"Tak wszystko zostało przedstawione, jakby biedne dzieci trenowały w epoce kamienia łupanego". Anna Kwitniewska próbuje bronić dyscypliny i pani prezes [PATOGIMNASTYKA]

- Są nawet tacy ludzie, jak fizjoterapeuci, praktycznie na każde zawołanie. A tak wszystko zostało przedstawione w tych artykułach, jakby biedne dzieci trenowały w epoce kamienia łupanego - mówi Anna Kwitniewska. Olimpijka z igrzysk Atlanta 1996 zgłosiła się do Sport.pl, żeby powiedzieć, że patogomnastyki nie ma, a prezes Maria Mrozińska to autorytet.

Łukasz Jachimiak: Po publikacjach Sport.pl o patologiach w polskiej gimnastyce odezwała się pani do mnie z informacją, że wiceprezes PZG Maria Mrozińska to pani autorytet i chce pani stanąć w jej obronie. Proszę bardzo - co chce pani powiedzieć?

Anna Kwitniewska: Chcę stanąć w obronie Marii Mrozińskiej i w obronie gimnastyki artystycznej. Jest nagonka na sporty gimnastyczne i w ogóle na sport wyczynowy. Generalnie nie mieszam się w media, ale wydaje mi się, że potrzebny jest mój głos. Głos jednej z osób, które w polskiej gimnastyce artystycznej dokonały najwięcej.

Zobacz wideo

Jest pani olimpijką z Atlanty z 1996 roku.

- Zgadza się. Jestem sześciokrotną mistrzynią Polski, dwa razy zdobyłam kwalifikację olimpijską. I muszę stanąć w obronie gimnastyki.

Czego konkretnie chce pani bronić, co pani zarzuca mi i osobom, które w serii artykułów na Sport.pl opowiedziały o różnych nieprawidłowościach?

- Pan jest może tylko przekaźnikiem. A osoby, które się wypowiadały, muszą pamiętać, że sport wyczynowy jest bardzo ciężki. Każdy. Nieważne czy to gimnastyka artystyczna, sportowa, akrobatyka, lekkoatletyka czy szermierka. Sport wyczynowy wiąże się z poświęceniem zawodnika, z poświęceniem trenerów i działaczy. Bo to nie tylko zawodnik, ale cały sztab ludzi pracuje. Musimy się liczyć z tym, że trzeba poświęcić swoje życie, swój prywatny czas, że musimy w to włożyć mnóstwo pracy. Gimnastyka jest, niestety, sportem bardzo trudnym. Tu już dziecko musi być nauczone dyscypliny. Czy to jest dobre, czy złe, tego nikt nie wie. To mogą powiedzieć osoby, które trenowały.

I z takimi osobami rozmawiałem.

- Ale mamy wolną wolę i jeżeli coś nam się nie podoba, to kończymy. A jeżeli jako zawodnik decyduje, że chcę się poświęcić, to muszę wiedzieć, z czym to się je, a nie mówić, że pani mi coś kazała. Nie jesteśmy ubezwłasnowolnieni.

Często dorosłym jest trudno wyplątać się z trudnej, toksycznej sytuacji, a mówimy o gimnastyce, w której - jak sama pani zauważyła - wyczyn zaczynają dzieci. Często jest tak, że te kilkuletnie dzieci czegoś się boją, ale o tym nie mówią i mimo wszystko trwają w czymś, z czym sobie nie radzą.

- Tak, tylko że bardzo często o traumie mówią zawodnicy, którzy bardzo chcieli osiągnąć sukces, a go nie osiągnęli.

To chyba naturalne, że ich rozczarowanie jest większe?

- W każdej dziedzinie życia jest tak, że jak czegoś nie osiągniemy, to od tego uciekamy. Ale powiem panu o gimnastyce na moim przykładzie. Zaczęłam trenować, mając pięć lat. Czyli byłam bardzo małym dzieckiem. Mając lat osiem i 10 odchodziłam ze sportu. Bo już mi się nie chciało, bo myślałam, że pójdę na plastykę albo będę jeździła na rowerze. Ale wracałam, bo chciałam osiągnąć sukces. Sportowy. Mama chciała mnie dać do szkoły baletowej, ale powiedziałam, że nigdy tam nie pójdę, ponieważ ja chcę zdobywać medale, wygrywać. Sukces przyszedł, gdy miałam 14 lat. Trenowałam dziewięć lat, żeby wygrać pierwsze zawody, mistrzostwa Polski juniorek. Nie byłam multitalentem, nie wróżono mi superkariery. Całe swoje życie poświęciłam sportowi. I całe moje życie wiąże się z tym sportem. Jako zawodniczka odchodziłam z gimnastyki, mając 21 lat, ale moja dalsza kariera życiowa jest nadal związana z gimnastyką i ze sportem. Pracowałam 10 lat jako wykładowca Akademii Wychowania Fizycznego. AWFiS oddelegował mnie, jako znanego sportowca, na studia doktoranckie na Uniwersytet Ottona von Guerickego w Magdeburgu. W którymś momencie życia stwierdziłam, że chcę być kulturystyką, bo dalej chciałam zdobywać medale. Sport wyczynowy jest w głowie. Mówienie o traumach? Każdy jakieś ma. Każdy coś przeżywa.

Jakie pani ma traumy i jak je pani przepracowała?

- Szczerze: nie mam żadnej traumy. Na mnie jako na zawodniczkę nigdy nikt nie podniósł głosu. A moją trenerką była pani Maria Mrozińska, pracowałam również pod okiem trenerek z Ukrainy i Rosji. Wcześniej miałam inną trenerkę, z którą się rozstałam, bo to była moja decyzja.

Czym spowodowana?

- Byłam już wtedy dorosła, miałam 17 lat i stwierdziłam, że nie ma między nami chemii. I przeszłam do innej trenerki bez żadnych komplikacji.

Nie było karencji?

- Nie, bo przeszłam wewnątrz klubu od jednej trenerki do drugiej. A karencje w przypadku zmiany klubu są zawsze. Bo my nie mamy transferów jak w piłce nożnej. Zresztą, ja tych przepisów dokładnie nie znam, nigdy mnie to nie dotyczyło.

Z relacji prezesów polskich klubów gimnastycznych wynika, że te przepisy są bardzo niejasne i różnie stosowane.

Katarzyna JarząbekNie tylko dzieci głosu nie mają. Polski Związek Gimnastyczny kontra kluby [PATOGIMNASTYKA]

- Ja sama oddałam teraz cztery swoje zawodniczki z młodego klubu, który się rozwiązał do innego klubu i nie było żadnych problemów. Nie mieliśmy finansów, żeby utrzymać klub, a klub SGA Gdynia zgodził się je przyjąć poza oknem transferowym.

SGA Gdynia, czyli klub, gdzie Anna Mrozińska jest prezesem, a Maria Mrozińska jest w zarządzie.

- Tak i dziewczynki dalej normalnie trenują, dojeżdżają z Gdańska do Gdyni.

Pani działa teraz w gimnastyce jako kto, skoro pani klub się rozwiązał?

- Jestem nadal trenerem, bo trenerem się nie przestaje być. Współpracuję z SGA Gdynia, jeśli jest taka potrzeba. Ale jestem też po kursie sędziowskim. Trochę się przebranżowiłam, poszłam w cheerleading. Prowadzę trzy profesjonalne grupy. Pod moim okiem trenują również zawodniczki fit kid. To połączenie fitnessu, gimnastyki, akrobatyki, tańca i show. Prowadzę aktualne mistrzynie Polski, Europy i świata w różnych kategoriach wiekowych. Mam też w swojej szkole grupę gimnastyczną, rekreacyjną. Najlepsze zawodniczki oddaję na wyczyn i odwrotnie: są u mnie dziewczynki po gimnastyce wyczynowej, które odeszły, ale nadal chcą trenować, tylko nie tak intensywnie. Będąc tyle lat w gimnastyce, wiem, że to jest sport elitarny. Do tego sportu nie każdy się nadaje. Tu następuje naturalna selekcja.

Chyba w każdym sporcie tak jest.

- No nie, proszę. Piłkarze?

Co piłkarze?

- W jednym mieście trenuje po 500 samych pięcio- i sześciolatków.

A ilu z nich zostaje piłkarzami? Odpada o wiele więcej chętnych niż w gimnastyce.

- Bo jest większy nabór.

Zgadza się. Trudno się przebić.

