DŻUDO. Sam opłacił pobyt w Japonii. I wywalczył drugie miejsce

- Może dzięki temu, że sam opłaciłem pobyt w Azji, poszło mi tak dobrze? Wiadomo, że kiedy samemu za coś się płaci, to człowiek bardziej się przykłada - zastanawia się z uśmiechem na twarzy Tomasz Kowalski, który zajął właśnie drugie miejsce w silnie obsadzonym turnieju Grand Prix

Jacek Konopacki: Za wyprawę do Azji płacił pan z własnej kieszeni?

Tomasz Kowalski: Miałem szczęście, że klub pokrył mi przelot i zakwaterowanie, a ja musiałem ze swojej strony opłacić tylko pobyt, wyżywienie i ewentualnie jakieś odżywki czy odnowę biologiczną. Już wcześniej zakładaliśmy, że tak będzie, że związek nie będzie miał na to pieniędzy i będzie trzeba zapłacić samemu czy kombinować coś z klubem, więc byłem na to przygotowany. Cena marzeń jest czasami bardzo wysoka, ale szanse na kwalifikację olimpijską i zamieszanie na igrzyskach mam tak duże, że jestem gotowy wiele poświęcić dla moich marzeń. Dopóki mam jakieś swoje oszczędności, mam skąd wziąć pieniądze czy klub może mi jakoś pomóc, nie jest źle, nie chcę narzekać czy wymagać od kogoś wsparcia. Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji, że z powodów finansowych ucieknie mi jakaś szansa na start. To jest najważniejsze.

Z drugiej strony paradoksalnie może dzięki temu, że sam opłaciłem pobyt w Azji, poszło mi tak dobrze. Może to jakoś mi pomogło. Wiadomo, że kiedy samemu za coś się płaci, to człowiek podświadomie bardziej się przykłada do startu albo treningu. To trochę tak jak z językiem angielskim - w szkole za darmo uczyć się za bardzo nie chce, ale na korepetycjach, kiedy się za to płaci, już tak.

Dodatkowo część kosztów zwróciła się dzięki nagrodzie, to bardzo miły dodatek do startu. Te pieniądze będzie można przeznaczyć choćby na kolejny wyjazd na zawody.

Spędziliście wraz z trenerem w Japonii prawie miesiąc. W tym czasie wystartował pan też w dwóch turniejach. Jak można porównać treningi tam z tymi w Polsce czy w Europie?

- Bardzo trudno to porównać. Na zwykłym zgrupowaniu u nas rzadko bywa tak, że codziennie jest okazja do walk. Próbują to od niedawna kumulować specjalne campy olimpijskie Europejskiej Unii Judo, wówczas zgrupowania są dłuższe i poświęcone tylko sparingom, a poszczególne federacje dostosowują to do swoich potrzeb. Ale to i tak nie to samo. W Japonii jest zupełnie inaczej, każdy trening to tylko krótka rozgrzewka, a później cały czas walki. Ich intensywność zależy oczywiście od wytrenowania czy fazy przygotowań. W moim przypadku w czasie dwóch pierwszych tygodni praktycznie codziennie tylko walczyłem. Na początek osiem, dziesięć, może nieco więcej pojedynków na jednej sesji, dwa razy dziennie. Do tego dochodzą oczywiście wcześniej zaplanowane zajęcia na stadionie czy siłowni. Im bliżej turnieju, tym w zasadzie wszyscy bardziej redukują liczbę walk, a stawiają na intensywność. Ja mam jednak odwrotnie, bo po pierwsze, redukuję wagę, a z drugiej strony jestem przyzwyczajony do mocniejszego akcentu dwa, trzy dni przed startem, to zwykle przynosi dobry efekt. Tuż przed zawodami już tylko regulacja wagi i jeszcze trochę walk z konkretnym nastawieniem taktycznym. Pomiędzy obydwoma turniejami miałem także dwa kolejne dni sparingów na campie, a później już tylko trochę rozbiegania i przelot z Japonii do Chin.

Drugie miejsce w zawodach Grand Prix to chyba największy sukces w ostatnim czasie?

- Pozwala mi to zakończyć rok w dobrym humorze, jest to bardzo budujące i napawa optymizmem na przyszłość. W całym mijającym roku miałem jeden lepszy start - w zawodach Grand Slam w Moskwie, gdzie też byłem drugi, ale zdobyłem więcej punktów do rankingu i wygrałem z mocniejszymi przeciwnikami, więc satysfakcja była większa. I wówczas, i teraz w finale przegrałem z tym samym rywalem, ale w Chinach moja walka była zdecydowanie lepsza. Nie był to już tak jednostronny pojedynek, mogłem nawet wygrać. Pół roku temu było znacznie gorzej, więc z tego też można być zadowolonym. To było świetne zakończenie roku, zwłaszcza że przed zawodami byłem zmęczony, porozbijany i nie czułem się najlepiej, ale jak to w moim przypadku czasami bywa, czuję się źle, a później wszystko świetnie się udaje.

Teraz przed panem zawody masters czy zasłużony odpoczynek?

- Czekam jeszcze na aktualizację rankingu, bo nie wiadomo, czy załapię się do najlepszej szesnastki na świecie, która wystartuje w masters. Jeśli tak, to cały czas będę trenował, aby jak najlepiej tam wystartować. Jeśli nie, to na razie będzie trochę luzu, a do ciężkich zajęć powrócę po Nowym Roku. Zwłaszcza że w styczniu jest kilka miejsc, gdzie można intensywnie potrenować, np. camp w Austrii, gdzie przyjedzie cała europejska czołówka. Z kolei luty to będzie bardzo ważny moment w kwalifikacjach, bo praktycznie co weekend są ważne turnieje, m.in. wysoko punktowane Grand Slam i Grand Prix we Francji i w Niemczech. Trzeba się przygotować, bo to może poprawić moją sytuację w rankingu. Zwłaszcza turniej francuski jest moim ulubionym, na pięć startów w Paryżu wygrałem tylko jedną walkę, a dwa razy złapałem kontuzję, więc nie wiem, czy jest sens tam w ogóle jechać ( śmiech ).

Po drugim miejscu w Chinach awansuje pan w rankingu. O start w igrzyskach można być już chyba spokojnym?

- Dopóki trwają kwalifikacje, nie można tak powiedzieć. Moja przewaga rośnie, a mojemu największemu rywalowi [w każdej kategorii może wystartować tylko jeden dżudoka z danego kraju, Kowalski o kwalifikację walczy z Pawłem Zagrodnikiem z Czarnych Bytom - przyp. red.] punkty tymczasem topnieją, bo liczą się wyniki dwa lata wstecz. Jednak dopóki walka trwa, sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Punkty przemawiają na moją korzyść, ale to nie wszystko, bo decydujący głos i tak będzie należał do związku. Jeśli obaj się zakwalifikujemy, a wszystko na to wskazuje, zadecyduje Polski Związek Judo. Przy mojej dużej przewadze nie ma mowy, aby ktoś inny pojechał, ale na razie nie jestem jeszcze tego pewny.

Warto dodać, że pierwsza ósemka będzie rozstawiana na igrzyskach, wiec jest jeszcze o co walczyć, bo to daje teoretycznie łatwiejszych rywali w pierwszej rundzie na olimpiadzie.

Mistrzowie świata w przyciąganiu kibiców ?

Więcej o: