Spróbują wrócić po Mackiewicza? Przyjaciel Revol dał nadzieję, ale szybko się wycofał

Zaskakującą informację dotyczącą podjęcia próby wysłania ekipy po Tomasza Mackiewicza przekazał na swoim portalu społecznościowym Ludovic Giambiasi. Przyjaciel uratowanej Elizabeth Revol napisał, że czynione są starania, by po Polaka poleciał helikopter. Szybko jednak z tego się wycofał.

Giambiasi dał do zrozumienia, że jest szansa, iż zostanie podjęta próba lotu po Mackiewicza.

„Staramy się o helikopter dla Tomka” – napisał na swoim profilu na Facebooku.

Raczej nie mogło to oznaczać lotu na wysokość ponad 7200 metrów, gdzie prawdopodobnie uwięziony jest Polak. Zadanie to wydawało się niewykonalnym, przynajmniej w warunkach, jakie panują obecnie wokół Nangi. Oprócz słabej widoczności na górze zapowiadane są też burze śnieżne.

Polecieli na 7800

W historii zdarzały się już co prawda akcje ratunkowe na szczytach Himalajów, ale były przeprowadzane specjalistycznym sprzętem.

Kilka lat temu w masywie Mount Everestu włoski pilot i ratownik Maurizio Folini wzbił Eurocopter AS 350  na wysokość 7800 m.

Uratował wtedy potrzebującego pomocy alpinistę z Nepalu, który był tak wyczerpany wspinaczką, że nie mógł się poruszać.To był rekordowy pułap, na którym udzielono wtedy tego typu pomocy. Warunki meteorologiczne były jednak wtedy bardzo dobre.

W obecnej akcja ratunkowej na Nandze wykorzystano helikopter pakistańskiego wojska, który maksymalnie może polecieć na nieco ponad 6000 metrów.

"Nie będzie ratunkowego lotu. Piloci mówią, że ich maszyna może wznieść się maksymalnie na 6000 metrów. Idzie śnieżna burza. Takie są okrutne fakty - napisał Giambiasi godzinę po pierwszym wpisie. Dodał też, że w chwili, gdy Revol odłączała się od Mackiewicza, Polak był w "stanie agonalnym".

"Człowiek, który uwziął się na Nangę". Rozmowa z Tomaszem Mackiewiczem z 2016 roku