Wielkie testowanie na Słowacji. "Nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik"

- W sobotę i niedzielę ma zostać przetestowana cała Słowacja. Od poniedziałku wszyscy muszą nosić przy sobie certyfikat, że mają negatywny test - mówi nam słowacki siatkarz Michal Masny. - Nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik - dodaje.

Łukasz Jachimiak: Słowacja jest pierwszym krajem na świecie, który robi testy na koronawirusa wszystkim swoim obywatelom. Opowiesz, jak wam idzie?

Michal Masny: Zgadza się - w sobotę i niedzielę ma zostać przetestowana cała Słowacja. Nie muszą iść na test dzieci do 10. roku życia i osoby w wieku od 65 lat wzwyż. Ale wtedy automatycznie mają oni 10 dni kwarantanny. Bo od poniedziałku wszyscy muszą nosić przy sobie certyfikat, że mają negatywny test.

Słowacja ma ponad pięć mln obywateli - czy dwa dni wystarczą do przetestowania wszystkich, nawet jeśli odliczymy najmłodsze dzieci i seniorów?

Właśnie nie wiadomo. Jest problem, bo nie do końca jest zapewniony personel medyczny. Gdyby był większy, nie byłoby zagrożenia, a tak nie do końca jest pewne, czy medycy zdążą wszystkich zbadać. Testowanie ma się skończyć do godziny 21:30 w niedzielę. Na szczęście moja rodzina już się przetestowała.

Z jakimi wynikami?

Wszyscy są negatywni - obie córki, była żona, mama, obaj bracia - więc mogę spokojnie spać w Bydgoszczy [Masny jest siatkarzem Visły Bydgoszcz].

Szybko dostali wyniki.

Tak, słowacki rząd kupił szybkie testy. To wymazy z gardła i z nosa, ale wynik jest do pół godziny, a nie tak późno jak w Polsce.

Słowacy czują dumę z tego narodowego testowania? Najbogatszym krajem świata nie jesteście, a jednak wasz rząd znalazł duże pieniądze na miliony testów. I widzę, że wasz rząd się chwali. Choćby tym, że o przekazanie doświadczeń poprosiła go już Wielka Brytania.

Ale nie wszyscy w rządzie się zgadzają z rozporządzeniem ministra zdrowia. Te testy mają podobno skuteczność około 60 proc. Czyli może być tak, że komuś wyjdzie wynik negatywny, a tak naprawdę on będzie miał wirusa. Pani prezydent mówiła, że testy z tylko taką skutecznością chyba nie są potrzebne. Wielu polityków mówiło, że taka akcja masowa wymaga lepszego przygotowania. Nie do końca wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Co będzie, jeżeli ktoś nie zdąży zrobić testu? Czy w poniedziałek nie będzie mógł wyjść z domu, jechać do pracy? Takie pytania sobie ludzie zadają. I spodziewają się, że będą z tego duże kłopoty. Wyobraź sobie taką sytuację: jest małżeństwo, mieszka razem. Mąż idzie na test w sobotę, ma wynik negatywny, a żona idzie w niedzielę i ma pozytywny. Co w takiej sytuacji? Żona trafi do ośrodka, w którym dostanie pomoc (chociaż nie wiadomo czy jest przygotowanych odpowiednio dużo miejsc), ale przecież z mężem siedziała w domu w sobotę, w niedzielę, więc jemu w sobotę covid nie wyszedł, ale już w niedzielę mógłby wyjść.

Czytałem, że tydzień temu w szczególnie dotkniętych pandemią powiatach przeprowadzono pilotażowe testowanie i że ono dało dobry efekt.

To prawda. Tydzień temu zrobiono testy wszystkim w trzech miastach, w których było bardzo dużo zakażeń.

I pięć dni po testach wykryto w tych miastach tylko dziewięć, dziesięć i dwanaście przypadków, a nie po kilkaset jak wcześniej.

Tak, a teraz te miasta będą miały powtórne testy. Nie ominęło ich. Może to coś da. Czas pokaże. Chociaż kolejnym problemem jest to, że ludzie się tłoczą. Przez cały miniony tydzień na Słowacji był zakaz wychodzenia z domów. Można było wybrać się tylko do pracy i do sklepu po niezbędne rzeczy. A teraz nagle skupiają wszystkich ludzi w kilku miejscach i godzinami trzymają ich w długich kolejkach. Niby ma być zachowywany bezpieczny odstęp, ale wiem z relacji rodziny, że na przykład u jednego brata było spokojnie, on z żoną załatwili wszystko w pół godziny, za to mama czekała dwie godziny. I widziała, że można sobie trzymać dystans, ale w kolejce na dwa tysiące ludzi zawsze ktoś kichnie, zakaszle i wtedy nawet maseczki mogą nie pomóc.

Sport na Słowacji z pandemią wygrywa czy raczej nie?

Coś tam się toczy, jest podobnie jak w Polsce. Jednym się udaje grać, innym nie i trzeba przekładać. Walka trwa.