Były głodzone, bite i torturowane psychicznie. "Kultura strachu przenika całą naszą dyscyplinę"

Byłe zawodniczki ujawniły mroczne sekrety brytyjskiej gimnastyki. Miały być głodzone, bite i dręczone psychicznie. - Kultura strachu przenika całą naszą gimnastykę - napisała na łamach "Telegraph" Jennifer Pinches, która reprezentowała Wielką Brytanię na igrzyskach olimpijskich w Londynie w 2012 roku.

Netflix nakręcił ostatnio dokument "Sportowiec A" o Larrym Nassarze, byłym lekarzu amerykańskich gimnastyczek, który "okazał się potworem". Wykorzystał seksualnie setki zawodniczek, rozdając cukierki i udając "jedyną miłą osobę w reprezentacji". - Larry ratował się zawsze tym samym argumentem: "Te kobiety są zagubione" - tłumaczyła jedna z jego ofiar. Nie minęły dwa tygodnie, a podobną aferą w środowisku gimnastycznym żyje brytyjska opinia publiczna.

Zobacz wideo Messi ma dość prezesa Barcelony. Czy może odejść?

Wstrząsające relacje byłych zawodniczek

Swoimi historiami postanowiły podzielić się gimnastyczki z Wysp. Nad wieloma z nich znęcać mieli się trenerzy. - Byłam przerażona tym, że mogę przybrać na wadze - opowiada była zawodniczka Nicole Pavier w rozmowie z BBC Sport. 24-latka twierdzi, że była ważona codziennie w czasie swojej kariery. W wieku 14 lat rozwinęła się u niej bulimia. Trzy lata później odeszła z gimnastyki, bo nie mogła dłużej żyć w swoim wychudzonym ciele. Mimo to, wciąż ma problemy z odżywianiem. - Teraz gdy jestem dorosła dopiero, widzę, jak bardzo to na mnie wpływało. Od zaburzeń odżywiania, przez chroniczny ból, budzenie się każdej nocy z powodu koszmarów. Nadal nienawidzę tego, jak wyglądam. Budzę się i przez kilka dni z rzędu nie chcę jeść nawet śniadania - dodaje.

Francesca Fox, która występowała jako gimnastyczka podczas igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku, powiedziała, cytowana przez "The Guardian", że ciągle mówiono jej, że jest "gruba" i "wygląda jak hipopotam". Ważyła się 10 razy dziennie. Inna była brytyjska gimnastyczna olimpijska Lisa Mason przyznała, że była zmuszana do tak intensywnego treningu, aż zaczęły jej krwawić ręce. - Ale wszyscy przez to przechodzą, więc uważałam, że to normalne - tłumaczy. Gimnastyczki, które odważyły się zabrać głos, otrzymały silne wsparcie od aktualnej reprezentantki kraju, Becky Downie. Wicemistrzyni świata sprzed roku napisała na Twitterze: Najważniejsze jest teraz, by chronić przyszłe pokolenia. Nie zrozumcie mnie źle, ten sport jest wymagający i jest wiele złych rzeczy, z którymi musisz się zmierzyć, aby dostać się na szczyt, ale to jest linia, która została przekroczona zbyt wiele razy.

Katorżniczy trening za frytki

BBC Sport dotarło do zeznań kilku innych anonimowych gimnastyczek - na wszystkich poziomach rywalizacji, które miały różnych trenerów i trenowały w różnych klubach. Wypowiadali się także ich rodzice. Ich relacje są wstrząsające. Jedna z zawodniczek opowiadała, jak trener zmusił je do trzygodzinnego treningu po tym, jak zobaczył, że jedzą frytki. Inny kazał im przeszukiwać wraz ze sprzątaczkami śmietniki w ośrodku treningowym i okolicach w celu znalezienia opakowań po jedzeniu. Jedna z dziewczyn miała być bita przez trenera drewnianym kijem, a inna w wieku 10 lat zamknięta za karę w szafce w przebieralni.

