Pracują nad czterema szczepionkami. Tylko po co, skoro pandemia nie ma z nimi szans? "To nie jest propaganda"

Wietnam ma 96 milionów obywateli. Tworzy już cztery szczepionki na COVID-19. Ale w Wietnamie nikt na covid nie umiera, a ludzie, jak przed pandemią, znów chodzą na koncerty i mecze. Propaganda, prawda? - To nie jest propaganda - mówi mieszkający w Ho Chi Minh Mariusz Steckiewicz, trzykrotny mistrz Europy w Taekwon-Do ITF. A jak się Panu żyje ze świadomością, że jest pan śledzony?

"The Diplomat" wybiera imię Khoa. Tak nazywa bohatera tekstu. Mężczyzna przylatuje do Hanoi z Londynu. Z lotniska trafia do obowiązkowej strefy kwarantanny. Na dwa tygodnie. Nie jest zaskoczony. Ta procedura (plus seria testów) obowiązuje wszystkich, którym przylecieć do Wietnamu pozwolą władze kraju.

Zobacz wideo Krychowiak zamknięty w podmoskiewskim lesie. "W tym miesiącu byłem 2-3 razy w domu" [SEKCJA PIŁKARSKA #70]

"Ale Khoa nie spodziewał się, ani że zamieszka w przebudowanych koszarach wojskowych, ani że o siódmej będzie go budził płynący z głośników hymn Wietnamu, ani że będzie dostawał posiłki od umundurowanych żołnierzy i razem z nimi będzie słuchał patriotycznych pieśni o tematyce wojennej" - pisze magazyn traktujący o krajach Azji.

Khoa - jak czytamy w "The Diplomat" - zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy opuścił koszary. Bo wtedy zrozumiał, że cały Wietnam wygląda tak, jak strefa, w której przebywał na kwarantannie. "Khoa spodziewał się, że ta atmosfera zniknie po negatywnym wyniku testu na obecność COVID-19 i po opuszczeniu koszar. Ale już w podróży do domu szybko zdał sobie sprawę z tego, że militarystyczne obrazy nie kończą się u bram obozu kwarantanny".

26.10.2020, Turyn, manifestacja przeciwko obostrzeniom mającym zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa.Na ulicach Włoch zanikł podział na lewicę i prawicę. "Jesteśmy krok od upadku"

"Urabiam sobie ręce po łokcie. Trenuję więcej ludzi niż przed pandemią"

Tą relacją nie jest zaskoczony Mariusz Steckiewicz. - Walka z koronawirusem od samego początku była tu bardzo mocno wspierana przez wojsko. Od początku koszary były miejscami kwarantanny. Poza tym jest tu duże zdyscyplinowanie i przestrzeganie zaleceń - mówi nam trzykrotny mistrz Europy w Taekwon-Do ITF, który mieszka w Wietnamie od 11 lat.

W dziewięciomilionowym mieście Ho Chi Minh (dawniej Sajgon) Polak prowadzi centrum sportowe z siłownią i zajęciami m.in. z Taekwon-Do ITF, boksu i kick-boxingu. Znów prowadzi, bo kiedy rozmawialiśmy w kwietniu, musiał swój biznes zamknąć.  

- Wiosną musieliśmy zamknąć klub na pięć czy sześć tygodni, ale teraz wszystko działa znakomicie. Za trzy tygodnie organizuję zawody Taekwon-Do tradycyjnego dla dzieci. Treningi personalne wypełniają mi cały czas, urabiam sobie ręce po łokcie. Frekwencja jest znakomita, mam więcej ludzi niż przed pandemią - mówi teraz.

- Sytuacja wydaje się być ustabilizowana. Po pierwszej fali bez ofiar śmiertelnych [kiedy rozmawialiśmy w połowie kwietnia, Wietnam oficjalnie potwierdzał niespełna 300 zachorowań, ale nie zanotował ani jednej śmierci] mieliśmy kilka miesięcy spokoju. Niestety, pod koniec lata pojawiły się przypadki pozytywne, które - według oficjalnych źródeł - zostały przywiezione przez nielegalnych imigrantów z Chin. Przez pewien czas mieliśmy duży wzrost liczby pozytywnych testów - dodaje Steckiewicz.

"To nie jest takie śledzenie, że ktoś za ludźmi chodzi"

Jak duży jest ten wzrost? Oficjalne dane mówią, że od początku pandemii koronawirus zaatakował zaledwie 1207, a zabił 35 osób przebywających na terenie Wietnamu, w którym żyje aż 96 milionów ludzi. Jak to możliwe, że 15. największa populacja świata to jednocześnie dopiero 165. kraj najbardziej dotknięty koronawirusem? Czy można wierzyć w liczby mówiące, że na przykład 5 listopada Wietnamowi przybyło czterech zakażonych, dzień wcześniej tylko jeden, a od dwóch miesięcy nikt nie zmarł tam na covid?

