Sportowy weekend. Rusza proces stulecia, a Pistorius zakochany

- Trauma będzie mi towarzyszyć całe życie - mówił rok temu Oscar Pistorius, który zastrzelił, jak twierdzi przypadkiem, swoją narzeczoną. W poniedziałek rusza proces, a trauma chyba już mu minęła, bo znalazł nową miłość. Poza tym w sportowym weekendzie o pokazach siły: Kamila Stocha, LeBrona Jamesa (w dwóch maskach) i Marcina Gortata. A na deser ciekawy telefon do redakcji... z Pakistanu.

"Sportowy weekend" to tytuł cyklu w Sport.pl. Co tydzień w niedzielę wieczorem podsumowujemy weekend w światowym sporcie, pisząc o tematach niekoniecznie lądujących na czołówkach portali. Wybieramy: wydarzenie, bohatera, antybohatera, liczbę, wideo, zdjęcie, cytat i tweet weekendu.

Wydarzenie tygodnia

Mecz Atletico z Realem Madryt miał dać odpowiedź na pytanie, kto jest w tym momencie najsilniejszy w lidze hiszpańskiej. Przed spotkaniem Real miał trzy punkty przewagi nad Atletico i Barceloną.

Niedzielne spotkanie rozpoczęło się lepiej dla drużyny Carlo Ancelottiego. Już w trzeciej minucie gola strzelił Karim Benzema. W 28. minucie był remis, bo Diego Lopeza pokonał Koke. Kiedy wydawało się, że do przerwy nic już się nie zmieni, w ostatnich sekundach pierwszej połowy kompletnie niepilnowany Gabi uderzył bez namysłu z dystansu. Lopez był zaskoczony, za późno zareagował i piłka wpadła do siatki.

W 82. minucie meczu wyrównał Ronaldo i derby Madrytu zakończyły się remisem 2:2.

Mecz weekendu? Na pewno. Ale czy coś wyjaśnił? Raczej nie.

Bohater weekendu

Kamil Stoch wygrał konkurs skoków w Lahti i ponownie objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Zrobił to dzień po bardzo słabym konkursie drużynowym, po którym pojawiły się głosy, że Polacy już w tym sezonie nic wielkiego nie pokażą. Świetne wyczucie czasu. Co ważne, pokonał też Severina Freunda, który w ostatnich konkursach pokazywał, że może pogodzić dwóch faworytów do Kryształowej Kuli (Stocha i Prevca). Król wrócił.

Antybohater weekendu

Rok temu w walentynki Oscar Pistorius zastrzelił swoją narzeczoną Reevę Steenkamp. Przekonywał i przekonuje, że nie było to morderstwo, a działanie w samoobronie, bo myślał, że w łazience jest włamywacz. Prokuratorzy mu nie wierzą, a w poniedziałek rusza proces (nazywany w RPA procesem stulecia) i znów dużo się mówi i pisze o sportowcu, który biegał na protezach i walczył o prawa dla niepełnosprawnych.

Pistorius zostaje antybohaterem naszego weekendu nie za to, że stwierdzamy, że jest winny, bo takiego prawa nie mamy. Zapewniał, że zrobił to przypadkiem i to dla niego największa tragedia w życiu, a trauma będzie mu towarzyszyła do śmierci, bo kochał Reevę.

Pistorius zostaje antybohaterem, bo nie do końca wierzymy w to, co mówi o miłości. Mimo traumy ma już nową miłość Leah Skye Malan, którą poznał na urlopie w Mozambiku. Podobno przedstawił już ją rodzicom, a oni ciepło ją przyjęli. Jakieś to dla nas niesmaczne i niezrozumiałe, ale o różnym postrzeganiu miłości pisał już kiedyś Konstanty Ildefons Gałczyński dla swojego Teatrzyku ''Zielona Gęś'', więc może coś jest na rzeczy. Ciekawe, czy kurtyna po procesie Pistoriusa spadnie ze złowieszczym świstem (vide ''Miłość'', Teatrzyk ''Zielona Gęś'')

Zdjęcie weekendu

W czwartek kibice zobaczyli LeBrona Jamesa w czarnej masce. Koszykarz założył ją, żeby chronić złamany nos. Wystąpił w niej w meczu przeciwko New York Knicks. Po tamtym meczu w internecie pojawiły się porównania koszykarza do Zorro, Batmana, a nawet tak okrutnej postaci jak Hannibal Lecter. NBA uznało, że takiej maski nosić nie może.

LeBron James w meczu z Nowym JorkiemLeBron James w meczu z Nowym Jorkiem Fot. Steve Mitchell

Fot. AP

W sobotę w meczu z Orlando wyglądał już mniej groźnie, bo przywdział inną maskę, w której wyglądał już bardziej ludzko. Ale pozory mylą, bo tak samo jak w czwartek, poprowadził swój zespół do zwycięstwa.

LeBron James w meczu z OrlandoLeBron James w meczu z Orlando Fot. Robert Mayer

Fot. AP

Wideo weekendu

Marcin Gortat w meczu Toronto Raptors rzucił 31 punktów, a jego zespół wygrał 134:129. Tyle razy do kosza Polak jeszcze w karierze nie trafił, więc warto zobaczyć, jak to było.

 

Cytat i tweet tygodnia

- Kocur skacze dopiero, jak widzi mysz - powiedział polski himalaista Tomasz Mackiewicz. Wraz z Niemcem Davidem Goettlerem wziął udział w ataku szczytowym na niezdobyty zimą ośmiotysięcznik Nanga Parbat (8126 m) w Pakistanie. Wcześniej z ataku zrezygnował Simone Moro, gwiazda himalaizmu, który na swoim koncie ma trzy pierwsze zimowe wejścia na ośmiotysięczniki. Taka sztuka udała się tylko Jerzemu Kukuczce i Krzysztofowi Wielickiemu.

Z kolei Mackiewicz to przykład, że nie trzeba mieć wielkich osiągnięć ani być poważanym za nie w środowisku wspinaczkowym, by dokonywać wielkich rzeczy. Przed rokiem osiągnął na Nanga Parbat wysokość 7400 metrów. Tak wysoko nie był tam nikt w zimie od sezonu 1996/1997.

W tym roku z Goettlerem doszli na 7200 metrów. W relacji wyprawy Moro i Goettlera mogliśmy wyczytać, że David był dużo szybszy od Tomka do wysokości 7000 metrów i musiał torować drogę. Jednak, jak to ujął Mackiewicz, siły wstąpiły w niego dopiero wtedy, kiedy przekroczył 7000 metrów. Wcześniej nie było potrzeby gonić w górę. Wiało jednak zbyt mocno, żeby kontynuować atak. Wyprawa Moro i Goettlera opuszcza bazę pod Nanga Parbat. A Polacy (Tomasz Mackiewicz, Paweł Dunaj, Jacek Teler i Michał Obrycki)... zostają i spróbują zaatakować jeszcze raz.

O czym postanowił poinformować nas porannym telefonem Tomasz Mackiewicz. Jako że z kasą krucho, pożyczył telefon od Moro.

LeBron James w meczu z Orlando

"Czapa" to pseudonim Tomasza Mackiewicza. Skąd się wziął? Lubi nosi czapki.

Życzymy więc kocurowi, żeby złapał tę myszkę i z łupem bezpiecznie wrócił do kraju. Postępy wyprawy można śledzić tutaj >>

Liczba weekendu

3 - zaledwie tyle razy himalaiści pokonali w zimie na Nanga Parbat wysokość 7000 metrów. Dwa razy udało się to Tomaszowi Mackiewiczowi (w tym roku i poprzednim).

Więcej o: