrzewały się hipopotamy. W stronę wody szło też stado słoni. Z rzeki próbowały pić antylopy, ale robiły to bardzo ostrożnie, bo w wodzie czaiły się krokodyle. Z daleka całą sytuację obserwował lew. W tak oryginalnej scenerii pola golfowego, która dla najlepszych golfistów jest rzadkością, coś historycznego dla polskiego sportu działo się też na trawie. Po tym jak w czwartek na polu Leopard Creek Adrian Meronk był jednym z dwóch liderów rozgrywanego tam turnieju, w piątek wyszedł już na samodzielne prowadzenie, w sobotę je utrzymał, a a w niedzielę nie dał się zepchnąć z podium. Zmagania zakończył na drugim miejscu wraz z trzema innymi zawodnikami, tracąc do lidera - Christiana Bezuidenhouta cztery uderzenia. W ten sposób osiągnął największy sukces, w najwyższej golfowej lidze. Przed Meronkiem nikt z polskich zawodników nawet nie dostąpił zaszczytu gry w European Tour, ale jeździć w Formule 1, a być drugi, to też dwie różne rzeczy. Meronk rok po tym jak do golfowej Formuły 1 wsiadł, w RPA pokonał na polu ponad 100 golfistów i mógł cieszyć się z sukcesu.

Zobacz wideo

Marcin Najman podał datę pożegnalnej walkiNajman podał datę pożegnalnej walki i wskazał rywala. "Tę galę zapamiętacie na długo"

Czy w Polsce, która patrząc na liczbę zawodowych graczy, jest golfową pustynią, sukces naszego reprezentanta zwróci na ten sport większą uwagę? Na razie wyczyn Polaka, wicelidera na imprezie PGA można odebrać jak podium Egipcjanina na skoczni w Wiśle.

"Polski Tiger Woods"

Trochę w ten sposób o tym sukcesie mówią zagraniczne media. Podkreślają, że do tej pory żaden Polak w tak prestiżowych rozgrywkach nie grał, a co dopiero patrzył na innych z podium. Zresztą w golfowej pierwszej lidze, ze święcą szukać zawodników ze środkowo-wschodniej Europy. Dla przykładu w Czechach, gdzie golfistów amatorów od dawna jest 10 razy więcej niż w Polsce, a liczba pól golfowych idzie w setki, a nie w dziesiątki, przed Meronkiem w rankingu jest tylko jeden zawodnik, który dopiero co wygrał swój pierwszy turniej z cyklu European Tour. Zresztą zdarzało się, że jak Meronk jechał na zawody to ludzie zamiast "Poland" mówili "Holland", bo "Poland" było w golfie zupełną abstrakcją.

Tak więc nad Wisłą - w kraju golfowo ubogim - narodził się "Polski Tiger Woods". Taką ksywką Meronka czasem opisują zagraniczne media. Choć dopiero wyrabia sobie on pozycję w świadomości szerszej grupy odbiorców. Podczas drugiego dnia rywalizacji w Leopard Creek, kiedy zmagania zakończyli "najważniejsi" zawodnicy i reprezentanci gospodarzy, a Meronk jako lider miał jeszcze kilka dołków, zakończono telewizyjną transmisję i końcówki jego gry nie pokazano. W sobotę Polak niemal wymuszał na realizatorach, by często sprawdzać, co u niego, bo prowadził piękną walkę o obronę pozycji lidera, choć zaczął nieco nerwowo. Na 3 i 4 dołku miał po jednym uderzeniu poniżej par i wyprzedził go jeden z rywali. Taki stan rzeczy utrzymywał się do 9 dołka, ale wtedy Polak na czterech kolejnych dołkach trzykrotnie uzyskał birdie (rozegranie danego dołka z wynikiem jednego uderzenia poniżej jego normy).

-To, że się tak dźwignął na drugiej dziewiątce, to czapki z głów. To znaczy, że jest pełnoprawnym zawodnikiem, ma poukładaną głowę - docenia Meronka miłośnik i komentator golfa Andrzej Person. Zwraca uwagę, że te trzecie rundy na różnych imprezach były do tej pory dla Polaka trudne, ale impreza w RPA może temu zaprzeczyć.

-Jego dwie pierwsze rundy były genialne, ale ta sobotnia kluczowa. Nie załamał się i przeszedł z kłopotów do kontrataku. To pokazuje hart ducha, wiarę we własne możliwości i siłę mentalną - przytakuje Jakub Malke, menadżer sportowy, który od pewnego czasu pomaga Polakowi. Zresztą podobny scenariusz do sobotniego Meronk przerobił też w niedzielę, gdzie w połowie rywalizacji był po dwóch bogey’ach (rozegranie dołka jednym uderzeniem powyżej normy), ale potem wrócił do gry i po kolejnych perturbacjach końcówkę rywalizacji miał pewną. Był nawet blisko, by wskoczyć na samodzielną drugą lokatę.