Wiele gimnastyczek twierdzi, że musiały trenować mimo kontuzji. Rodzice jednej z dziewczyn przyznali, że ich córka złamała nadgarstek, a mimo to niedługo później wróciła do treningów. Ból był tak silny, że pewnego razu po powrocie do domu zwymiotowała. Jej koleżanka złamała żebro na treningu, ale bała się powiedzieć o tym trenerowi. Uraz doprowadził ostatecznie do przebicia płuc, a to wykluczyło ją ze sportu na ponad rok. Byłe zawodniczki nadal odczuwają skutki psychiczne tamtych treningów. Leczą się na depresje, przyjmują silne leki. Większość nie chce, by ich dzieci uprawiały w przyszłości gimnastykę.

Odpowiedź trenerki

Głos zabrała także Claire Barbieri, była trenerka Pavier. W oświadczeniu cytowanym przez BBC Sport stwierdziła, że "jak dotąd nigdy nie otrzymałam formalnej skargi wniesionej przeciwko mnie przez gimnastyczki." Przyznała, że system szkolenia elitarnych zawodniczek może być "czasem wymagający." - Jednak w trakcie mojej kariery postępowałem zgodnie z najlepszymi praktykami brytyjskiej gimnastyki i nadal traktuję dobro gimnastyczek, które trenuję, jako główny priorytet - dodała.

- Kilka lat temu standardem było ważenie i mierzenie zawodniczek każdego dnia. Po otrzymaniu opinii od zespołu medycznego zmniejszono ten system do dwóch razy w tygodniu. Jestem w pełni świadoma ryzyka wystąpienia zaburzeń odżywiania wśród gimnastyczek i zapewniłem, że uzyskaliśmy profesjonalną opinię, a następnie korzystaliśmy z niej tam, gdzie zgłoszono potencjalne problemy - przekonuje.

Mason twierdzi, że brytyjskie gimnastyczki z aktualnej reprezentacji nadal boją się zabrać głos w tej sprawie na wypadek, gdyby zostały ukarane brakiem wyjazdu na przyszłoroczne igrzyska do Tokio. - Zawody olimpijskie odbędą się już za rok. Wiele osób nie chce denerwować ludzi, którzy podejmują kluczowe decyzje - przekonuje.

Kultura strachu

"Telegraph" opublikował artykuł Jennifer Pinches, która reprezentowała Wielką Brytanią w gimnastyce na igrzyskach w Londynie osiem lat temu. Już sam tytuł tej publikacji jest znaczący: "Kultura strachu przenika całą gimnastykę i musi się skończyć." Pinches pisze, że dzięki filmowi dokumentalnemu "Sportowiec A" rozpoczęła się dyskusja na temat nadużyć w brytyjskiej gimnastyce. - Oglądając ten dokument były momenty, gdy wydawał mi się bardzo bliski tego, czego doświadczały zawodniczki w Wielkiej Brytanii. Na szczęście nie słyszałam u nas o przypadkach wykorzystywania seksualnego, ale o kulturze strachu już tak - dodała.

Jej zdaniem wielu trenerów, którzy dopuścili się nadużyć, nadal pracuje z zawodniczkami. - To naprawdę niepokojące, bo zasady związku są bez znaczenia, gdy ludzie nie ponoszą odpowiedzialności za swoje zachowanie.

Dochodzenie związku

Brytyjski związek gimnastyczny ogłosił, że zostanie przeprowadzone niezależne dochodzenie w związku z zarzutami padającymi w ostatnich dniach z ust zawodniczek. - Gimnastyczki nie czuły, że mogą zgłosić do nas swoje problemy. Niezbędne jest niezależne dochodzenie, które pozwoli nam zrozumieć, dlaczego tak się stało i jak im pomóc - powiedziała prezes Jane Allen.

- Zachowania, o których słyszeliśmy w ostatnich dniach, są całkowicie sprzeczne z naszymi standardami bezpiecznego treningu i nie powinny mieć miejsca w naszym sporcie - dodała. Utworzono specjalną jednostkę do zbadania wszystkich zgłoszonych zarzutów. - Nie ma nic ważniejszego dla gimnastyki brytyjskiej niż dobro naszych gimnastyczek na każdym poziome i będziemy nieustannie dążyć do stworzenia kultury, w której ludzie będą czuć, że mogą zgłaszać wszelkie obawy - czytamy w komunikacie.

Przeczytaj też: