Zdzisław Ambroziak: kwestia kalibru

Zdzisław Ambroziak: kwestia kalibru

Jeden z krytyków powiedział o filmie Michelangelo Antonioniego "Zaćmienie", że jest w nim wszystko, oprócz głównego wątku. Dokładnie to samo można powiedzieć o karierze tenisowej Rosjanki Anny Kurnikowej.

Trzy lata temu, kiedy dotarła w Melbourne do półfinału, wydawało się, że zawojuje tenisowy świat. Tymczasem rodzicom i specjalistom od marketingu udało się zamienić dziewczynę o miłej powierzchowności w gigantyczny słup reklamowy. Nie wydaje się w dodatku, żeby Ania zdawała sobie sprawę z tego, jak żałosna w gruncie rzeczy przypadła jej rola.

Na szczęście są w tenisie i przykłady odmienne.

Patrick Rafter przez całe lata był symbolem seksu, jak dziś Kurnikowa. Nie przestał jednak być tenisistą. Pod koniec lat 90., kiedy dwa razy z rządu w bajeczny sposób wygrał US Open, wydawało się, że Samprasowi i Agassiemu przybył równorzędny rywal. Dopiero wtedy, nawiasem mówiąc, ludzie zrozumieli, jak błędny jest medialny wizerunek Raftera. Na Bermudach, gdzie zamieszkał, najwyżej ceni sobie święty spokój. Zamiast mizdrzyć się do kamer w reklamowych klipach, woli łowić ryby, golfa, plażę, relaks. Uprawia działalność charytatywną w jedyny akceptowalny sposób: jest darczyńcą hojnym, lecz anonimowym. Przy tym wszystkim zaś pozostał fenomenalnym wojownikiem na korcie, sportowcem, o którym Włosi mówią "cavallo di razza" - rasowy rumak pełnej krwi.

Kontuzje trapią go od lat. Pod koniec 1999 musiał poddać się serii zabiegów chirurgicznych. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku, w finale Pucharu Davisa w Barcelonie, nie był w stanie dokończyć meczu z Juanem-Carlosem Ferrero. Chyba i z tego powodu zapowiedział niedawno, że ten sezon będzie jego ostatnim. Wszyscy, na czele z wielkim Rodem Laverem, ufają, że zmieni zdanie. W walce o półfinał Australian Open zmierzył się z pogromcą Safina, Słowakiem Dominikiem Hrbatym, młodszym, ogromnie utalentowanym, grającym lepiej niż kiedykolwiek.

W połowie trzeciej partii, kiedy Dominik raz za razem trafiał passing-shotami niczym pociskami, wydawało się, że stary mistrz musi przegrać. Ale prawdziwego mistrza poznaje się po tym, że najlepiej gra wtedy, kiedy to jest najbardziej potrzebne. To nie jest kwestia umiejętności. To jest kwestia kalibru.