Golfowy psycholog i praca nie tyko na polu

Meronk swoich treningów nie ogranicza tylko do wizyt na strzelnicach, polach golfowych i siłowniach, ale od jakiegoś czasu współpracuje też z psychologiem sportu. To Anglik, który w mentalnych przygotowaniach wyspecjalizował się w pracy z golfistami. W tym sporcie oprócz techniki i wytrzymałości (4 godziny chodzenia, co w jednej rundzie przekłada się na około 10 km) bardzo ważna jest też koncentracja. Zostawianie za sobą, dołka, na którym coś nie wyszło, odstawienie nerwów i emocji na bok i podchodzenie do następnego uderzenia jakby właśnie zaczynało się grę. Presja liderowania, z którą grał Meronk przez 3 dni, bywa zgubna nawet dla bardzo doświadczonych zawodników.

- Jest taki angielski golfista - Lee Westwood. Mówi się, że gdyby nie noce z soboty na niedzielę, to wygrałby co najmniej trzy turnieje Wielkiego Szlema. W sobotę w nich prowadził, w niedzielę wstawał jako inny człowiek. Taki to jest jednak sport – obrazuje sytuację Person. 27-letni Meronk wstawał jako ten sam golfista i w piątek i w sobotę i w niedzielę, tak jakby najważniejsze wydarzenia w jego dotychczasowej karierze w ogóle go nie paraliżowały. To m.in. dlatego do końca walczył o wygraną. Na ten sukces pracował jednak systematycznie. Co roku wysyłał sygnały, że jest mocniejszy. W sierpniu atakował podium turnieju Celtic Classic, ale po jednym z uderzeń piłka wtoczyła się do wody. Polak z 3. miejsca spadł na 6. lokatę, co i tak było jego najlepszym miejscem w prestiżowym cyklu. Rok temu poziom niżej, bo w Challenge Tour w Portimao zanotował swoje pierwsze zwycięstwo.

Pół miliona złotych i igrzyska

Co da mu druga współdzielona lokata w RPA? Mocny skok w rankingu światowym oraz European Tour i dużą szansę, że pojedzie na prestiżowy finał cyklu do Dubaju, gdzie wstęp będą mieli golfiści z pierwszej sześćdziesiątki rankingu. Do tej imprezy jeszcze dwa turnieje i już tylko kilkanaście miejsc do przeskoczenia dla Polaka.

-To wszystko da też pewien oddech na przyszły sezon, bo Adrian ma kartę na European Tour. W tym roku z powodu pandemii nie ma spadków, natomiast Polak prawdopodobnie awansuje do wyższej kategorii imprez, co sprawi, że bez problemów będzie grał w tych najważniejszych zawodach. Może nawet łapać się na Wielkie Szlemy - tłumaczy nam Jakub Malke. Do tego Meronk ma obecnie miejsce gwarantujące start na najbliższych igrzyskach olimpijskich i wydaje się, że tylko kataklizm mógłby go przed wyjazdem do Tokio zatrzymać.  

Podium w RPA to także wejście na wyższą półkę wypłat. Za wygraną w Alfred Dunhill Championship w RPA Polak dostanie ponad 100 tys. euro, czyli pół miliona złotych. Sam udział w finałach w Dubaju to około 200 tys. złotych. Ważne pytanie w kontekście Meronka brzmi też czy za wchodzącym na golfowe wyżyny Polakiem mocniej pójdą sponsorzy (m.in. ci w Polsce) i czy jego sukces pociągnie za sobą na golfowe pola ludzi? Na razie zaciągnęła ich tam pandemia. Ktokolwiek w golfa gra, w ostatnich miesiącach potwierdzał, że na polskich polach było ciaśniej niż przed pandemią. Menadżerowie niektórych obiektów mieli nawet 30 proc. więcej klientów niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Prawdopodobnie spora część Polaków uznała, że golf to w koronawirusowej rzeczywistości jeden z bezpieczniejszych towarzyskich sportów. Poza tym pola golfowe otworzono na początku maja. Baseny, centra fitness i siłownie dopiero w czerwcu, więc golf miał słabszą konkurencję. Jedyne czego można żałować to, że dobre występy Meronka przypadły na czas, kiedy amatorzy wbijania piłeczki do dołków w naszym kraju zapadli w zimowy sen, przez temperaturę, krótszy dzień, a w perspektywie także śnieg. W śnieg grać się nie da, ale temperatura nigdy nie była jakąś szczególną barierą dla Meronka. Zresztą golfiści często mawiają, że na golfa nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani golfiści. Meronk przebywając w Polsce czasem na polu golfowym pojawiał się w styczniu czy lutym. Jeśli wtedy grać się nie dało, a zawodnik chciał potrenować, mógł korzystać też z symulatora w ciepłym pomieszczeniu. Dłuższa przerwa od treningów dla zawodowca nie wchodziła przecież w grę, a Meronk z golfem związany był od dziecka.

Szok w najbogatszej lidze świata. Zmarł jeden z trenerów Dallas Cowboys. Szok w najbogatszej lidze świata. Zmarł jeden z trenerów Dallas Cowboys. "Był kochany i ceniony"

Kilka godzin i pole

Na pola golfowe zabierał go bowiem tata, zapalony gracz. Gdy rodzina Meronków mieszkała w Niemczech, o wizyty na polach golfowych było łatwiej. U naszych zachodnich sąsiadów z infrastrukturą nie było problemu. Po przenosinach do Polski trzeba było kombinować, ale zapał do golfa nie opadł. Zresztą tata Adriana grał w niego bardzo dobrze. - Może był najlepszy w Polsce - uśmiechał się Adrian w rozmowie z portalem Golf Monthly. -Tata wygrał u nas nawet jakieś mistrzostwa, nie wiem, czy to były oficjalne zawody, ale że wtedy w kraju nie było zbyt wielu rywali, mógł być więc najlepszy. Teraz ma siódmy handicap i cieszy się grą - dodawał nawiązując do wydarzeń sprzed dwóch dekad.

Po przeprowadzce do Polski Meronkowie zamieszkali niedaleko Poznania, tyle że by grać wtedy w golfa, trzeba było jeździć pod Szczecin. Podróż trwała godziny. Adrianowi pasja zajmowała więc sporo czasu. Oczywiście tak jak inni młodzi grał on wtedy też w piłkę nożną czy siatkówkę oraz koszykówkę, ale to golfa cenił za "możliwość kontrolowania biegu wydarzeń" no i tylko w tej grze zawsze był przy piłce. Wiedział, że to z golfem chce połączyć swe życie.

o tym jak państwo Meronkowie przeprowadzili się pod Wrocław, dom wybrali już w okolicy pola golfowego, co mocno ułatwiało zajęcia synowi. W Toya Golf & Country Club Adrian poznał zresztą walijskiego trenera. Polak miał wtedy 16 lat, ale spotkanie z Matthew Tipperem było ważnym momentem w jego życiu. To Walijczyk po jakimś czasie uzmysłowił Polakowi, że w tym co robi, jest dobry i powinien starać się o stypendium w Stanach Zjednoczonych, bo tylko tam najlepiej rozwinie się w tym sporcie. Tak się też stało. 4 lata spędzone na East Tennessee State University były dla Meronka trudne, szczególnie na początku. Języka nauczył się jednak szybko, przywyknął do amerykańskich zwyczajów, a że pracowity był zawsze, to efekty pracy na polach golfowych też były widoczne. Do tego doszedł też talent i determinacja. Po studiach, w 2016 roku przeszedł na zawodowstwo, gdzie po trzech latach dostał się do golfowej pierwszej ligi (European Tour), a po czterech latach w RPA wygrał w niej swój pierwszy turniej. Biorąc pod uwagę, że impreza w Afryce była jedynymi prestiżowymi golfowymi zawodami rozgrywanymi w ten weekend na świecie, rywalizację w malowniczej scenerii parku krajobrazowego obserwował cały golfowy świat. Widział jak Polak, niczym antylopy przy rzece, unikał turniejowych zasadzek, jak mądrze polował na kolejne dołki, koncentrując się przed nimi jak lew na polowaniu i z jaką lekkością przypominającą lot jaskółki abisyńskiej słał w powietrze piłkę, która pokonywała kilkaset metrów na pięcioparowych dołkach, szybko zbliżając go do flagi.

Była więc okazja, by Meronka dobrze zapamiętać. Po sukcesie będzie pewnie jeszcze więcej czasu, by hipopotamom, słoniom, antylopom i jaskółkom, które z daleka "kibicowały" golfistom, przyjrzeć się bliżej. Wizyty w słynnym Parku Narodowym Krugera, który graniczy z polem Leopard Creek, są dla uczestników zawodów stałym puntem imprezy.