Słowacja wprowadza lockdown. "To totalna tragedia". Premier przejmuje dowodzenie

Słowacja od 1 października wprowadza stan wyjątkowy. To kolejny kraj po Czechach, który na środowym posiedzeniu rządu potwierdzi jego wprowadzenie. Wraz ze stanem wyjątkowym na Słowacji zupełnie zatrzyma się słowacki sport. - To totalna tragedia - mówią przedstawiciele lig piłkarskich, hokejowych, siatkarskich czy koszykarskich.

Słowa wypowiadane przez premiera Słowacji i Igora Matovicia oraz szefa Urzędu Zdrowia Publicznego Jana Mikasa przyjmowane były z niedowierzaniem. Stan wyjątkowy, który rząd  wprowadzia w kraju od 1 października, jest w wielu aspektach powrotem do marcowego lockdownu.

Zobacz wideo Portret rodziny Brzęczków to jest filmowa historia! [SEKCJA PIŁKARSKA #65]

"Po trzech miesiącach przejmuję walkę z Covid-em" - zasygnalizował premier kilka dni temu wpisem na Facebooku. Po krótkim czasie, już podczas spotkania sztabu kryzysowego, wyjaśniło się co to ma oznaczać. Na Słowacji nie będą mogły odbywać się spotkania publiczne w tym: msze wydarzenia kulturalne, uroczystości rodzinne. Po godz. 22.00 nie będą mogły funkcjonować też dyskoteki, bary, czy restauracje (nie dotyczy to zamówień na wynos). W centrach handlowych i sklepach wrócą limity klientów. Wrócą też maseczki, również na otwartych przestrzeniach, jeśli nie będzie można na nich zachować dwumetrowego odstępu. W całym katalogu obostrzeń znalazł się też zakaz organizowania imprez sportowych, nawet tych bez publiczności. Założenia restrykcji prawdopodobnie sprawią, że słowacki sport zatrzyma się niemal zupełnie. Zarówno ten zawodowy, jak i amatorski czy półprofesjonalny. Szefowie regionalnych związków mówią o katastrofie i czekającym ich upadku na kolana.

"To totalna tragedia"

- To totalna tragedia. Nie mogę się z tym pogodzić - mówił Juraj Janosik, prezes Bratysławskiego Związku Piłki Nożnej. - Zakaz futbolu tam, gdzie ludzie są na świeżym powietrzu? Przecież to chore - nie przebierał w słowach. Bardziej dyplomatycznie ujął to wiceprezes słowackiej federacji piłkarskiej. - Nie widzę racjonalnego uzasadnienia takich kroków, szczególnie jeśli mówimy o piłce amatorskiej. Ani jedno spotkanie za czasów pandemii - a przecież trochę ich od początku sezonu już mieliśmy - nie było żadnym detonatorem infekcji - dodawał Richard Havrilla.

Działacze punktują, że na 18 tysięcy spotkań rozegranych podczas epidemii pod egidą samego Zachodnio Słowackiego ZPN, tylko 10 zostało anulowanych lub przełożonych z powodu zakażenia członka jednej z drużyn. By ograniczać możliwe infekcje, zawsze działano szybko.

- Na wsi i w małych miasteczkach piłka nożna jest jedyną rozrywką. Jeśli jej zakażemy, to będzie to smutne. Wciąż mamy nadzieję, że grać będzie można choćby bez widzów - łudził się cytowany przez dziennik "SME" jeden z lokalnych piłkarskich działaczy, Ladislav Gadosi.

We wtorek głos w końcu zabrał też sam prezes Słowackiego Związku Piłki Nożnej.

- Będziemy pierwszym państwem w Europie, który wprowadzi zakaz meczów piłkarskich. Kraje, które mają znacznie gorszą sytuację pandemiczną, grają i prawdopodobnie wiedzą, dlaczego tak robią - oznajmił nieco ironicznie Jan Kovacik.

W planach rządowego lockdownu są jednak wyjątki dotyczące sportu i kilku innych ważnych przestrzeni życia. Na Słowacji dozwolone będą śluby, pogrzeby i chrzciny, ale tylko jako uroczystości kościelne, czy administracyjne. Nie będzie można natomiast organizować po nich spotkań rodzinnych, chyba że wszyscy ich uczestnicy zostaną przebadani na obecność koronawirusa i wylegitymują się negatywnym wynikiem testu. Co najważniejsze - nie starszym niż 12 godzin. Podobnie mają wyglądać przepisy dotyczące sportowców. Trudno jednak przypuszczać, by z powodu kosztów i krótkiego czasu przed zawodami, w którym trzeba zrobić test i dostać ujemny wynik, miało to pomóc amatorom. Dla profesjonalistów uchyla się jednak jakaś furtka. Choć na Słowacji mówią raczej, że i tak trudno będzie przez nią przejść.

- To niewykonalne - komentuje Janosik i dodaje, że trzeba poczekać na dokładne brzmienie zapisów w tej sprawie. - Zakładamy raczej, że imprezy sportowe będą odwoływane lub przekładane - rozwiewa jego wątpliwości Mikas proszony o wyjaśnienie jak zapis ma funkcjonować w praktyce. Odwoływanie czy przekładanie zawodów już staje się faktem, nawet na najwyższym poziomie.

Sport zawodowy niemal z dnia na dzień nie jest bowiem w stanie dostosować się do tych reguł. Słowacka liga hokejowa już poinformowała, że na dwóch najwyższych szczeblach rozgrywkowych sezon na pewno nie zacznie się 2 października. Teraz hokejowe władze zwołują zebrania i myślą jak dalej działać. Co ciekawe krajowe obostrzenia niemal zupełnie nie przeszkodzą hokeistom Bratysława Capitals. Ta drużyna od kilku lat gra w lidze austriackiej, a granice Słowacji pozostają otwarte i nie ma obowiązkowej kwarantanny dla przekraczających je osób.

"Nie pozwólcie, by sport upadł na kolana"

Niepewny jest natomiast los Międzynarodowego Maratonu Pokoju w Koszycach. To najstarsza impreza maratońska w Europie, odbywająca się nieprzerwanie od 1924 roku. Zaplanowano ją w najbliższą niedzielę.

- Organizatorzy imprezy robią wszystko, co mogą, by zawody doszły do skutku - mówi Sport.pl Boris Vanya redaktor naczelny sportowej redakcji dziennika "SME". - Są gotowi zmniejszyć liczbę osób na starcie z tysiąca do dwustu oraz zapewnić uczestnikom testy. Przygotowali wariant z zawodnikami z zagranicy i bez nich – dodaje. Ostateczna decyzja w sprawie imprezy jednak jeszcze nie zapadła, bo logistyki jest sporo. Słowacki dziennikarz przyznaje, że w jego kraju niemal wszyscy sportowcy i związkowi działacze krytykują środki podjęte przez państwo. Dopytuje, jak wyglądają imprezy sportowe i mecze w Polsce. Kręci nosem, gdy pytamy, czy do przepisów zdoła szybko dostosować się tamtejsza piłkarska najwyższa klasa rozgrywkowa.

- Jest bardzo prawdopodobne, że najbliższa kolejka Fortuna Ligi nie odbędzie się w ten weekend. Wiem, że jej władze nadal chcą rozmawiać o tych zasadach z premierem Matoviciem, ale nie sądzę, żeby on wycofał się z tego, co już ogłosił - komentuje Vanya. Publicysta nie ma za to wątpliwości, że odbędzie się barażowy mecz Euro 2020 Słowacja - Irlandia, który pierwotnie zaplanowano na marzec. Trener słowackiej kadry właśnie ogłosił powołania na zgrupowanie, a krajowa federacja stanie na głowie, by zrobić wszystkim testy na koronawirusa 8 października najdalej 12 godzin przez 21.00, kiedy to wyznaczony jest początek starcia z Wyspiarzami. Dodajmy, że laboratorium od momentu przyjęcia wymazu potrzebuje około czterech godzin na uzyskanie wyniku testu, oczywiście liczba testów, które może opracować w jednym momencie, jest ograniczona i zależy od placówki. Słowacka federacja piłkarska przed meczem z Irlandią będzie zapewne musiała działać w medycznym trybie turbo, wydać sporo pieniędzy i mieć dobrze opracowaną logistykę. Nie wszyscy na takie coś mogą sobie pozwolić.

O zawieszeniu sezonu ligowego już poinformował związek siatkówki, a liga koszykarska napisała emocjonalne oświadczenie.