Wiosną Wietnam za skuteczną walkę z pandemią chwaliła Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). - Aktywność i konsekwencja w działaniu to najlepszy sposób - mówił wtedy Kindong Park. "Aby podjąć walkę z koronawirusem, Wietnam ustanowił rygorystyczne zasady kwarantanny i przeprowadził pełne śledzenie wszystkich osób, które miały kontakt z wirusem. Na przykład 12 lutego Wietnam poddał kwarantannie całe 10-tysięczne miasto w pobliżu Hanoi na trzy tygodnie. W tym czasie w całym kraju było tylko 10 potwierdzonych przypadków COVID-19" - pisało "Deutsche Welle".

- To nie jest propaganda. Każdy przypadek jest cały czas śledzony i izolowany. Ten rząd wie, jak wykorzystać informacje i jak śledzić ludzi. Na początku drugiej fali na północy Wietnamu zdarzało się, że wojsko izolowało całe miejscowości - mówi Steckiewicz.

Komuniści rządzący Wietnamem stawiają na rozwiązania podobne do tych, które stosują Chiny, choć Wietnam nie jest bogaty i nie ma takich technologicznych możliwości.

- Oczywiście wietnamski rząd zbiera dane i nie wiadomo jak one zostaną wykorzystane w przyszłości, ale teraz, w pandemii, społeczeństwo popiera takie działania. Mówię nie tylko o Wietnamczykach, również obcokrajowcy czują się bezpiecznie. Przecież to nie jest takie śledzenie, że ktoś za ludźmi chodzi [w dużej mierze odbywa się one z wykorzystaniem telefonów i internetu]. A jeśli kupuję bilet na samolot i później dowiaduję się, że leciał ze mną ktoś z pozytywnym wynikiem testu na covid, to dobrze wiedzieć, że władze na pewno odszukają wszystkich pasażerów, przetestują i jeśli trzeba, odizolują. To działa, dzięki temu mimo pandemii można żyć normalnie - tłumaczy Steckiewicz.

Angela MerkelAngela Merkel pod ostrzałem po kolejnych obostrzeniach. Prezes Borussii: Nasz koniec jest blisko

Liga studencka, a trybuny jak kiedyś na Lidze Mistrzów

Z jego relacji wynika, że drugą falę pandemii Wietnam zwalcza jeszcze lepiej niż pierwszą. - Reakcja władz na zwiększającą się liczbę zachorowań znów była natychmiastowa, ale zdecydowanie mniej inwazyjna, jeśli chodzi o usługi i przemysł. Lokalne władze skupiły się na śledzeniu zakażonych i osób, z którymi chorzy mieli kontakt, a dla ogółu nie wprowadzono praktycznie żadnych obostrzeń. Restauracje, zakłady usługowe, siłownie, kluby sportowe są otwarte bez ograniczeń - mówi Steckiewicz.

Normalnym rytmem toczą się sportowe rozgrywki. Jak zawsze dużym zainteresowaniem cieszą się mecze piłkarskie. Na dowód Steckiewicz odsyła nas do relacji z losowo wybranego spotkania ligi studenckiej. - To jest po wietnamsku, ale nie trzeba czytać, wystarczy zerknąć na klip, żeby zobaczyć jaka jest frekwencja. I że nie jest zachowywany żaden dystans, bo to niepotrzebne - mówi.

Liga studencka w WietnamieLiga studencka w Wietnamie Screen z nld.com.vn

Tajfuny zabijają, covid nie. A tematem szczepionka

Przegląd wietnamskich mediów pozwala zauważyć, że kraj chce się promować na wszelkie możliwe sposoby, a jednocześnie musi działać tak, by odbudowywać gospodarkę, bo w niej ofiar jest znacznie więcej niż w ludziach.

Wiosną pisaliśmy, że Wietnam eksportuje coraz więcej maseczek. To ciągle trwa, a nawet firma Dony Garment z Hoi Chi Minh wyrosła na światowego giganta, który swoje atestowane i certyfikowane produkty wysyła m.in. do Polski.

Teraz Wietnam liczy na jeszcze większy sukces. "Ministerstwo zdrowia apeluje do firmy Nanogen o przygotowanie szczepionki do testów na ludziach jeszcze w listopadzie" - pisze "VnExpress". Nguyen Ngo Quang z ministerstwa mówi tam, że badania kliniczne mają się odbyć w trzech etapach, w których szczepionka na covid ma być sprawdzona najpierw na 20, a następnie już na 600 i aż na 10 tysiącach osób. "Wietnam bada już cztery szczepionki na COVID-19, a ta od firmy Nanogen uznawana jest za najbardziej obiecującą" - pisze gazeta z Hanoi.

