Słuchawki Panasonic - ogromna moc w małym urządzeniu

Pamiętacie teledysk Bomfunk MC's i kawałek "Freestyler"? Na początku widzimy chłopca siedzącego na ławce słuchającego piosenkę i nadjeżdżający na stację pociąg, którego w ogóle nie słychać. Tak właśnie możecie się poczuć korzystając ze słuchawek Panasonic RZ-500W i włączeniu funkcji redukcji szumu. Cały hałas świata znika - wtedy zostajecie już tylko wy i wasza muzyka.

Gdy rozpoczynasz pracowity tydzień pierwszym dźwiękiem, z którym masz do czynienia jest melodia budzika. Chwilę po niej prawdopodobnie na nogi stara się postawić Cię nieszczęsna drzemka - wtedy wiesz, że żarty się skończyły.

W moim przypadku nowy dzień rozpoczynam od szybkiej rozgrzewki i kilku okrążeń wokół osiedla, by do pracy pójść z głową gotową do działania. O stroju do joggingu nie ma co wspominać, bo bliżej mi do Rocky'ego niż "prawilnego" biegacza i to się raczej nie zmieni, ale tym razem postanowiłem coś zmienić. Stare wysłużone słuchawki z długim kablem, dzięki którym moja poranna przebieżka miała swój wyjątkowy soundtrack, zamieniłem na bezprzewodowe czarne Panasonic RZ-500W.

Bezprzewodowe słuchawki Panasonic RZ-500WBezprzewodowe słuchawki Panasonic RZ-500W fot. materiał reklamowy

Skąd ta zmiana? Przede wszystkim podyktowana tym, że do tej pory część trasy spędzałem na ciągłym poprawianiu słuchawek w uszach, po tym jak kable się zsuwały lub gdy po wyjęciu telefonu z kieszeni po prostu wyciągałem je niechcący z uszu. W przypadku słuchawek Panasonic sprawa wygląda zupełnie inaczej, ale zacznę od początku.

Panasonic - wielka moc w małej słuchawce

Filigranowe z pozoru słuchawki kryją w sobie dużą moc. Co ciekawe, w opakowaniu miałem do wyboru kilka rozmiarów gumek do uszu. Niby nic wielkiego, a jednak dla osób, którym słuchawki często wypadają jest to sprawa wręcz fundamentalna. Dzięki odpowiednim dopasowaniu trzymają się bardzo dobrze i nawet mój trucht nie pozwala im wypaść.

Po wyjęciu ich ze zgrabnego etui (które notabene po podłączeniu kabelka USB zamienia się w ładowarkę, lub ładniej - mini stację dokującą) momentalnie, za sprawą Bluetooth, słuchawki łączą się z moim smartfonem. Dzięki dedykowanej aplikacji Panasonic Audio Connect mogę poprawić jakość dźwięku i zagłębić się w świat muzyki podczas jednostajnego biegu.

Spytacie zapewne w jaki sposób "operuje" muzyką, czyli jak zrobić głośniej, zmienić piosenkę lub po prostu ją zatrzymać. Otóż to dość niezwykłe rozwiązanie - wystarczy odpowiednio stuknąć palcem w słuchawki, by rozpocząć działanie. Gdy chcę zatrzymać muzykę dotykam tych w prawym uchu raz, gdy chcę zmienić piosenkę robię to dwa razy. Jeśli chcę ściszyć - dwukrotnie dotykam słuchawki w lewym uchu. Brzmi skomplikowanie, ale zapewniam - po kilku razach wchodzi to w nawyk i okazuje się bardzo pomocne - nie muszę szukać regulacji na kablu czy wyciągać specjalnie telefonu.

Bezprzewodowe słuchawki Panasonic RZ-500WBezprzewodowe słuchawki Panasonic RZ-500W fot. materiał reklamowy

Po aktywnościach fizycznych, podczas których z niemałą satysfakcją odkryłem, że podczas ruchu wreszcie słuchawki nie wypadają mi z uszu, przyszedł czas na prozę życia. Praca.

Dlaczego podwójny hybrydowy system redukcji szumów to genialne rozwiązanie?

Po doprowadzeniu się do przyzwoitego stanu wyruszam w świat. Nie obejdzie się oczywiście bez ścieżki dźwiękowej mojej podróży do pracy, więc ponownie wtykam w uszy moje nowe czarne cacka. Co ciekawe, gdy wchodzę do stacji metra i przychodzi mi przywdziać maseczkę, nie martwię się o to, że słuchawki mi wypadną podczas zakładania odzieży - tak jak w przypadku tych na kablu.

Pamiętacie teledysk Bomfunk MC's i kawałek "Freestyler"? Na początku widzimy chłopca siedzącego na ławce słuchającego piosenki i nadjeżdżający na stację pociąg, którego w ogóle nie słychać. Tak właśnie możecie się poczuć korzystając ze słuchawek Panasonic RZ-500W i włączeniu funkcji redukcji szumu. Cały hałas świata znika - wtedy zostajecie już tylko wy i wasza muzyka.

 

To właśnie ta hybrydowa technologia redukcji szumu sprawia, że doświadczyłem czegoś takiego pierwszy raz w życiu. Do tej pory musiałem dociskać palcami słuchawki, by słyszeć muzykę lub ciekawy podcast skutecznie zagłuszane przez ryk pociągu, furkot tramwaju czy silnik autobusu. Nigdy wcześniej nie słyszałem o funkcji noise cancelling, więc tym bardziej było to dla mnie odkryciem porównywalnym z pierwszym krokiem człowieka na księżycu czy efektem wrzucenia mentosa do coli.

Nie tylko muzyka. Również wysoka jakość rozmów

No dobrze, ale nic nie trwa wiecznie - coś lub ktoś zawsze musi przerwać nam chwilę z ulubioną muzyką. W moim przypadku to przychodzące połączenie, które odbieram jednym „tapnięciem” palca w słuchawkę. Ku mojemu zaskoczeniu mojego rozmówcę słyszałem tak dobrze jakby dosłownie stał tuż obok mnie. Jakość dźwięku w tym wypadku zawdzięczamy antenie wbudowanej w moją nową czarną "pchełkę", która pomaga zachować odpowiednie połączenie nawet w podziemiach metra. I serio - nie muszę się wydzierać, bo nie słyszę rozmówcy lub boję się, że on nie słyszy mnie - po prostu rozmawiam tak jakbym trzymał telefon przy uchu, siedząc za biurkiem.

 

Teraz zapewne sobie myślicie: "No dobra. Słuchanie muzyki, rozmowy telefoniczne, pewnie oglądanie filmików - jak to wpływa na żywotność baterii?". Cóż, odpowiedź jest prosta - całkowity czas pracy baterii to prawie 20 godzin! Do tego wspomniane filigranowe etui, w którym się ładują nasze słuchawki, wystarczy podłączyć kablem USB do kontaktu, komputera, a nawet power banka. Stan naładowania ponadto możemy śledzić w aplikacji, zatem przez cały czas korzystania trzymamy rękę na pulsie i nie musimy się martwić, że w nieoczekiwanym momencie słuchawki nam się wyłączą.

Małe, a cieszy!

Przyzwyczaiłem się do tego, że moimi niezbędnymi atrybutami w ciągu dnia, bez których nie wyobrażam sobie funkcjonowania jest smartfon czy laptop. Słuchawki do tej pory były dla mnie po prostu słuchawkami - służyły do umilania czasu w drodze do pracy czy ewentualnie wygodnej rozmowie telefonicznej, gdy ręce były zajęte trzymaniem poręczy w autobusie.

Od chwili uruchomienia czarnych słuchawek Panasonic RZ-500W zrozumiałem, że wkroczyłem w inny wymiar, bo słuchanie muzyki w miejscu publicznym stało się bardziej intymnym i osobistym przeżyciem - niczym zatopienie się w otchłań dźwięku płyty winylowej siedząc wygodnie w fotelu.

Odeszły frustracje ze słyszeniem wszystkiego dookoła, a nie tego co wydobywa się ze słuchawek, a podczas rozmowy telefonicznej nie czuję się niczym bohater filmów Barei dzwoniący na "poza miastową" z apteki zmuszony do podnoszenia głosu.

Bo przecież właśnie o to chodzi - gadżety, mają nam podnosić komfort życia, umilać i ułatwiać wykonywanie codziennych czynności. W przypadku słuchawek wybieramy te, które są dla nas najlepsze, a ja właśnie czasem lubię się poczuć jak ten chłopak z teledysku Bomfunk MC's