- Ale w gimnastyce trzeba kilkunastu różnych składowych, żeby była zawodniczka. W piłce jest ich mniej. Co nie znaczy, że piłkę neguję. Absolutnie nie. Sama pracowałam z piłkarzami, w ekstraklasie [w Arce Gdynia]. Ale piłkę może zacząć trenować każdy, a gimnastyki nie.

Kto już na starcie nie ma szans w gimnastyce? Dziecko z otyłością? Dziecko bez przeprostów?

- Jeżeli przyjdzie dziewczynka bardzo sztywna, z krótkimi więzadłami, z krótkimi mięśniami, to nigdy w życiu ona się nie rozciągnie. Jeżeli przyjdzie dziecko bardzo otyłe, to trzeba to dziecko ratować, bo otyłość jest w Polsce ogromnym problemem. Jak przyjdzie dziewczynka, która nie jest gibka, to nie będzie z niej gimnastyczki. Tancerza też pan przecież nie zrobi z kogoś, kto nie słyszy muzyki. Do każdego sportu jest selekcja. Więc nie negujmy tego, że ona jest też w gimnastyce.

W jakim momencie to zostało zanegowane? Czy w którymś z tekstów na Sport.pl pojawił się taki zarzut wobec polskiej gimnastyki? Problemy są inne - głodzenie dzieci, zastraszanie ich, niedbanie o ich zdrowie, niesprawiedliwe sędziowanie itd.

- Ale z naszej rozmowy wyszło, że problemem jest, że nie każdy może zostać gimnastyczką. A tak po prostu jest. Tak samo nie każdy może zostać lekkoatletą i nie każdy może zostać siatkarzem. Bo różne są predyspozycje ciała.

Zostawmy proszę już ten truizm, że sport wyczynowy jest trudny. Przeciwko czemu chce pani zaprotestować? Co chce pani powiedzieć, na co zwrócić uwagę?

- Chcę powiedzieć choćby o głodzeniu. Ja dawno temu, mając lat 17, miałam dietę rozpisaną przez Centralny Ośrodek Medycyny Sportowej w Warszawie, dostawałam suplementację, dbano o mnie tak, jak do dzisiejszego dnia nikt inny o mnie nie dbał. Naprawdę miałam zapewnioną najlepszą opiekę. I teraz też ona jest zapewniona. Są nawet tacy ludzie jak fizjoterapeuci praktycznie na każde zawołanie. A tak wszystko zostało przedstawione w tych artykułach, jakby biedne dzieci trenowały w epoce kamienia łupanego.

Katarzyna JarząbekKatarzyna Zbroja ostrzega i ujawnia patologię. "Trzeba uchronić kolejne dziewczyny" [PATOGIMNASTYKA]

Zawodniczki trenujące w tej - współczesnej - epoce polskiej gimnastyki opowiedziały, że nigdy nikt nie rozpisał im diety, że brakowało im fachowej opieki. One wystąpiły pod swoimi nazwiskami i nie mam powodu, żeby uważać, że mówią nieprawdę. Może w pani czasach związek zapewniał lepszą opiekę niż teraz? Pokrywałoby się to z tym, co mówi Leszek Blanik, który wspomina, że kiedyś lekko nie było, ale standardy zapewniano, natomiast gdy jeszcze w ubiegłym roku był trenerem męskiej kadry, to pieniędzy nie było na nic, więc nie było współpracy z żadnymi fachowcami, a ekipa musiała sama sobie kupować nawet jedzenie czy odżywki.

- Jak cztery lata temu współpracowałam z kadrą narodową, to dziewczyny miały i fizjoterapię, i wszędzie jeździł z nimi masażysta, miały też full odnowę biologiczną. Mogę powiedzieć tylko o tym, co ja widziałam. Jestem zdziwiona takimi informacjami. Tak jak tymi historiami o głodzeniu.

Nie wierzy w nie pani?

- W stu procentach się zgadzam z tym, że zawodniczki muszą być szczupłe. To jest podstawa. I bardzo ważne jest, jak te dzieci jedzą w swoich domach. Bo przecież one mieszkają w domach, a w nie gimnastycznych ośrodkach. O mnie moja mama zawsze dbała. O zdrowe żywienie. I teraz panu powiem, po co zawodniczka musi być bardzo szczupła. Chodzi o to, żeby nie obciążać stawów. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby każda dziewczyna założyła na plecy pięciokilogramowy plecak i z nim skakała tysiące razy na treningach. Przecież stawy dostają bardzo mocno w kość. Tu chodzi nie tyle o estetykę, co o zdrowie. Ja swoim dziewczynom nie zakazuję jeść, ale mówię im, żeby uważały, co jedzą. I wiem, że wszystko zależy od rodziców.

Nie wtedy, kiedy dziecko jest na zgrupowaniu kadry i słyszy od trenerek, że ma przyjąć nie więcej niż tysiąc kalorii dziennie. Ile kalorii gimnastyczka spali przez jeden dzień treningu?

- Był pan kiedyś na treningu gimnastyki artystycznej?

Tak.

- I widział pan taki trening od początku do końca?

Bardziej rozmawiałem z trenerami i prezesami klubów podczas takich treningów, niż pilnie obserwowałem wszystkie ćwiczenia.

- No właśnie, a taki trening to nie jest wysiłek maksymalny przez cały czas. Jest rozciąganie, czyli statyka. Potem jest rozgrzewka i są inne elementy. I dopiero są układy, czyli najbardziej intensywna część, gdzie potrzebny jest wulkan energii.

Chce pani powiedzieć, że tysiąc kalorii dziennie wystarczy?

- Nie mówmy o kaloriach. Mówmy o tym co się je i jak się je.

Myślę, że trzeba mówić o kaloriach, kiedy ktoś dostaje ich zdecydowanie za mało.

- Ja jestem też kulturystką, rozpisywałam żywienie, kończyłam żywienie i wiem, że trzeba mówić nie o kaloriach, tylko o tym skąd i jak energia jest dostarczana.

Skąd to wiedzieć, jeśli nie bazuje się na planach od dietetyków?

- Ale skąd to pan wie?

Z relacji ludzi, z którymi rozmawiałem.

- A ja sama, osobiście, widziałam diety dziewczyn. Przyjechał pan kiedyś do trenerek i z nimi rozmawiał?

Proponowałem rozmowy. Od pani Hanny Narloch nie dostałem odpowiedzi, pani Izabella Kwiecień odmówiła, na spotkanie z Marią Mrozińską czekam.

- A nie dostał pan zaproszenia na przykład do Giżycka, na obóz kadry? Bo z tego co wiem, dostał pan.

Dostałem, kiedy byłem na urlopie. Poprosiłem o inny termin i od lipca mi go nie wyznaczono.

- A czemu nie może pan się umówić teraz?

Teraz prezes Mrozińska zaproponowała mi spotkanie z nią i z całym zarządem sekcji gimnastyki artystycznej. Mam nadzieję, że do tego spotkania dojdzie [miało do niego dojść w październiku, ale prezes Mrozińska poinformowała mnie, że najbliższy możliwy termin to połowa grudnia].

- Wie pan co, ja cały czas się zastanawiam jaki jest cel tego wszystkiego. To mnie martwi.

Co konkretnie?

- Że jestem jedyną zawodniczką z tych topowych, która z panem rozmawia, a cały czas widzę opór.

Czego pani ode mnie oczekuje? Że przekreślę wszystko, co usłyszałem od wielu osób opowiadających o swoich trudnych przejściach z gimnastyką? Pani uważa, że ci ludzie mijają się z prawdą? Że nie wiedzą jak jest?

- Ma pan trzy osoby, które powiedziały, że to jest złe, tamto jest złe i że gimnastyka to masakra.

Trzy osoby?

- No Weronika Berniak, Kasia Jarząbek i prezes klubu z Sosnowca.

Prezesów występujących pod nazwiskami jest trzech w jednym artykule. A rozmawiałem też z innymi, którzy z różnych przyczyn nie zdecydowali się na ujawnienie swoich nazwisk. Tak samo jest z zawodniczkami i zawodnikami. Publikacje Sport.pl o patologiach w polskiej gimnastyce zaczęły się od wypowiedzi olimpijczyka z gimnastyki sportowej, który opowiedział o doświadczeniach swoich i swojej żony, również olimpijki z gimnastyki sportowej.

- Ale ja nie mówię o gimnastyce sportowej, bo to mnie nie dotyczy.

A ja mówię o całej gimnastyce, bo zajmuję się całą. Zgłaszają się do mnie ludzie związani i ze sportową, i z artystyczną. Opowiadają o trudnych sprawach. I ja daję szansę odnieść się do zarzutów wszystkim osobom, którym te zarzuty są stawiane. Sama pani zauważyła, że jest pierwszą znaną postacią z gimnastyki, która chce wziąć dyscyplinę w obronę. Prezeski, działaczki i trenerki na razie przesyłały co najwyżej oświadczenia, a bywało że nie odpowiadały na wiadomości i propozycje rozmowy.

- To ja nie wiem, ja stanę jako olimpijka i wielokrotna mistrzyni Polski w obronie gimnastyki artystycznej, bo uważam ją za piękny sport. A każdy sport ma swoje ciemne strony. Nie mam żadnej traumy, nikt mnie nie bił, nikt na mnie nie krzyczał i w sporcie gimnastycznym osiągnęłam najwięcej. To jest moje oświadczenie.

Chętnie to opublikuję i cieszę się, że jest pani zadowolona ze swojej kariery oraz że nie spotkała się pani z żadnymi patologiami i że zachęca pani młodzież do gimnastyki, o ile dobrze rozumiem pani intencje. Ale równocześnie mam wrażenie, że nie tylko na daniu takiego świadectwa pani zależy.

- Tak, bo jeżeli ja panu mówię, że ja miałam opiekę, a pan mówi mi, że Weronika Berniak, która była juniorką, tej opieki nie miała, to ja się nie zgadzam. Mój rodzic miał wgląd w moje kontuzje, mimo że to były czasy komuny i wszystko wyglądało trochę inaczej niż dziś. Więc proszę mi nie mówić, że juniorka nie miała dostępu do dobrych fachowców. Ona nie była związana ze związkiem kontraktem olimpijskim, jej rodzice mogli znaleźć dowolnego fachowca. Nie mieszajmy juniora z topowym zawodnikiem jak ja czy Leszek Blanik. Jeżeli moja mama stwierdziła, że w pewnym momencie trzeba mi wyczyścić staw kolanowy, to znalazła fachowca, który to zrobił i nie twierdziła, że winna jest gimnastyka, a byłam wtedy juniorką. Rodzice sprawę załatwili, zrobili co trzeba i do widzenia. Miałam czyraki i też nie obarczałam winą klubu czy kadry, której już byłam zawodniczką. Najlepszą opieką medyczną są objęte zawodniczki kadry narodowej i olimpijskiej. Jak w każdej innej dyscyplinie.

Przerażające kulisy. Przerażające kulisy. "Podejście do rodziców w Polsce jest takie: "Kibic z dala, się nie wpier..."" [PATOGIMNASTYKA]

Ale rozumiem, że nie była pani zmuszana do startów z kontuzją? Nie zamrażano pani bolącego miejsca i nie wysyłano na planszę?

- Jeżeli zawodnik nie chce wystartować, to nie wystartuje, gdy sytuacja jest skrajna. Ja też zawodniczkom czasem coś mrożę i ja też startowałam w różnych sytuacjach, z bólem. Gimnastyka to sport kontuzjogenny. Od zawodnika zależy, czy chce startować. Rozmawiał pan kiedyś z Krysią Leśkiewicz-Lewińską, też olimpijką w gimnastyce artystycznej? To mama aktualnie najlepszych małych gimnastyczek w Polsce, dwóch dziewczynek, które wszystko wygrywają, a Krysia je trenuje.

Nie rozmawiałem.

- A Krysi Leśkiewicz kiedyś na zawodach Pucharu Polski pękła kaletka, zrobiono jej punkcję, spuszczono krew, wyczyszczono kolano i Krysia po zabiegu wróciła i sama powiedziała, że startuje. Nikt jej nie kazał.

Wiem, że są takie sytuacje. Można podziwiać sportowców z bardzo mocną psychiką i tak wielką determinacją. Ale czy można przekreślać tych, którzy nie chcą startować z kontuzjami? Moim zdaniem trzeba zrozumieć, że ktoś się boi i nie naciskać, gdy ze strachu płacze.

- Ale ja się nigdy nie spotkałam z tym, żeby ktoś kogoś zmuszał.

Pani się z tym nie spotkała, a inne osoby się spotkały i postanowiły o tym mówić. Czuję, że pani unieważnia to, co powiedziały i tego nie rozumiem.

Weronika Berniak"Koleżanka ma za sobą próby samobójcze, ja jestem pod opieką psychologa. Niektórzy nadal to przeżywają" [PATOGIMNASTYKA]

- Nie powiedziałam, że unieważniam. Powiedziałam, że są różne metody, z którymi nie zawsze się zgadzam. Przecież to nie było pięcio- czy siedmioletnie dziecko, tylko już świadoma zawodniczka. Jak miałam 14 czy 15 lat, to mnie nikt do niczego nie potrafił zmusić. Ludzie w takim wieku są już świadomi, to już nie są głupie dzieci, nie obrażając dzieci.

Rozumiem, że pani była zawsze mocna psychicznie, że miała świetny charakter do trudnego sportu, ale proszę zrozumieć, że do sportu trafiają różni ludzie i to trzeba szanować. A jeśli ktoś sobie z czymś nie poradził, to chyba ma prawo o tym opowiedzieć?

- Tak, ale dlaczego opowiada w taki sposób, że teraz każdy, kto chciałby być gimnastyczką, pomyśli sobie "Nie, nigdy w życiu, bo tam biją, krzyczą, no masakra, nie wiadomo co"?

Jeśli ktoś jest przekonany, że uprawianie gimnastyki w Polsce kosztuje za dużo, to dlaczego ma tak nie mówić? Naprawdę wiele dziewczyn opowiedziało mi takie historie jak Weronika Berniak i Katarzyna Zbroja. O głodzeniu, przemocy, udawaniu, że nie ma kontuzji. To nie są jednostkowe przypadki. Kiedy w USA i w Wielkiej Brytanii media zaczęły pisać o patologiach w gimnastyce, ja postanowiłem sprawdzić, jak jest u nas. I od czerwca do dziś nie przestaję odbierać telefonów i maili od pokrzywdzonych osób.

- Z takimi historiami, jak afera pedofilska w Stanach, to na pewno się u nas nie spotkałam.

Ja na szczęście też nie. Ale jest wiele złych rzeczy, o których musiałem napisać. Zostawiając już historie byłych zawodniczek, co pani powie choćby o takim działaniu Polskiego Związku Gimnastycznego, przez które nasi zawodnicy mają zakaz startu w mistrzostwach Europy?

8. Mistrzostwa Europy w Gimnastyce Sportowej w SzczecinieOficjalnie: Polska gimnastyka zawieszona! [PATOGIMNASTYKA]

- Dopiero przed chwilą o tym usłyszałam i nie wiem jak się do tego ustosunkować. Ja prowadziłam tylko mały klub, więc nie znam tych realiów. Ale mam nadzieję, że z tego kryzysu związek jeszcze wyjdzie.

Nie wygląda na to. Termin zgłaszania zawodników do mistrzostw w gimnastyce artystycznej już minął, a wkrótce minie i ten dla gimnastyków sportowych.

- Szkoda ciężkiej pracy wszystkich zawodników i trenerów. Młode pokolenie to naprawdę superdziewczyny. Byłoby źle, gdyby traciły szanse występów.

Puentując: co przede wszystkim chciała pani powiedzieć w naszej rozmowie?

- Chciałam przekazać osobom, które mają silną psychikę i wiedzą, że sport jest trudny, żeby nie skreślały gimnastyki. Można w niej wiele osiągnąć i wyjść z niej bez traumy. Żeby do czegoś dojść, trzeba bardzo długo trenować, porażki się zdarzają każdemu i to jest normalne. Natomiast z tym, co zostało wcześniej opisane, ja się nie spotkałam.

Z żadną z tych rzeczy, tak?

- To że musiałam schudnąć, to wiadomo. Jak się pojechało na wakacje i się nie pilnowało, i się nabrało masy. Ale nikt mi nie mówił, że jestem hipopotam albo świnia. Ja bym jednak stanęła w obronie. Ale to jest to, co ja przeżyłam. I nie chcę się wypowiadać na temat innych. Nie jest tak, że neguję to, co powiedziały dziewczyny. Mówię tylko, że ja tego nie zaznałam. Ale nie byłam świadkiem wydarzeń, o których one mówią, więc nie wiem jak było.