"Do tej pory Wietnamowi udawało się zapobiec epidemii, jednak ryzyko nadal istnieje. 6 listopada w parlamencie znów dyskutowano o szczepionkach. Spośród czterech jednostek badawczych w Wietnamie dwie mają rozpocząć testy na ludziach jeszcze w tym roku" - czytamy w kolejnym tekście "VnExpress". "Wierzę, że pod koniec 2021 roku będziemy mieli gotową szczepionkę, a COVID-19 do tego czasu na pewno nie zniknie" - twierdzi wicepremier Vu Duc Dam.

- Wietnam pracuje and szczepionką i faktycznie słyszy się, że badacze odnotowują postęp. Ale w ostatnich tygodniach uwaga społeczeństwa skupia się jednak na tym, że kraj co kilka dni jest nawiedzany przez tropikalne tajfuny, które pustoszą centralną część oraz powodują duże straty, również w ludności - mówi Steckiewicz.

Komuniści rządzący Wietnamem z tematu pandemii nie rezygnują, bo oznacza on dla nich zysk. - Sukces kraju w walce z COVID-19 został zauważony przez WHO i inne kraje, więc to podnosi jego prestiż, a tego Wietnamczycy łatwo nie będą chcieli odpuścić - zauważa nasz rozmówca.

Formuła 1 zatrzymana, bo rząd będzie rozpędzał gospodarkę

Właśnie ze względów prestiżowych wydarzeniem roku 2020 miało być dla Wietnamu zorganizowanie Grand Prix Formuły 1. Najważniejsza, najpopularniejsza i najdroższa seria wyścigowa świata do Hanoi nie dojechała, bo w kwietniu wszystko i wszystkich zatrzymała pandemia. A Vietnam Insider" napisał kilka dni temu (4 listopada), że choć Wietnam jest jasnym punktem na koronawirusowej mapie świata, to nie będzie palił się do szybkiego zaproszenia do siebie F1, gdy już pandemia się skończy.

W dokumencie sformułowanym pod koniec października po XIII Zjeździe Partii stwierdzono, że pandemia może mieć negatywny wpływ na plan rozwoju państwa na lata 2021-2025. Uznano zatem, że zamiast wydawać setki milionów a może nawet miliardy dolarów na Grand Prix, trzeba wszystkie zasoby skoncentrować na ożywianiu miejscowej gospodarki.

- Zdecydowanie najbardziej osłabiona została turystyka. Ona praktycznie zamarła przez ograniczenia w transporcie międzynarodowym. Lokalnych turystów jest za mało, żeby podtrzymać turystykę przy życiu - dzieli się swoimi spostrzeżeniami Steckiewicz.

"Vietnam Insider" podaje, że od początku tego roku do końca sierpnia w Wietnamie zamknięto 68 900 firm, czyli aż 20 proc. Poza tym aż 76 proc. firm ma problemy ze zrównoważeniem przychodów i wydatków.

Miecz obosieczny im niestraszny? "To wciąż ci sami ludzie"

Wycofanie się z chęci goszczenia Formuły 1 wygląda w tym kontekście jako pomysł rozsądny. Władze zbierają więc kolejne punkty u obywateli. Ale taki sukces dla rządzącej partii na dłuższą metę może się okazać kłopotem. "Wietnamski sukces w walce z COVID-19 to obosieczny miecz dla partii komunistycznej" - twierdzi "The Diplomat".

Zdaniem magazynu rząd zwiększa zaufanie do siebie w społeczeństwie, prowadząc jasną politykę w sprawie pandemii, a wobec tego społeczeństwo zaczyna oczekiwać, że i w innych sferach ta polityka będzie podobna. Z tekstu wynika, że widząc jak państwo szybko przekazuje mediom wszelkie informacje dotyczące walki z wirusem, ludzie chcieliby, żeby tak było też w innych sprawach. "Na przykład ponad sześć miesięcy po krwawym starciu między policją a mieszkańcami wioski, w sprawie długotrwałego sporu o ziemię w gminie Dong Tam na przedmieściach Hanoi, faktyczne wydarzenia tego konfliktu nie zostały ujawnione opinii publicznej. Jednym z możliwych skutków sukcesu walki z COVID-19 jest to, że ci, którzy wcześniej nie znali polityki, mogą nagle pomyśleć, że przejrzystość może być rozwiązaniem innych problemów" - czytamy.

- Moim zdaniem pomimo zdecydowanego sukcesu w walce z wirusem w Wietnamie nie odczuwa się zwrotu, jeśli chodzi o otwartość rządzących elit. To jest wciąż ten sam rząd i ci sami ludzie, do zmian politycznych jeszcze tu bardzo daleko. Tutaj informacje wciąż są cenzurowane, jeśli uderzają we władze - podsumowuje Steckiewicz.