Nanga Parbat. "Zrobili wszystko, żeby pomóc. Moja wdzięczność nie ma dna"

- Jestem głęboko wdzięczna wszystkim, całemu zespołowi pod K2 - Adamowi, Denisowi i pozostałym wspinaczom. Wszystkim osobom, które były zaangażowane w pomoc. Ja wiem, że zrobili wszystko, żeby mu pomóc. Moja wdzięczność nie ma dna - mówiła na antenie TVN 24 Anna Solska, żona zaginionego na Nanga Parbat Tomasza Mackiewicza.

- Jestem głęboko wdzięczna wszystkim, całemu zespołowi pod K2 - Adamowi, Denisowi i pozostałym wspinaczom. Wszystkim osobom, które były zaangażowane w pomoc - mówiła na antenie TVN 24 wzruszona żona himalaisty.

- Ta energia, jaką Tomek generuje wśród ludzi, i jego charyzma, są fenomenalne, jest nie z tego świata. Wyzwala takie pokłady solidarności, dobra i miłości, że to się nie mieści w głowie - dodała.

Solska przyznała, że zdaje sobie sprawę tego, że zrobiono wszystko, żeby pomóc jej mężowi. - Cała akcja zespołu spod K2 też była nieprawdopodobna. Mogę powtarzać setki i tysiące razy, że bardzo dziękuję wszystkim, moja wdzięczność nie ma dna.

"Człowiek, który uwziął się na Nangę". Rozmowa z Tomaszem Mackiewiczem z 2016 roku

Pogoda uniemożliwiła akcję

Przypomnijmy, że dramat Mackiewicza i Francuzki Elisabeth Revol rozpoczął się w czwartek.  Kiedy członkowie polskiej wyprawy przebywającej w bazie pod K2 dowiedzieli się o wydarzeniach na oddalonej o 150 km Nandze, postanowili zorganizować akcję ratunkową.

W piątek Denisa Urubkę, Adama Bieleckiego, Piotra Tomala i Jarosława Botora zabrały spod K2 dwa śmigłowce. Po kilku godzinach lotu czterech himalaistów stanęło pod ścianą Nanga Parbat niedaleko bazy Diamir.

Tomala i Botor założyli obóz I na wysokości 4900 m n.p.m. i przygotowali się do przyjęcia Revol. W górę ruszyli Urubko i Bielecki. Mimo 40-stopniowego mrozu, trudnego terenu i ciemności po ośmiu godzinach dotarli na wys. 6000 m. Tam spotkali zmęczoną Revol. Chwilę odpoczęli, dali jej jeść i pić i zaczęli sprowadzać w dół.

Akcja ratownicza znajdującego się znacznie wyżej Mackiewicza okazała się niemożliwa ze względu na fatalne warunki pogodowe. - Niestety, warunki się pogarszają, wiatr na górze się wzmaga, jego prędkość dochodzi do 80 km na godzinę. Prognozy nie są optymistyczne, zapowiadane są na wieczór opady, a nawet burza śnieżna. W tej sytuacji dalsza akcja ratunkowa nie jest możliwa - oznajmił w nocy z soboty na niedzielę kierownik komitetu organizacyjnego narodowej wyprawy na K2 Janusz Majer.