"Dajcie mu nóż, a przyniesie z Iranu naszego drona". Amerykę opanowało szaleństwo

Zdarzają się w sporcie nieprawdopodobne powroty - odrabianie wysokich strat w końcówce meczu. Zdarzają się razy czy dwa w sezonie, ale pięć? I to niemal tydzień po tygodniu! Nic dziwnego, że po tym ostatnim znany aktor serialowy Rainn Wilson skomentował: Wyślijmy Tima Tebowa do Iranu, żeby odzyskał naszego drona. Wystarczy mu nóż.

Tydzień z... to nowy cykl na Sport.pl, w którym codziennie przez siedem dni publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 26 kwietnia do 3 maja zajmujemy się największymi powrotami i zwycięstwami, które jeszcze w czasie trwania zawodów wydawały się bardzo odległe lub wręcz niemożliwe.

Nie ma chyba w historii sportu zawodnika, który grałby tak krótko i wygrał tak mało, a mimo to stał się obiektem ogólnonarodowego szaleństwa. Tim Tebow dosłownie przemknął po niebie NFL, ale zostawił po sobie ślad, który nie daje o nim zapomnieć. Są tacy wśród amerykańskich dziennikarzy, którzy widzą go w roli przyszłego prezydenta USA.

Niewiarygodna seria zwycięstw

Wspomniany Rainn Wilson swój komentarz napisał w grudniu 2011 r. po tym, jak prowadzeni przez Tima Tebowa Denver Broncos pokonali Chicago Bears 13:10. Na niespełna 5 minut przed końcem meczu "Niedźwiedzie" prowadziły 10:0. Wtedy Tebow popisał się niewiarygodną serią zagrań, w której miał siedem celnych podań na siedem prób i po przyłożeniu zmniejszył stratę do 3 punktów. Ale w następnej serii to rywale mieli piłkę i szansę, by grając na czas dowieźć zwycięstwo do końca. Jednak błąd Mariona Barbera z Chicago dał Broncos szansę. Do końca meczu zostało 53 sekundy. Gdy zegar wskazał 0:08, Matt Prater popisał się strzałem z 59 jardów i doprowadził do dogrywki. Ten sam zawodnik tym razem z 51 jardów zdobył decydujące trzy punkty w doliczonym czasie gry.

Tydzień wcześniej Broncos wygrali, zdobywając punkty na dwie sekundy przed końcem meczu, a czwartą kwartę zaczynali od stanu 21:28. Cofając się jeszcze o jedną kolejkę, Broncos wygrali z San Diego Chargers, wracając ze stanu 0:10, do 13:10 po dogrywce. Jeszcze tydzień wcześniej Tebow poprowadził swój zespół do spektakularnego zwycięstwa na New York Jets. Tym razem Tebow zaimponował nie tylko tym, że po jego podaniu na minutę i sześć sekund przed końcem Broncos wyszyli na prowadzenie, ale przede wszystkim doprowadzającą do tego serią zagrań, w której zdobył podaniami 35 jardów, a 57 jardów samemu przenosząc piłkę.

A cała Tebowmania zaczęła się od meczu z Miami Dolphins, w którym Broncos w ciągu ostatnich dwóch minut i 44 sekund zdobyli 15 punktów, doprowadzając do dogrywki, którą rozstrzygnęli na swoją korzyść.

On nie umie grać!

Najdziwniejsza w tej całej historii nie jest imponująca seria zwycięstw Broncos, ale fakt, że doprowadził do niej zawodnik, w którego prawie nikt nie wierzył. Jeszcze na początku sezonu 2011 dziennikarz "Denver Post" nazwał go najgorszym quarterbackiem NFL. Do dziś, Steven A. Smith - jeden z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych w USA, którego profil na Twitterze obserwuje niemal 5 mln użytkowników, za każdym razem, gdy jest poruszany temat Tebowa, wygłasza sentencję w rodzaju: "Bardzo go lubię, jest moim przyjacielem, ale on nie umie grać. On nie potrafi rzucać".

I Smith nie jest w tej opinii odosobniony, choć charakteru do walki i zdolności przywódczych nie sposób byłemu zawodnikowi Broncos odmówić. Ale Tebow pewnie nie dostałby szansy na grę, gdyby nie słaby początek sezonu Broncos. Z pierwszych pięciu meczów zespół przegrał cztery. A biorąc pod uwagę, że drużyna w sezonie zasadniczym NFL gra zaledwie 16 meczów, punkt wyjściowy do walki o awans do play-off był więcej niż fatalny. Dopiero w takim momencie Tebow dostał szansę gry w pierwszym składzie.

