Niektóre światowe media okrzyknęły walkę Joanny Jędrzejczyk najlepszym kobiecym starciem w historii UFC. Kibice i eksperci mieli różne propozycje wyniku – to jedno z tych starć, gdzie argumenty do wygrania miały zdecydowanie obie zawodniczki, dodatkowo dochodziły sentymenty, co nie ułatwiało typowania. Rezultat na bok, po walce zarówno Weili Zhang, jak i Jędrzejczyk musiały pojechać do szpitala.
Doszło do bardzo dużej opuchlizny na czole, do zebrania się krwi i płynu. To jest u mnie bardzo częste. Przed walkami dużo czasu poświęcam na zbijanie wagi. Później, gdy jest nawadnianie po oficjalnym ważeniu, organizm stara się zasysać i trzymać wszystko, co podajemy.
– wyjaśniała Jędrzejczyk w programie Dzień Dobry TVN, odkąd w zasadzie zaczęła bez skrępowania już pokazywać twarz w mediach. Również w tym programie, miesiąc po walce, zaprezentowała nam się Karolina – w końcu bez łez, drżenia w głosie, okularów lub opatrunku na oku.
Tym razem w klasycznym w czasach pandemii koronawirusa anturażu video, ale to nie miało żadnego znaczenia, bo oto jest – uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona, bez zasłoniętego oka, nareszcie – bez fizycznych i miejmy nadzieję psychicznych śladów po jednogłośnie przegranej na punkty walce z Xiaonan Yan 23 lutego br. na gali UFC Auckland w Nowej Zelandii. Co ważniejsze, nie widać też blizn po rekonstrukcji złamanej kości oczodołu, co jednak nie oznacza całkowitego powrotu do zdrowia. Dopiero kolejne 2-3 miesiące mają okazać się kluczowe dla Karoliny i dać odpowiedź, czy oko wróci do pełnej sprawności. Na antenie TVN Kowalkiewicz opowiedziała o samej kontuzji, zabiegu oraz obecnej rehabilitacji w dobie kwarantanny.
Dostałam uderzenie w oko i to gałka oczna złamała dolną ścianę oczodołu. […] Oko podnieśli mi do góry, wstawili tam tytanową płytkę, przy okazji wyczyścili mi zatoki, bo tam nie było ujścia. […] Rehabilitacja polega na tym, że trzymam sobie palec [unosi go i opuszcza przed okiem – przyp. red.] i za palcem patrzę się w górę i w dół, na boki i tak trzy razy dziennie po kilka minut.
Ponadto podzieliła się spekulacjami o potencjalnych scenariuszach jej dalszej kariery. Teraz nie zależy ona już tyle od włodarzy, agentów czy bilansu w UFC, który delikatnie mówiąc, nie jest dla Karoliny łaskawy (cztery porażki z rzędu), ile stricte od stanu zdrowia reprezentantki Shark Top Team. Stanu zdrowia i metryki, której też żaden zawodnik na tym poziomie nie oszuka. Karolina skończy w tym roku 35 lat, a jeśli proces gojenia będzie się wydłużał – absencja może potrwać nawet dwa lata. Powiecie, że 37 lat to aktualny wiek naszej największej nadziei na pas UFC, czyli Janka Błachowicza. Ok, pełna zgoda, ale Janek jest w stałym trybie treningowym, na co teraz nie ma szans Karolina, a i jej pozycja w UFC, które, choć daje ogromne wsparcie zawodniczce, pod względem sportowym nie jest tak mocna. Sport to jednak nie wszystko i kto jak kto – Karolina to doskonale rozumie.
Myślę o przyszłości. Poza MMA jest też coś jeszcze. Chcę założyć rodzinę. […] Chociaż bardzo kocham MMA i jest to bardzo ważna część mojego życia, niestety nie podporządkuję wszystkiego pod ten sport. To tylko pewien etap w moim życiu. Więcej o MMA na InTheCage.pl.