Podnoszenie ciężarów. Adrian Zieliński poddał się badaniu wariografem. POLADA: szkoda, że nas przy tym nie było

"Jako jedyna osoba na świecie, którą podejrzewano o stosowanie dopingu, poddałem się takiemu badaniu" - twierdzi Adrian Zieliński. Zdyskwalifikowany na cztery lata mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów chce, by w oparciu o wynik badania wariograficznego karę zamieniono mu na naganę. Czy ma na to szanse? Pytamy Michała Rynkowskiego z Polskiej Agencji Antydopingowej.

Zieliński to złoty medalista igrzysk olimpijskich w Londynie, w 2012 roku. Z igrzysk w Rio wrócił przedwcześnie, po tym jak okazało się, że w jego organizmie wykryto nandrolon. Sztangista bronił się, przekonując, że niedozwolonej substancji nie przyjął świadomie. Ale jego wyjaśnieniom nie dano wiary i ukarano go czteroletnią dyskwalifikacją. Na 24 października zaplanowano ostatnią rozprawę z sprawie Zielińskiego. W poniedziałek sportowiec opublikował na Facebooku następującą wiadomość:

Rozmowa z Michałem Rynkowskim, p.o. dyrektora Polskiej Agencji
Antydopingowej

Łukasz Jachimiak: Czytał Pan już wpis Adriana Zielińskiego na Facebooku?

Michał Rynkowski: Nie.

Mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów poinformował, że poddał się badaniu wariografem, które – według niego – wykazało, że nie przyjął świadomie dopingu, w związku z czym będzie się ubiegał o zamianę czteroletniej dyskwalifikacji na naganę. Jest możliwe aż takie złagodzenie kary? I czy wynik badania wykrywaczem kłamstw może być dowodem w sprawie?

- Oczywiście można brać pod uwagę wszelkie dowody, ale trudno mi się odnieść w sposób jednoznaczny do tego przypadku. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób były zadawane pytania, jakie one konkretnie były.

Z wpisu Zielińskiego wiemy, że odpowiedział na trzy pytania, ale nie znamy tych pytań. Cytuję: „Badanie zostało wykonane przez biegłego sądowego, który na co dzień zajmuje się takimi badaniami w sądzie w Warszawie. Zostały mi zadane trzy pytania na temat przyjmowania dopingu (…) Wynik badania oczywiście potwierdził moją wersję wydarzeń”. Zieliński dodaje też: „Jako jedyna osoba na świecie, którą podejrzewano o stosowanie dopingu poddałem się takiemu badaniu (…) Tylko ja się odważyłem na taki krok, ponieważ nie mam nic do ukrycia”.

- To nie jest pierwszy tego rodzaju przypadek. Mamy sprawę w toku dotyczącą dżudoki Artura Pujszo, który poddał się badaniu wariografem. Jeszcze nie przesłał do nas wyników tego badania, ale wiemy, że je zrobił. Wracając do sprawy Zielińskiego, trudno się odnieść do tego, co napisał, bo jeżeli chodzi o badanie wariograficzne, kluczowe jest to, jakie zostały zadane pytania. Poza tym dla transparentności całego procesu dobrze by było, gdyby zawodnik poinformował nas wcześniej o swoich zamiarach i zaprosił do wzięcia udziału w tym badaniu. Z punktu widzenia przepisów antydopingowych przy wykryciu takiej substancji jak nandrolon, ale użytej nieświadomie, zawodnikowi grozi kara do dwóch lat dyskwalifikacji.

Czyli maksymalnie cztery lata za świadome użycie, a za nieświadome – maksymalnie dwa?

- Dokładnie tak. Ale w tej chwili trudno cokolwiek nowego powiedzieć. Rozprawa pana Adriana odbędzie się 24 października w Warszawie przed panelem dyscyplinarnym drugiej instancji przy naszej agencji. Zakładam, że wtedy jego nowe dowody zostaną zaprezentowane.

Czy w ciągu roku coś się zmieniło, jeśli chodzi o branie pod uwagę badania wariograficznego w walce sportowców o udowodnienie ich niewinności? Pytam, bo rok temu Zieliński badaniu się nie poddał, uznając, że to mu nie pomoże.

- W naszym podejściu nic się nie zmieniło. Zgodnie z przepisami panel dyscyplinarny w sposób swobodny podchodzi do zaprezentowanych dowodów, więc tak naprawdę dowodem może być wszystko. Pytanie jest oczywiście takie, czy ten przedstawiony dowód będzie miał wpływ na ocenę danego przypadku. Jeżeli rzeczywiście badanie wariografem jest w stanie przybliżyć nas do prawdy o tym przypadku, to jak najbardziej wynik stanowi dowód w tej sprawie. W przypadku Zielińskiego nie wiem czy będzie to dowód, który rzeczywiście jest w stanie zmienić dotychczasową ocenę, która została dokonana przez panel dyscyplinarny pierwszej instancji.

Czyli wszystko zależy od tego, czy pytania na jakie w badaniu odpowiedział Zieliński panel uzna za właściwe?

- Dokładnie. Mogło być zadane pytanie czy zawodnik stosował doping na tydzień przed wyjazdem na igrzyska, on odpowiedział zgodnie z prawdą, że nie, ale wziął doping np. miesiąc przed wyjazdem, o co zapytany nie został. To są niuanse, ale bardzo ważne.

Czyli jeśli pytania nie były bardzo precyzyjne, będziecie podkreślać, że źle się stało, że nikogo od was nie było na badaniu?

- Oczywiście. Sama nasza obecność pozwoliłaby zweryfikować, jaki sprzęt został użyty do przeprowadzenia badania, czy ten biegły posiada odpowiednie kwalifikacje. Nie wiemy, kto nim był, nie wiemy na jakim sprzęcie było przeprowadzone badanie, to na pewno będzie podlegało weryfikacji.

Może się więc okazać, że nowy dowód Zielińskiego to żaden dowód i powiecie, że badanie wariografem należałoby zrobić jeszcze raz, w Waszej obecności i z pytaniami, jakie Wy chcecie zadać?

- Zawsze sugerujemy, żeby zawodnicy nie działali na własną rękę, żeby sami nie przeprowadzali analiz odżywek i suplementów diet. Kiedy jeszcze sprawa trwała na poziomie pierwszej instancji, to informowaliśmy pełnomocnika zawodnika, że życzylibyśmy sobie być obecni podczas tego rodzaju analiz i badań. Ale jeżeli zawodnik nas nie zaprasza, to cóż, nie mamy na to wpływu.