"W trudnej sytuacji byliśmy w stanie przetrwać pierwszą falę pandemii. Pozostawiła ona jednak znaczące ślady na koszykówce. Kluby zainwestowały ogromne środki, aby rozpocząć sezon 2020/2021 w kryzysowym trybie. Ostatecznie rozegrano tylko jedną kolejkę. Zdecydowanie chcemy grać, ale potrzebujemy pomocnej dłoni, a nie ciągłego odrzucania. Wzywamy do szybkiego rozwiązania sprawy rekompensat, ponieważ w przeciwnym razie zawodowy sport na Słowacji będzie czymś, o czym należy mówić w czasie przeszłym! Nie pozwólcie, aby koszykówka i inne sporty upadły na kolana!" - spuentowały swoje pismo władze ligi. Premier już wcześniej zaznaczał, że rząd będzie pracował nad finansową pomocą dla poszkodowanych, w tym sportowych związków i klubów. Na razie nie wiadomo jak długo potrwają słowackie obostrzenia. Mają zostać zniesione, gdy koronawirusowa krzywa zacznie spadać. W ostatnich dniach Słowacy pod względem nowych infekcji bili jednak rekordy. W siedmiokrotnie mniej zaludnionym od Polski państwie dziennie odnotowywano tam około pięciuset nowych chorych. Nad Wisłą jest ich obecnie ponad tysiąc. Czy Słowacy poszli drogą, którą pójdą też inne państwa?

Testy 12h przed meczem? "To próba wpłynięcia na zachowanie"

- Jeśli chodzi o walkę z pandemią, Słowacja była do tej pory w dość dobrej sytuacji – komentuje Sport.pl Włodzimierz Gut, specjalista w zakresie mikrobiologii i wirusologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. - Wydaje się, że na obecne wydarzenia reaguje zatem dość nerwowo. Być może rząd uznał, że 500 zakażeń dziennie to za dużo i boi się, że będzie ich więcej. Poza tym trzeba wziąć poprawkę, że Słowacja to kraj do tej pory uboższy choćby od Czechów, który także medyczną infrastrukturę ma gorszą od swych sąsiadów - dodaje profesor. Pytany przez nas, czy dziwią go ograniczenia sportowe i blokowanie zawodów w halach i na stadionach i czy jest to jeden z ważnych czynników ograniczający rozprzestrzenianie się infekcji, Gut zwraca uwagę, że w czasie pandemii najważniejsze jest odpowiedzialne zachowanie jednostek, a koronawirus profesjonalnych piłkarzy jakoś specjalnie nie omija.

- Wszystko zależy od ludzi i ich zachowania. Gdy w Polsce były ograniczenia pięciu osób na mszy, to dla mnie najważniejsze było, jak te pięć osób w tym kościele usiądzie? Czy aby nie w jednym miejscu? Tak samo to działa gdzie indziej, a w zawodowych klubach powinno przecież funkcjonować lepiej. Ograniczenia są pewnym sygnałem dla społeczeństwa, ale ważniejsze jest podejście do tych ograniczeń. Zawodowi sportowcy to profesjonaliści, im na bezpieczeństwie powinno zależeć najbardziej. Tymczasem słyszymy o infekcjach piłkarzy w klubach, a nie infekcjach kibiców na trybunach – uśmiecha się Gut. - Rozumiem, że sportowcy amatorzy wspólną grę częściej traktują jak spotkanie towarzyskie, co może nieść za sobą pewne niebezpieczeństwo, ale zawodowcy powinni przykładnie przestrzegać reguł - dodaje. Sugeruje, że robienie badań na 12 godzin przed zawodami czy uroczystościami może pomóc w walce infekcją nie tyle z punktu widzenia medycznego, ile psychologicznego.

- Po zakażeniu koronawirusem przez pierwsze trzy dni w organizmie go w zasadzie nie znajdziemy. Trzeciego dnia szansa wykrycia wirusa wynosi 20 procent, a 80 procent w przypadku badania od piątego do siódmego dnia, nawet jeśli mówimy tu o najlepszych z wymazowych testów. Zakażamy mniej więcej dzień przed wystąpieniem objawów, czyli czwartego, piątego dnia. Czy test na 12 godzin przed meczem zapewni komuś zupełne bezpieczeństwo? Nie zawsze. Dajmy na to, że jestem w 4. dniu choroby, wykrycie wirusa testem nie będzie bardzo prawdopodobne, a zakażać już mogę - tłumaczy.

- Dla mnie to jest próba wpłynięcia na zachowanie, presja, sygnał, by przed meczem sportowcy zachowywali się przyzwoicie, bo tuż przed spotkaniem czeka ich przecież kontrola – wyjaśnia profesor. To w sytuacji, gdy do jakichś meczów w ogóle będzie dochodzić.

Przy okazji wprowadzania słowackiego stanu wyjątkowego okazało się jak szybko koronawirus rewiduje plany rządzących. Jeszcze w połowie września premier Matović odrzucał sugestie rządowej komisji do spraw epidemii dotyczące zmniejszenia liczby uczestników na imprezach masowych. Argumentował, że nie chce ograniczać swobody obywateli. Teraz w praktyce imprezy masowe skasował. Sport, nawet ten bez publiczności, dostał przy tym rykoszetem.

Przeczytaj też: