Rosja zbojkotowała igrzyska nie przez politykę, a ze strachu, że może zostać przyłapana i ośmieszona

Rosja kryje dopingowiczów od dziesięcioleci, a igrzyska Los Angeles 84 zbojkotowała nie przez politykę, a ze strachu, że może tam zostać przyłapana na oszustwach i ośmieszona - pisze Grigorij Rodczenkow w autobiografii, która właśnie wchodzi na rynek. Były szef moskiewskiego laboratorium antydopingowego opisuje też, jak tuszował doping Bena Johnsona dwa lata przed Seulem.

Czy o bojkocie igrzysk w Los Angeles przez Związek Radziecki i inne kraje bloku wschodniego, w tym Polskę, przesądziła ostatecznie nie polityka, ale zapowiedź organizatorów, że są już w stanie wykryć doping testosteronem i wieloma sterydami? Tak to przedstawia Grigorij Rodczenkow, naukowiec i arcymistrz dopingowania, który przez lata wykonywał polecenia szefów radzieckiego i rosyjskiego sportu, a teraz po ucieczce do USA te oszustwa demaskuje.

"Związek Radziecki miał zainstalować laboratorium dopingowe na statku zacumowanym na czas igrzysk w porcie w Los Angeles. To było po tym, jak Manfred Donike (jeden z najsłynniejszych naukowców zajmujących się walką z dopingiem – red.) i Don Catlin z olimpijskiego laboratorium ogłosili, że będą w stanie wykryć podczas igrzysk każdy doping, w tym stanozolol i testosteron. Przetestowanie sportowców tuż przed wyjazdem do Ameryki by nie wystarczyło. Carowie radzieckiego sportu chcieli mieć laboratorium na miejscu, żeby się upewnić, kogo można dopuścić do startu" – twierdzi Rodczenkow w autobiografii. "Radzieckie Politbiuro ostatecznie zdecydowało o bojkocie, kiedy plan tajnego laboratorium na statku nie wypalił. Władze Los Angeles nie zgodziły się, żeby taki statek wpłynął do portu. To była kropla, która przelała czarę".

Zobacz wideo Roma - Inter 2:2. Skrót spotkania [ELEVEN SPORTS]

ZSRR nie dał rady w Los Angeles, ale cztery lata później w Seulu zacumował tajne laboratorium w porcie

Pomysł zakwaterowania całej radzieckiej ekipy olimpijskiej nie w wiosce igrzysk, a na wielkim statku cumującym w porcie Los Angeles, i amerykański sprzeciw wobec tej propozycji, były rzeczywiście jednym z najważniejszych i często opisywanych elementów negocjacji w sprawie radzieckiego udziału w igrzyskach. Przedstawiciele ZSRR żądali zgody na takie rozwiązanie, przekonując, że tylko w ten sposób da się zagwarantować bezpieczeństwo radzieckiej ekipie. Radziecka propaganda opisywała Los Angeles jako miasto smogu i zepsucia, ale jako największe zagrożenie przedstawiała paramilitarne bandy, które miały podczas igrzysk polować na komunistów. Pretekstem dla tej propagandy była niezbyt mądra kampania organizacji przedstawiającej się jako Ban the Soviets Coalition i brak potępienia dla tej akcji ze strony prezydenta Ronalda Reagana, mimo ponawianych radzieckich żądań. Rodczenkow przekonuje w książce "Rodchenkov Affair", która trafi na rynek 30 lipca, że dopingowe sprawy były w tej historii bardzo ważnym wątkiem. I opisuje, że cztery lata później w igrzyskach w Seulu taki plan wypalił. Ekipa Związku Radzieckiego miała swoje tajne laboratorium dopingowe w seulskim porcie, na pokładzie luksusowego wycieczkowca "Michaił Szołochow". Skąd o tym wie Rodczenkow? Bo kierował tym laboratorium. A najsłynniejszego dopingowicza z Seulu i w historii sportu, Bena Johnsona, sam dwa lata wcześniej złapał na zażywaniu stanozololu. Stało się to w Moskwie podczas Igrzysk Dobrej Woli, które miały być alternatywą dla osłabianych bojkotami igrzysk olimpijskich. Rodczenkow złapał tam na dopingu łącznie 14 sportowców, ale władze zatuszowały wszystkie te przypadki. W zawodach w Związku Radzieckim nie mogło być dopingu. Podczas igrzysk 1980 roku w Moskwie oficjalnie nie wykryto żadnego przypadku niedozwolonego wspomagania.

Rodczenkow: multimedalista brał stanozolol w takich ilościach, że zanieczyścił maszynę laboratoryjną 

Rodczenkow przedstawia system dopingowych oszustw jako naturalnie spleciony z komunistyczną ideologią walki z Zachodem.  "Są kraje, w których branie sterydów jest wstydem, ale w Rosji nigdy tak nie było. Ani w Związku Radzieckim, ani w Rosji nigdy nie było prawdziwego systemu antydopingowego. Tym się usprawiedliwiałem: że idę dobrze wydeptaną ścieżką. Świadomie oszukiwałem światowe władze antydopingowe przez ponad 10 lat" – pisze Rodczenkow o swoich rządach w głównym rosyjskim laboratorium antydopingowym. "Robiłem to dla chwały rosyjskich sportowców i żeby zadowolić działaczy z ich obsesją nieustającego rosyjskiego sukcesu" – pisze. Wspomina, bez wymieniania nazwiska, dwukrotnego mistrza olimpijskiego, wielokrotnego mistrza świata, rekordzistę świata, który nigdy nie miał żadnej dopingowej wpadki, choć brał stanozolol w takich ilościach, że gdy jego próbka trafiła do maszyny diagnostycznej, zanieczyściła ją metabolitami tak mocno, że kilka następnych próbek wyszło z pozytywnym wynikiem, mimo że nie było w nich dopingu. Gdy ten zawodnik pobił rekord świata, Rodczenkow badał jego próbkę rozcieńczoną 10:1, a i tak stężenie dopingu przekraczało normę.  

Rodczenkow przekonuje, że już gdy zaczynał karierę, w Związku Radzieckim wszystkie dopingowe chwyty były dozwolone. Opisuje przygotowania lekkoatletów do pierwszych mistrzostw świata: Helsinki 1983. „Podczas niektórych zgrupowań problemem było znalezienie czystej próbki moczu do podmiany, tylu sportowców się koksowało”. Opowiada też o tym, jak w tuszowanie angażowały się służby specjalne, przechwytując na granicy próbki, które chcieli wywieźć kontrolerzy. O tym jak medalistki olimpijskie, kulomiotka Irina Korżanienko (medal w Atenach 2004) i dyskobolka Daria Piszczalnikowa (medal w Londynie 2012) chciały po dopingowych wpadkach zdemaskować system rosyjskich oszustw, ale władze sportu kupiły ich milczenie.  

Pływaczka przysięga przy Putinie, a w tym czasie w jej próbce znajdują doping 

Opisuje też historię, którą nazywa "historią rosyjskiego sportu w pigułce". Trwa ceremonia otwarcia pływackich mistrzostw świata w Kazaniu 2013 (o których wiemy już z tzw. raportu McLarena, że były jednym z dopingowych poligonów przed operacją Soczi 2014), w imieniu sportowców przysięgę składa uwielbiana przez kibiców Jana Martynowa. W obecności prezydenta Władymira Putina Martynowa uroczyście ślubuje w imieniu pływaczek i pływaków wieść sportowe życie bez dopingu i oszustw. "A ja w tej samej chwili siedzę w moskiewskim laboratorium i wpisuję do komputera, że właśnie złapaliśmy Martynową na dopingu" – pisze Rodczenkow. Pływaczka została w końcu zdyskwalifikowana, ale dopiero w 2016 roku. 

Książka "Rodchenkov Affair" będzie dostępna od czwartku, ale wybrane fragmenty opublikował "Mail on Sunday", czyli gazeta, która już w 2013 opisywała Rodczenkowa jako ojca chrzestnego rosyjskiej mafii dopingowej. I zapowiadała, że Rosjanie przygotowują dopingową ofensywę przed igrzyskami Soczi 2014. Tak się stało, ale w następnych latach system zbudowany z pomocą Rodczenkowa zawalił się z hukiem. Śledztwa dziennikarskie, przede wszystkim niemieckiej ARD, zmusiły do działania Światową Agencję Antydopingową, a gdy zdemaskowane zostały oszustwa w lekkoatletyce, Rodczenkow jesienią 2015 uciekł z Rosji do USA, obawiając się o życie. Został objęty programem ochrony świadków, a w 2016 opowiedział agentom federalnym, ale też dziennikarce „New York Timesa”, o dopingowaniu i tuszowaniu dopingu w Rosji, o tym, jak w Soczi podmieniał próbki na czyste przez dziurę w ścianie laboratorium antydopingowego. Od tego czasu Rosja jest w sporcie na cenzurowanym. Została zawieszona w prawach członka międzynarodowej federacji lekkoatletycznej. W igrzyskach w Pjongczangu jej sportowcy startowali bez własnej flagi i hymnu i pod warunkiem przejścia przez antydopingowe sito, w Tokio za rok te kryteria mogą być jeszcze ostrzejsze, choć Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu dopiero rozpatruje sprawę kary nałożonej na Rosję przez WADA. Rosja ma też mieć zakaz organizowania mistrzowskich imprez rangi światowej i wystawiania w nich sportowców pod własną flagą przez najbliższe cztery lata.  

Przeczytaj także: