560 mil morskich na żaglach w ciągu jednej doby? Tak to możliwe podczas Volvo Ocean Race

Jedne z najbardziej prestiżowych i wymagających regat żeglarskich na Świecie. Startujące załogi mają do pokonania trasę przebiegającą dookoła globu, liczącą prawie 40 tys. mil morskich, podzieloną na kilkanaście etapów.

Ekstremalny test umiejętności, wyczerpujący wyścig z czasem, ciągły brak snu, zmęczenie, nieustanne zmagania z wiatrem i niebezpieczeństwem, zawody budzące przerażenie zmieszane z podziwem to właśnie Volvo Ocean Race. Dla żeglarzy, start w tej elitarnej rywalizacji jest marzeniem, a wygranie zmagań dostępne jest tylko dla garstki szczęśliwców. Tu nie ma rywalizacji o wielką nagrodę pieniężną, na mecie czeka coś znacznie cenniejszego – chwała i podziw całego żeglarskiego świata. Zwycięzcy to prawdziwi ludzie z stali, którzy mimo tego często płaczą odbierając przechodne trofeum. Niektórzy żartują, że to łzy mówiące „już nigdy tam nie wrócę”, tak naprawdę to łzy wzruszenia na widok własnego nazwiska wyrytego na pamiątkowym pucharze.

best pictures of te racebest pictures of te race volvooceanrace.com

Przeplatanie nici motoryzacji z żeglarstwem

Regaty rozgrywane są raz na trzy lata, od 2001 roku noszą nazwę od głównego sponsora – koncernu motoryzacyjnego Volvo. 30 czerwca 2018 zakończyła się XIII edycja zawodów, 7 załóg pokonało trasę 39 tys. mil morskich, podzieloną na 11 etapów. Każdy z nich kończył się w wybranych miastach gospodarzy, by w trakcie kilku dni przerwy przeżyć prawdziwe święto żeglarstwa (Alicante, Lizbona, Kapsztad, Melbourne, Hong Kong (z zapłynięciem do Guangzhou), Auckland, Itajai, Newport, Cardiff, Goeteborg, Haga). Na mecie w Holandii zwycięstwo świętowała załoga „Dongfeng Race Team” na czele z francuskim kapitanem Charlesem Caudrelierem. Była to zarazem ostatnia edycja z Volvo w roli sponsora głównego. Nie znana jest jeszcze nowa nazwa cyklu.

Map 2017-2018Map 2017-2018 volvooceanrace.com

Dziś wystawienie jachtu do regat Volvo Ocean Race to koszt kilkunastu milionów euro, wszystkie załogi startują na identycznych jednostkach klasy VO65, które powstają w jednej stoczni z jednakowego projektu. Ma to na celu ograniczenie „wyścigu zbrojeń”, który z reguły wygra załoga z najwyższym budżetem. Kluczową różnicę tworzą załogi i kilkudziesięcio-osobowe teamy odpowiedzialne za ich skompletowanie. Dla żeglarzy regaty te są czymś w rodzaju Rajdu Dakar dla kierowców zawodowych. Imprezą, której nie można pominąć, dlatego na starcie spotykamy mistrzów olimpijskich i uczestników Pucharu Ameryki, w skrócie najlepszych z najlepszych.

O wygranej decydują umiejętności, wytrwałość i… duża dawka szczęścia. Niestety od ponad 40 lat Wielki Wyścig odbywa się bez polskich akcentów.

Legenda Copernicusa

Początkowo organizatorem tych okołoziemskich regat była Brytyjska Królewska Marynarka Wojenna,  pierwszą edycję wyścigu przeprowadzono jako Whitbread Round The Word Race (ówczesny sponsor trudnił się browarnictwem). Regaty rozpoczęły się 8 września 1973 roku w Portsmouth. Na starcie stanęło 167 żeglarzy na pokładach siedemnastu jachtów. Wśród nich znalazły się również dwie polskie jednostki: „Otago” z kapitanem Zdzisławem Pieńkawą oraz „Copernicus” z Zygfrydem Perlickim za sterem. Jachty pochodzące z mało znanego kraju o wielkich żeglarskich tradycjach i dokonaniach, ale zamkniętego za żelazną kurtyną. Mimo braku zasobnego budżetu, ze sprzętem odbiegającym od ówczesnych standardów, obie załogi zdecydowały się podjąć wyzwanie i spróbować przepłynąć cały dystans zawodów. Był to bardzo ambitny plan, wysoki poziom regat skłonił niektóre jednostki do udziału jedynie w wybranych etapach. Nikt wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego historycznego momentu, z jednej strony początku oceanicznego ścigania na ogromną skalę a z drugiej ostatniego polskiego epizodu w tych zawodach. Tak wspomina ten moment Bronisław Tarnacki, członek załogi „Copernicusa” (Zygfryd Perlicki, Ryszard Mackiewicz, Bogdan Bogdziński, Zbigniew Puchalski), która przepłynęła trasę 27 000 mil morskich, by zająć 11. miejsce w pierwszym historycznym wyścigu dookoła globu.  – „Dla nas był to ważny rejs, ale nie jedyny. Mieliśmy zaplanowane już kolejne starty w innych imprezach. Nie myśleliśmy o tym, aby spisywać nasze wspomnienia, czy dokładnie dokumentować rejs. Każdy z nas był wówczas aktywnym żeglarzem. Dopiero dziś widzimy, że był to najważniejszy start naszego życia. Wtedy nie mieliśmy o tym pojęcia.”

załoga Copernicusazałoga Copernicusa powrotcopernicusa.pl

Powrót w wielkim stylu

Po 44 latach od tamtej przygody polska załoga postanowiła raz jeszcze zadziwić żeglarski świat i stać się jedyną jednostką z pierwszej historycznej edycji, która wystartuje w Wyścigu Legend Volvo Ocean Race.

Wyścigu honorowego poprzedzającego ostatni etap regat z Goeteborgu do Hagi. Dzięki staraniom marek

Volvo Car Poland, Lotos, Roca, Akzo Nobel oraz przy wsparciu Polskiego Związku Żeglarskiego, jacht został na tę okoliczność wyremontowany i wyposażony. Po długiej i pełnej przygód wyprawie Copernicus powrócił 7 lipca do portu macierzystego.  Podczas Volvo Gdynia Sailing Days każdy mógł z bliska przyjrzeć się legendarnej jednostce i posłuchać wrażeń załogi z tego jubileuszowego rejsu.

Copernicus w GoeteborguCopernicus w Goeteborgu Robert Hajduk

A było czego słuchać ponieważ polski jacht stał się prawdziwą gwiazdą w szwedzkiej wiosce żeglarskiej. Jednostka zbudowana na podstawie seryjnego Opala II wzbudziła zdumienie wśród gwiazd światowego żeglarstwa i zgromadzonych widzów. Współczesnych jachtów nie sposób porównać do Copernicusa nadal służącego do szkolenia młodzieży w Yacht Clubie Stal Gdynia. Przy dobrych wiatrach legendarna jednostka rozwija maksymalną prędkość do 10,5 węzła. Dzisiejsze jachty, ledwie dotykające dnem powierzchni wody, od strony technologicznej przypominają bardziej promy kosmiczne. Potrafią pływać na żaglach szybciej od prędkości wiatru rzeczywistego, notując średnią prędkość dobową na poziomie 20 węzłów. Współcześni żeglarze w celu ograniczenia zbędnych kilogramów ładunku, żywią się wyłącznie liofilizowanym prowiantem, w latach 70-tych załoganci Copernicusa musieli sobie radzić przygotowując posiłki na kuchence naftowej. Właściwie trudno dziś powiedzieć, że to ta sama dyscyplina. Wszystko to działa na wyobraźnię, budzi respekt i szacunek również żeglarzy z ekipy Turn the Tide on Plastic – Bleddyn Mon i Lucas Chapman, którzy odwiedzili polski jacht tuż przed startem ostatniego etapu Volvo Ocean Race. Zobaczcie jakie były ich reakcje:

Jedno pozostaje niezmienne: Volvo Ocean Race to wciąż jedne z najbardziej wymagających i niebezpiecznych regat na świecie, w których udział przypłaciło życiem wielu wspaniałych żeglarzy.

Co dalej z polskim żeglarstwem oceanicznym?

Na kilka dni po powrocie Copernicusa do portu macierzystego zależy zadać sobie pytanie. Jak to się stało, że w roku 1973 w regatach dookoła Ziemi, Polskę reprezentowały aż dwie jednostki i dlaczego nigdy to się nie powtórzyło? Mało tego, próżno szukać jakichkolwiek polskich akcentów na regatach o tej randze.  W Polsce nie brakuje przecież zdolnych żeglarzy, brakuje natomiast odpowiedniego szkolenia i wspólnie wypracowanego systemu na skalę krajową, łączącego kluby żeglarskie, PZŻ, władze państwowe oraz sponsorów.

Puchar Europy klasy 29erPuchar Europy klasy 29er Robert Hajduk

Bardzo dobrym przykładem realizacji planu i organizacji imprezy na światowym poziomie są przytoczone wcześniej Volvo Gdynia Sailing Days. Podczas 19. edycji pobito rekord, w trakcie 23 dni rywalizacji (od 25.06 do 15.07) w 19 konkurencjach rywalizowało ponad 2000 żeglarzy. W niektórych klasach rozegrano zawody rangi Mistrzostw Świata (Laser U-21, Laser 4.7) czy Mistrzostwa Europy (29er, 49er, 49erFX, Nacra17). Taka skala imprezy może imponować, w basenie Morza Bałtyckiego podobną rangę ma jedynie Kieler Woche (tydzień kiloński). Optymizmem mogą napawać również projekty typu Volvo Youth Sailing Team Poland, mające na celu wspieranie młodych polskich żeglarzy w ich drodze na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 roku.

Mistrzostwa Świata U-21 klasy laserMistrzostwa Świata U-21 klasy laser Robert Hajduk