Blanik był trenerem kadry. Po godzinach badał brzydką twarz PZG [PATOGIMNASTYKA]

- Czekam i bardzo chciałbym się z panią prezes spotkać w sądzie - mówi Leszek Blanik. Mistrz olimpijski, mistrz świata i mistrz Europy nie ma wątpliwości, że trzeba jak najszybciej odsunąć od władzy ludzi, którzy - jak wyczerpująco przekonuje - szkodzą polskiej gimnastyce.

Od kilku miesięcy tworzymy na Sport.pl cykl "Patogimnastyka". A Leszek Blanik od kilku lat walczy o to, by polska gimnastyka nie miała przedrostka "pato". Jak walczy? Z kim? Zapraszamy do lektury.

Zobacz wideo Miała być wielka chluba Recapa Erdogana, wyszła kompletna klapa. Najdziwniejsze GP w ostatnich latach [F1 Sport]

Łukasz Jachimiak: Dlaczego uważa pan, że prezes Polskiego Związku Gimnastycznego musi odejść?

Leszek Blanik: Na początku zaznaczę, że wszystko będę mówił nie jako prezes AZS AWFiS Gdańsk, tylko jako Leszek Blanik - były reprezentant Polski i były trener kadry. Mam możliwość mówienia tego, co widzę i z tej możliwości skorzystam. Polska gimnastyka jest w takim stanie, że tracimy zapał zawodników i trenerów, a w końcu tracimy tych ludzi, oni z naszego sportu odchodzą. Działalność prezes Barbary Stanisławiszyn i prowadzonego przez nią związku zabiła marzenia wielu ludzi. Moje również.

Pana trenerskie marzenia?

Tak. Ponad trzy lata temu prezes Stanisławiszyn jednoosobowo podpisała z European Gymnastics umowę na organizację w Polsce mistrzostw Europy w gimnastyce sportowej. Nie poinformowała o tym nikogo, nawet zarządu związku, choć to był jej obowiązek. Nie informowała też o problemach związanych z organizacją mistrzostw. Czekała dotąd, aż doprowadziła do krytycznego momentu. W tym krytycznym momencie znów jednoosobowo podjęła decyzję o wzięciu pożyczki na mistrzostwa od europejskiej federacji. W efekcie jest dług, nie ma pieniędzy na nic i od ponad trzech lat nie ma jak szkolić zawodników.

8. Mistrzostwa Europy w Gimnastyce Sportowej w SzczecinieOficjalnie: Polska gimnastyka zawieszona! [PATOGIMNASTYKA]

Przypomnijmy czytelnikom, że w kwietniu 2019 roku odbyły się ME w Szczecinie. I że z pożyczonych na nie 170 tysięcy euro PZG oddał EG zaledwie 10 tysięcy. Wobec tego w październiku - półtora roku po polskich mistrzostwach - zostaliśmy zawieszeni w prawach członka EG i nasi zawodnicy nie wystartują w kolejnych mistrzostwach Europy.

Zgadza się, zrobiliśmy mistrzostwa, mimo że nie mieliśmy żadnych sponsorów. Zrobiliśmy je za pieniądze miasta Szczecin i z pożyczek, bo poza tą z European Gymnastics była jeszcze inna, od Żeglugi Szczecińskiej. Pani prezes twierdzi, że przez moje krytyczne wypowiedzi o niej i o związku polska gimnastyka nie ma sponsorów. A ja aż do mistrzostw Europy nie wypowiadałem się w mediach. Pani prezes kończy już drugą kadencję i nie zauważyłem, żeby przez te wszystkie lata znalazła chociaż jednego sponsora. Zacząłem mówić krytycznie o pani prezes i o związku półtora roku temu. A pani Stanisławiszyn rządzi od ośmiu lat.

Jak to się stało, że przestaliście współpracować?

