Branża fitness zadziwiona najnowszą decyzją rządu. "To nie są żarty"

- Mija pięć tygodni, branża pozostaje zamknięta, nowa tarcza nie została uchwalona, a nawet po jej uchwaleniu, nie będziemy w stanie pokryć 5-10 procent kosztów, które już musieliśmy ponieść - w rozmowie z portalem Sportowe Fakty WP powiedział Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness. Branża fitness jest jedną z najbardziej poszkodowanych przez obostrzenia mające na celu poprawę skuteczności walki z koronawirusem.

W sobotę rano premier Mateusz Morawiecki zabrał głos na konferencji prasowej. Przekazał nowe informacje w sprawie obostrzeń wprowadzonych przez rząd w związku z pandemią koronawirusa. Premier zapowiedział luzowanie ograniczeń, ale dotyczyć to ma tylko galerii handlowych i sklepów meblowych. Będą na nowo otwarte od 28 listopada w ścisłym reżimie sanitarnym. 

Zobacz wideo Gikiewicz: Gumny dostaje powołanie, a nie gra. Dlaczego ja mam nie dostać?

Polska na podium w Wiśle! Nowy lider Pucharu NarodówPolska na podium w Wiśle! Nowy lider Pucharu Narodów

Branża fitness nadal zamknięta. "To dla nas niezrozumiałe"

Rząd nie zdecydował się jednak na otworzenie siłowni i klubów fitness. Te pozostaną zamknięte do 27 grudnia. - Idziemy za radą epidemiologów i zdecydowaliśmy się pozostawić zamknięte te obiekty również w okresie świątecznym - tłumaczył Morawiecki. Podobnie ma być również z branżą gastronomiczną.

Takiej sytuacji środowisko fitness nie jest w stanie jednak zrozumieć. - Jest to dla nas niezrozumiałe. Możemy otwierać galerie handlowe i sklepy meblowe, gdzie znowu będzie człowiek na człowieku, a kluby fitness, które są bardzo bezpiecznymi obiektami, już nie. Taka decyzja nie ma żadnych podstaw - w rozmowie z portalem Sportowe Fakty WP powiedział Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness.

DLOKA\SportTak wyglądają indywidualne wyniki w Wiśle! Znakomici Kubacki i Żyła

"Setki ludzi ląduje na bruku"

Tak długie zamknięcie branży fitness może spowodować mnóstwo zwolnień. Może też doprowadzić do upadku wielu siłowni i klubów fitness. - To nie są żarty. Od początku nie były. Bierzemy sprawę na poważnie, ale druga strona chyba nie do końca. Już teraz widzimy pierwsze poważne skutki, czyli upadanie podmiotów, przez co setki ludzi ląduje na bruku - powiedział Napiórkowski. - Wsparcia finansowego, które faktycznie mogłoby coś zmienić, nie ma. Przy klubie fitness, który kosztuje ok. 100 tys. zł miesięcznie, nie licząc wynagrodzeń, z obecnych narzędzi można po części pokryć pensje dla pracowników. Nie chroni ona jednak pracodawcy przed wszystkimi kosztami. Kredyty, czynsze, leasingi to są koszty stałe. Z czego mamy je opłacać skoro drugi miesiąc jesteśmy zamknięci? - dodaje.

W najtrudniejszej sytuacji znalazły się kluby i siłownie, które otworzono na początku 2020 roku. Rząd zdecydował, że im pomoc się nie należy. - Dla nich nie ma żadnego rozwiązania. Są totalnie pominięte na ten moment - zdradził Napiórkowski.