Druty kolczaste, kraty, grypsera. Po co piłka nożna w poprawczaku?

"Trochę o sporcie" to rozmowy Dawida Szymczaka, których nie posłuchasz nigdzie indziej. Z ludźmi, którzy rzadko pojawiają się w mediach, ale mają do opowiedzenia ciekawe historie. Będą często zbaczać z tematu, by mówić o swoich pasjach, problemach i radościach. Pierwszym gościem jest Marcin Grzegrzółka, prezes fundacji "Z ławki rezerwowych", która prowadzi treningi piłki nożnej w poprawczakach.

Zaczęło się od książki "Miasto Boga". Pod jej wypływem Marcin Grzegrzółka chciał lecieć do Brazylii, by pomagać dzieciom w fawelach. - Później pojechałem do Radomia i zobaczyłem, że tu pod nosem mamy swoją Brazylię. Też całymi dniami po rynku biegają dzieci: brudne, zaniedbane, z zepsutymi zębami. Tylko pistoletów im brakuje - mówił mi kilka miesięcy temu. Zaczął pomagać na miejscu. Trafił do poprawczaka, by tam prowadzić treningi piłki nożnej - sam kiedyś grał i ma uprawnienia trenerskie. Z czasem założył fundację "Z ławki rezerwowych", by resocjalizować młodzież w poprawczakach i wprowadzać ją z powrotem na życiowe boisko.

Zobacz wideo

Wysoki ceglany mur, druty kolczaste i kraty w oknach. Grypsera, hierarchia. Poprawczak w wielu aspektach przypomina więzienie. - Na początku chłopcy się do mnie nie odzywali, musiałem zapracować na zaufanie - mówi w pierwszym odcinku podcastu "Trochę o sporcie". Wprowadził dobro tam, gdzie jest go niewiele. - Kupiliśmy stroje dla chłopaków. Firmowe, porządne, bo chcemy im dawać rzeczy, które sami byśmy nosili. Ubrali się i żaden się nie odzywał. Pomyślałem: o co tu chodzi? Nie podobają im się? Jeden z opiekunów mi podpowiedział, że być może część z nich pierwszy raz coś w życiu dostała za darmo. Z czasem nauczyłem się rozpoznawać ich reakcje - wspomina.

W prawie godzinnej rozmowie opowiada o największych wyzwaniach związanych z pracą z trudną młodzieżą, o satysfakcji, jaką niesie i planach na przyszłość. Wspomina też niezwykły mecz jego drużyny z ekipą AMP Futbolu Legii Warszawa. - Moi chłopcy to narzekacze: że oni niewinni, że to ktoś zrobił, że nie mieli wpływu. Wszyscy są w tym poprawczaku przez przypadek. I nagle podczas tego meczu zobaczyli, że ich rówieśnik nie ma jednej kończyny, a gra w piłkę. Biega za nią o kulach. Nie poddał się. Zrozumieli, że nie jest tak źle, jakby im się wydawało. Bardzo potrzebna była ta konfrontacja. A w czasie samego meczu panowała niezwykła cisza - opowiada Grzegrzółka w "Trochę o sporcie".

Rozmowy możecie słuchać na platformie: Spotify, Google Podcasty oraz oglądać ją na kanale Sport.pl na YouTube.