W trakcie swojej pierwszej kadencji pani prezes poprosiła mnie o spotkanie i przyjechała do Sejmu, bo jeszcze wtedy byłem parlamentarzystą. To było przed igrzyskami Rio 2016, w 2015 roku. Odpowiedziałem, że dopóki trwają kwalifikacje olimpijskie, to nie chcę się mieszać, ale możemy wrócić do tematu po kwalifikacjach do igrzysk.

Czyli wtedy dostał pan propozycję poprowadzenia kadry?

Nie tylko. Pani prezes chciała, żebym został też osobą wspierającą działania związku. Miałem być twarzą polskiej gimnastyki. Po jakimś czasie rzeczywiście wróciliśmy do tematu, przyjąłem obie role i wywiązywałem się z nich starannie. Czyli prowadziłem kadrę, ale też załatwiałem sprawy na linii związek - ministerstwo sportu.

Nazwisko Blanik otwierało związkowi więcej drzwi?

Często tak było. Stały za mną sukcesy i pamięć ludzi o nich pomagała rozwiązać różne sprawy dla naszej gimnastyki. Na przykład w roku 2018 znacznie obniżona została subwencja dla gimnastyki z ministerstwa, bo wtedy resort postanowił więcej pieniędzy przeznaczać na dyscypliny, które w ostatnich latach przynosiły Polsce medale na igrzyskach. Udało mi się przekonać ministerstwo, żeby gimnastykę jednak lepiej wspomogło. Ale bardzo mnie zdziwiło, że w resorcie nikt na wysokich szczeblach nie wiedział o mistrzostwach Europy, które mieliśmy mieć w kraju już za rok. Zorientowałem się, że pani prezes nie tylko nie miała poparcia Polskiego Związku Gimnastycznego, ale też nawet nie zapytała o zdanie ministerstwa sportu, które odpowiadało i odpowiada za 100 procent budżetu PZG. Koniec końców ministerstwo pomogło i z dofinansowaniem bieżącej działalności, i z organizacją mistrzostw, ale na pewno pomoc byłaby większa, gdyby pani prezes załatwiła sprawę jak trzeba. To był marzec 2018 roku, mistrzostwa były w kwietniu 2019 roku, a po tej marcowej sytuacji kolejny raz zostałem zaskoczony w czerwcu. Wtedy na prośbę prezes Stanisławiszyn umówiłem nas na spotkanie z dyrektorem Departamentu Sportu Wyczynowego, Marcinem Nowakiem. Okazało się, że dyrektor dowiedział się, że będą u nas mistrzostwa dopiero na spotkaniu, w momencie, w którym pani prezes rozpaczała, jak ciężko jest zawody zorganizować, bo czasu zostało niewiele, a pieniędzy nie ma. Będąc uczestnikiem tych spotkań zrozumiałem, że wszystko idzie w tak złym kierunku, że postanowiłem mocniej zainteresować się tematem i różne rzeczy posprawdzać.

Czyli z trenera kadry i twarzy związku przemienił się pan w trenera kadry, który po godzinach bada brzydką twarz związku.

Przede wszystkim zajmowałem się szkoleniem i samą organizacją szkolenia. Ale coraz więcej informacji do mnie spływało. Dowiedziałem się na przykład, że prezes Stanisławiszyn przedstawiała się jako osoba mająca pełny dostęp do sprzętu w Gdańsku, który naprawdę należy do Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu. Twierdziła, że ma zapewnienie, że ten sprzęt otrzyma i od ludzi z European Gymnastics dowiedziałem się, że na naszym sprzęcie planuje zrobić mistrzostwa. Za jakiś czas rzeczywiście próbowała sprzęt przejąć. W październiku 2018 roku przyjechała do Gdańska na otwarcie obiektu i zarazem rozpoczęcie roku akademickiego. Rektor uczelni specjalnie jej nie zapraszał, bo już miał złe doświadczenia ze współpracy z nią. Ale przyjechała, zażądała sprzętu, a gdy spotkała się z odmową, to napisała pismo do rektora, w którym wręcz groziła, że jeśli nie będzie jak ona chce, to całe środowisko i cała Polska dowie się, jaki z rektora wróg dyscypliny. Namówiła też prezesa europejskiej federacji, żeby do nas napisał. I on przysłał pismo, z którego wynikało, że jest przekonany, że właścicielem sprzętu jest PZG, a my nie chcemy go wydać. Zadzwoniłem wtedy do związku z pytaniem czy nikt tam nie jest w stanie powstrzymać tej szaleńczej szarży pani prezes. Przypomniałem, że gdańska uczelnia od ponad 20 lat za darmo udostępnia swoje obiekty kadrze, że rektor i wszyscy jego poprzednicy są bardzo przychylni polskiej gimnastyce i od 1996 roku tworzą tu ośrodek dla kadry, nie biorąc za to żadnych pieniędzy. Po kilku dniach przyszły przeprosiny dla rektora za ton poprzedniego pisma. Ale zostało podtrzymane żądanie, żebyśmy wydali sprzęt. Nie mogliśmy go spełnić.

Dlaczego?

Nawet nie chodzi o to, że pamiętaliśmy, jak pani prezes nie dotrzymała ustnej umowy, gdy minister Adam Korol i dyrektor departamentu Kajetan Broniewski postanowili, że resort sportu przekaże do PZG pieniądze na zakup sprzętu dla naszego budującego się obiektu.

Co wtedy zrobiła prezes Stanisławiszyn?

Kupiła, co miała kupić, ale rozdała to po różnych klubach w Polsce. Bo to był rok przedwyborczy. A przecież o sprzęt do ministerstwa przez długi czas wnioskowała uczelnia, prosiłem ja i ministerstwo wyszło nam naprzeciw, chciało pomóc, widząc szansę na stworzenie prawdziwego centrum polskiej gimnastyki, co zresztą pani prezes obiecywała. W końcu zupełnie tego nie uszanowała. Doszło więc do dużego zgrzytu. I wiarygodność pani prezes mocno spadła. Ale w październiku 2018 roku, gdy chciała wypożyczyć nasz sprzęt, naprawdę większym problemem od jej wcześniejszej polityki, jeśli tak można w ogóle to nazwać, były nasze umowy.

Jakie umowy?

Te, które obiekt zawarł z różnymi podmiotami wynajmującymi halę. Prezes zażyczyła sobie, żebyśmy dali na mistrzostwa wszystko, co mamy na sali i w magazynach. A tu na co dzień trenuje kilka klubów, tu stacjonuje moja akademia i ponadto mieliśmy już zakontraktowane zgrupowania kadr Szwecji i Danii przed mistrzostwami Europy oraz kadrę Hongkongu, która też wybrała taki termin. I najważniejsze - przede wszystkim u nas przed mistrzostwami trenowała reprezentacja Polski. Czy mieliśmy zostawić na lodzie naszych zawodników szykujących się do mistrzostw? Pisałem w tej sprawie do związku i nie dostałem odpowiedzi. Nikt się tym problemem nie interesował. Naprawdę nie mogliśmy oddać całego sprzętu i zamknąć się na trzy tygodnie. Zaproponowaliśmy więc, że wypożyczymy to, co będziemy mogli. I część sprzętu z sali oraz część z magazynów pojechała od nas do Szczecina na mistrzostwa. Za opłatą. Bo rektor uznał, że jeżeli ktoś prowadzi taką politykę, że nie jest wobec naszej uczelni w porządku, to on zachowa się jak powinien z punktu widzenia dobra uczelni. Co ciekawe, pani prezes czuła już wtedy tak mocno nóż na gardle, że nawet nie próbowała negocjować kwoty. Zapłaciła około 130 tysięcy za wypożyczenie sprzętu, który przy sprzedaży byłby wart 550-600 tysięcy złotych. A oczywiście sprzętu i tak było za mało. Dlatego prezes była wściekła i na mnie w środowisku była nagonka prowadzona przez niektóre osoby z zarządu, na przykład przez przedstawicielkę akrobatyki, panią Urszulę Wojtkowiak, prywatnie przyjaciółkę pani prezes. Mówiono, że Blanik nie chciał dać sprzętu i przez Blanika stracimy mistrzostwa. A w końcu, że Blanik dał za mało sprzętu i jeszcze kazał płacić.

Katarzyna JarząbekNie tylko dzieci głosu nie mają. Polski Związek Gimnastyczny kontra kluby [PATOGIMNASTYKA]

W ostatnich miesiącach trochę środowisko poznałem i nagonki na pana nie zauważyłem.

Bo z czasem ludzie zaczęli sobie stawiać te same pytania, które ja stawiałem - po co pani prezes wzięła imprezę, w której nie mieliśmy szans powalczyć o dobre wyniki? Było wiadomo, że nie mamy zawodników na odpowiednim poziomie. Dlaczego prezes zupełnie nie pomyślała o pokryciu finansowym mistrzostw i o działaniach promocyjnych? Pod względem biznesowym wszystko co się działo przy mistrzostwach było dla Polskiego Związku Gimnastycznego - delikatnie mówiąc - niezrozumiałe. Kiedy inne kraje organizują takie imprezy, to z pozyskanych środków żyją później przez dwa-trzy lata. Wiem to od organizatorów z duńskiego Aarhus czy z belgijskiej Antwerpii. A u nas pani prezes podpisała różne umowy i w żadnej nie zapewniła związkowi zysku.

Na czym PZG mógł zarobić? Frekwencja na trybunach była dobra.

Jak przyjeżdżały reprezentacje, to każda płaciła - strzelam - 400 złotych dziennie za każdego swojego gimnastyka-uczestnika mistrzostw. Niech większość z tego weźmie miasto Szczecin, bo ono zainwestowało w mistrzostwa najwięcej, ale dlaczego my nie mieliśmy żadnego zysku? Dlaczego nie braliśmy chociaż 20 czy 10 procent? Nie wiem jak można było podpisać takie umowy. I nie wiem dlaczego pani prezes podpisywała je jednoosobowo. To jest działanie na szkodę związku. A zarząd z jednej strony nie chciał się wtrącać, a z drugiej - jak już się zorientował, że jest problem - to nie chciał o niczym wiedzieć. Potwierdza to odrębne sprawozdanie członka komisji rewizyjnej.

Pan rozmawiał z zarządem? Wie pan od tych ludzi, że prezes Stanisławiszyn działała w pojedynkę?

Oczywiście. Pod koniec 2018 roku miałem szczególną rozmowę z Jarosławem Dudą z zarządu. To bliski współpracownik pani prezes. On do mnie zadzwonił i prosił, żebym pomógł zorganizować jedno spotkanie w ministerstwie. Chodziło o kolejną próbę otrzymania środków na ME. Odmówiłem, tłumacząc, że tej pani nie chcę nigdzie umawiać, bo nie zamierzam się więcej narażać na śmieszność. Ale zaproponowałem mu coś innego - żeby jako osoba blisko związana z panią prezes zaprosił ją na kawę i zaproponował, żeby honorowo zrezygnowała ze stanowiska. Widziałem to tak, że wtedy nowe wybory można by było rozpisać za pół roku, po mistrzostwach Europy, a do mistrzostw związek byłby prowadzony kolegialnie przez zarząd. Tłumaczyłem, że wtedy wszyscy ludzie urażeni polityką pani prezes zaangażują się w pomoc i jeszcze z wielu problemów uda się wyjść. Żadnej odpowiedzi od pana Dudy się nie doczekałem. Szkoda, bo dziś wciąż mamy bardzo duże długi i teraz płacą za nie zawodnicy oraz trenerzy, nie mogąc startować w międzynarodowych zawodach.

160 tys. euro zadłużenia w europejskiej federacji i 150 tysięcy złotych w Żegludze Szczecińskiej to nie jest mało, ale wielu kibiców pewnie przyłoży miarę z bogatszych od gimnastyki sportów i powie, że to niewiele.

Dług jest bardzo duży, bo cała nasza gimnastyka ma tylko trochę ponad milion złotych rocznego budżetu na sport seniorski. Tyle dostaje z ministerstwa sportu. To są pieniądze na szkolenie, na organizowanie wyjazdów na zawody, na start w mistrzowskich imprezach. Czyli na realizację takich zadań, których właśnie związek nie może realizować, bo jest zawieszony. Ministerstwo nie może spłacić długu, ono może dawać pieniądze na szkolenie. Związek musi więc sprzedać sprzęt, który kupił na mistrzostwa. Tylko że i to będzie za mało na spłatę długu. Przecież sprzęt już nie jest nowy. Jak ktoś kupi auto i pojeździ nim półtora roku, to też nie sprzeda go za tyle, za ile kupił, prawda? A związek tego nie rozumie. I nie rozumie, że nie może się domagać od ministerstwa - a podobno chce tak zrobić - żeby ono zamiast na szkolenie wyjątkowo dało pieniądze na spłatę długu. To jest żenujące. Szkolenie już jest w fatalnym, opłakanym stanie. Dlaczego znów ma się wszystko dziać kosztem zawodników?

Pomówmy o fatalnym, opłakanym stanie szkolenia. Czego brakowało prowadzonej przez pana kadrze?

Zawodnicy seniorskiej reprezentacji Polski nie mieli zapewnionej odpowiedniej opieki medycznej. Źle rozpoznawano ich kontuzje, operacje opóźniano o wiele miesięcy.

Z raportu Leszka Blanika o sytuacji polskiej gimnastykiZ raportu Leszka Blanika o sytuacji polskiej gimnastyki Leszek Blanik

Od początku 2019 roku zawodnicy nie mieli też do dyspozycji fizjoterapeuty. I nie mieli zapewnionych posiłków, tylko sami sobie gotowali w akademikach, w których mieszkali. Nie mieli również żadnych odżywek, suplementacji. Nie dostawali kadrowego sprzętu. Mam pytanie do związku: kiedy PZG kupił ostatnio dres reprezentacyjny któremukolwiek zawodnikowi? Ja czegoś takiego nie pamiętam. Ostatnie dresy reprezentacyjne zawodnikom wyjeżdżającym na mistrzostwa Europy w 2016 roku ja załatwiałem. Wszystko jest dziełem pracy u podstaw trenerów. Trener Michał Bogus u juniorów działał tak samo jak ja u seniorów. Jest problem z wyżywieniem, z fizjoterapią, z czymkolwiek? Biegać i załatwiać ma wszystko trener. A dlaczego trener, skoro ktoś w biurze bierze za to pieniądze?

Trener bierze za coś innego czy w ogóle nie bierze?

Mamy taką sytuację, że od sierpnia trenerzy reprezentacji Polski seniorów nie dostają pensji. Bo związek nie ma pieniędzy. A dyrektor męskiej gimnastyki pensję cały czas pobiera.

Pan powiedział kiedyś, że dostawał pensję pod stołem. Słyszałem, że za to pani prezes spotka się z panem w sądzie. Spotkaliście się?

Czekam i bardzo chciałbym się z panią prezes spotkać w sądzie. Wtedy będę mógł ujawnić wszystko, co wiem.

Ale pozew nie przychodzi?

Przyszło wezwanie przedsądowe mówiące, że mam panią prezes przeprosić. Ale mój prawnik odpowiedział, powołując się na kilka dat pewnych maili, i sprawa się skończyła.

Co to za maile?

Na to pytanie Leszek Blanik odpowie w drugiej części rozmowy. Ponadto:

  • pokaże efekt skargi do Ministerstwa Sportu,
  • powie, czy chciałby zostać nowym prezesem Polskiego Związku Gimnastycznego,
  • opowie, jak został sponsorem prowadzonej przez siebie kadry.

Zapraszamy do lektury w niedzielę.