I tebowmania ogarnęła Amerykę. Powstało określenie "Tebow time" na czas końcówki meczu, w której rozgrywający Broncos stawał się innym zawodnikiem. Ta zbitka słów przeniknęła potem do potocznego języka na określenie decydujących fragmentów meczu. W mediach społecznościowych pojawiły się setki tysięcy, a może nawet miliony zdjęć tebowujących ludzi. Od nazwiska rozgrywającego Broncos powstało bowiem nowe słowa: tebowing, które oznaczało przyklęknąć na moment w charakterystycznej pozie. Tebow - jako manifestujący swoją wiarę chrześcijanin - po każdym meczu przyklękał w ten sposób, by na chwilę pogrążyć się w modlitwie. Taką pozę, aktor Alec Baldwin na gali NFL, gdy dzielił scenę z Tebowem:

Tim Tebow i Alec BaldwinTim Tebow i Alec Baldwin Fot. Marcio Sanchez AP

Ewangelizator na boisku

Za swoją publiczną modlitwę i manifestację wiary Tebow często krytykowany był w mediach. Jeszcze gdy grał w lidze uniwersyteckiej, organizacja nadzorująca rozgrywki NCAA wprowadziła przepis nazwany przez media: "Tebow rule", który zakazywał umieszczania na osłabiających refleks słoneczny naklejkach pod oczami napisów. A to dlatego, że Tebow w finale mistrzostw kraju pod oczami miał wypisany skrót: Jan 3, 16, odsyłający do wersetu Ewangelii św. Jana:

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

W 24 godziny po tamtym meczu - który zakończył się zwycięstwem kierowanych przez Tebowa, Florida Gators - w wyszukiwarkę Google skrót Jan 3,16 wpisano 90 mln razy!

Ale największe protesty wywołał jego udział w reklamie organizacji "Focus on the Family" podczas Super Bowl w 2010 r. Spot ogłoszono antyaborcyjnym, choć słowo aborcja w nim nie padło. Zawodnik opowiadał tylko o tym, jak jego matka mimo poważnych ostrzeżeń lekarzy zdecydowała się go urodzić. I to jest prawdziwa historia.

Tim Tebow przyszedł na świat na Filipinach w 1987 r., gdzie jego rodzice pełnili rolę misjonarzy Kościoła Baptystów. Tam jego matka Pam, zapadła na czerwonkę amebową i była w ciężkim stanie. Podczas powrotu do zdrowia kobieta odkryła, że jest w ciąży. Lekarze zalecali jej aborcję, bo uważali, że poród może być groźny dla jej zdrowia. Kobieta zdecydowała się jednak urodzić. Tim przyszedł na świat jako piąte dziecko państwa Tebow. Gdy miał 3 lata, rodzina przeniosła się do Jacksonville na Florydzie. Do dziewiętnastego roku życia chłopiec uczył się w domu, a w futbol grał w drużynie pobliskiej szkoły średniej. W 2006 r. został studentem Uniwersytetu Florydzkiego i grał w miejscowej drużynie Gators. Tam dał się poznać całej Ameryce, bo w USA rozgrywki w futbolu akademickim ustępują popularnościom tylko NFL. W 2007 r. Tebow został ogłoszony najlepszym zawodnikiem wśród futbolistów studentów, a w 2009 r. doprowadził Gators do mistrzostwa kraju.

Ostatni wielki mecz Tebowa

Ale po sezonie 2011 gwiazda Tebowa zgasła. Broncos podpisali kontrakt z jednym z najlepszych rozgrywających wszech czasów - Peytonem Manningiem. Dla Tebowa w drużynie nie było miejsca. Został wytransferowany do New York Jets. Był potem jeszcze w New England Patriots i Philapdelphia Eagles. Nigdzie już nie dostał szansy.

Ostatni wielki mecz rozegrał w pierwszej rundzie play-off przeciwko Pittsburgh Steelers. Na 97 sekund przed końcem meczu był remis 24:24, ale piłkę mieli rywali. Ich rozgrywającym był jeden z najlepszych zawodników w historii na tej pozycji, dwukrotny zwycięzca Super Bowl, Ben Roethlisberger. Broncos byli o włos od porażki, ale rywale nie zdołali w ośmiu próbach przesunąć się na tyle z akcją na boisku, by zdecydować się na strzał na bramkę, który dałby zwycięskie punkty. A w dogrywce Tebow popisał się najbardziej pamiętnym ze swoich zagrań. Posłał piłkę do Demaryiusa Thomasa, który rozstrzygnął losy meczu.

 

Po tej akcji Twitter odnotował 9420 wpisy na sekundę. Wtedy był to rekord wszech czasów. A w poniedziałek po tym meczu skrót "Jan 3,16" znów był najczęściej wpisywaną frazą w Google'u w USA, bo Tebow w meczu ze Steelers zdobył swoimi podaniami 316 jardów, a średnia długość jednej udanej próby wyniosła 31,6 jarda.