Nanga Parbat. Daniele Nardi: Tomek nie ma wielkich szans, ale nadzieja umiera ostatnia

- Dostajemy bardzo ubogie informacje, wielu rzeczy nie wiemy. Z moich źródeł wynika, że Tomek przebywa w szczelinie lodowej gdzieś na wys. ok. 7300 m. Jest w bardzo złym stanie - w rozmowie z portalem Wyborcza.pl powiedział Daniele Nardi, włoski himalaista, który włączył się w organizację akcji ratunkowej Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol, którzy utknęli w drodze na szczyt Nangi Parbat.

Mackiewicz wraz z Revol utknęli w drodze na szczyt Nangi Parbat (8125 m n.p.m.). Polak ma poważne odmrożenia, nie może chodzić i słabo widzi. W sobotę rano czasu miejscowego na ratunek himalaistom wyruszą polscy himalaiści będący w bazie pod K2. Będzie ich co najmniej czterech, w tym Adam Bielecki i Denis Urubko.

Ostatnie, potwierdzone informacje, są takie, że Francuzka zeszła do wysokości co najmniej 6600 m n.p.m., a Mackiewicz znajduje się mniej więcej na wysokości 7280m n.p.m. Nie jest do końca pewne w jakim stanie znajduje się Polak i w jakim miejscu czeka na pomoc...

Na łamach portalu Wyborcza.pl głos w sprawie zabrał Daniele Nardi - włoski himalaista, który kilka razy próbował zdobyć Nanga Parbat w zimie. Wspinał się z Revol, niewiele brakowało, a zostałby górskim partnerem Mackiewicza. Teraz włączył się w organizację akcji ratunkowej.

Nardi skomentował informacje, które mówiły o tym, że Mackiewicz znajduje się na 7280 m n.p.m., gdzie miał dostać się dzięki pomocy Revol, i jest w posiadaniu namiotu.

- Nic o tym nie słyszałem, jestem całkiem pewny, że nie jest w namiocie. Dostajemy bardzo ubogie informacje, wielu rzeczy nie wiemy. Z moich źródeł wynika, że Tomek przebywa w szczelinie lodowej gdzieś na wys. ok. 7300 m. Jest w bardzo złym stanie. Widzi gorzej, bo cierpi na śnieżną ślepotę. Ma mocne odmrożenia – nie wiem czy nóg czy rąk. Wiem, że nie jest w stanie iść, jest totalnie wyniszczony - powiedział Nardi.

- Nie wiem, gdzie teraz jest Elisabeth, ale kilka godzin temu udało jej się zejść na wysokość ok. 6600 m. To mniej więcej miejsce, gdzie na drodze Kinshofera zakłada się obóz III - dodał.

Włoch skomentował też próby możliwie jak najniższego zejścia w wykonaniu Revol. - Tomek i Elisabeth wspinali się drogą Messner-Messner-Eisendle-Tomaseth, ale Eli próbuje schodzić drogą Kinshofera, klasyczną, którą najczęściej atakuje się szczyt. Mogę podejrzewać, że droga, którą wspinali się w górę, jest pełna szczelin, których w pojedynek nie byłaby w stanie pokonać. Tak jak powiedziałem, niedawno była na wys. 6600 m. Mam nadzieję, że się nie zatrzyma, będzie dalej schodziła. Ale to nie będzie łatwe. Znam tę drogę, jest skomplikowana, a w zimie dodatkowo wymagająca - powiedział Nardi.

I zakończył: Tomek nie ma wielkich szans, ale nadzieja umiera ostatnia.

Cała rozmowa do przeczytania na portalu Wyborcza.pl.