Wielka afera w USA. Dopingowane konie masowo padały. Trenerzy oskarżeni

To jeden z największych skandali na wyścigach konnych. - Koniom wstrzykiwano wszelkie nielegalne, często eksperymentalne leki, które pozwalały biegać nienaturalnie szybko lub maskować ból - podsumowywał prokurator. Zgromadzone akta mówią m.in o "pompowaniu krwi" i "czerwonym kwasie". Tłumaczą też, dlaczego trenerzy i weterynarze, czerpali z procederu milionowe korzyści i długo pozostawiali bezkarni.

Na konferencji prasowej, podczas której przedstawiono zarzuty, Geoffrey Steven Berman, prokurator Nowego Jorku, zakomunikował, że sprawa jest prawdopodobnie jednym z największych i najbardziej skomplikowanych przypadków dopingowania koni wyścigowych w historii Stanów Zjednoczonych, a śledczy nadal dowiadują się nowych rzeczy. Co do jednego nie miał wątpliwości:

Zobacz wideo

- Oskarżeni na pewno nie działali z zamiłowania do sportu i troski o konie, ale o z troski o własne portfele - oznajmił. - Konie były przymusowo karmione specyfikami i wstrzykiwano im wszelkie nielegalne, często eksperymentalne leki, które pozwalały biegać nienaturalnie szybko lub maskować ból - podsumował. Dodał, że ten proceder często prowadził do obrażeń i śmierci zwierząt.

Zagadka fatalnych amerykańskich statystyk, jeśli chodzi o śmiertelność koni, został zatem częściowo rozwiązana. Jeśli ktoś popatrzyłby na dane z ostatnich lat porównujące zgony koni w USA i na świecie, to Ameryka wypadałaby w nich podejrzanie źle. W całych Stanach Zjednoczonych w 2018 roku w każdym tygodniu umierało około 10 koni. Jak pokazują ogólne liczby odnotowane przez Jockey Club, to od dwóch i pół do pięciu razy więcej niż wynosi wskaźnik śmiertelności dla koni w Europie i Azji! Tam jednak przepisy antydopingowe są bardziej rygorystyczne, a badania zwierząt skrupulatniejsze. Na dodatek amerykańskie statystyki nie zawierały całej prawdy. Jak poinformowała prokuratura, zmarłe koni często zgłaszano jako zaginione, a ich ciała ukrywano. To okazało się mniej podejrzane niż notoryczne informowanie o ich śmierci.

"Pompowanie krwi" i "czerwony kwas"

To, co robiła grupa 27 osób (na razie aresztowano właśnie tyle) można momentami porównać do praktyk Eufemiano Fuentesa, który na potęgę szprycował kolarzy i niemal równie chętnie wtłaczał zakazane substancje do organizmów wszystkim pozostałym sportowcom. Tyle że Fuentes współpracował z ludźmi. Amerykańska grupa trenerów, weterynarzy i lekarzy ze zwierzętami. Ona mogła pozwolić sobie na więcej. Na pogrzeby koni nikt nie chodził, nikt nie nagłaśniał spraw ich zaginięć, a prawdopodobieństwo dekonspiracji też było dużo mniejsze. Tu przecież szprycowani sportowcy nie mogli wygadać się przed mediami i nie drżeli o własne zdrowie. To dlatego chętnie naginano przepisy, namawiano do fałszerstw i krzywdzono zwierzęta. We wszystkim pomagała też nauka i pomysłowość. Tak jak u Fuentesa, tak i tu niektóre mikstury czy sposoby maskowania środków były ponoć nie do wykrycia.

Niektórych z 27 oprawców trzeba wymienić z nazwiska. Wśród aresztowanych jest m.in. Jason Servis, trener Maximum Security, jednego z najlepszych koni wyścigowych na świecie. Servis to 63-letni posiadacz 37 milionów dolarów, bo mniej więcej tyle od 2008 roku zarobiły jego konie. Servis to też tytan pracy. Od 2018 r. do lutego 2020 r. wystartował ze swymi końmi w ponad 1000 wyścigów. Trudno mu się dziwić, miał znakomitą passę. To były lata sukcesów i wielkich  zwycięstw. Nie tylko jego. Servis współpracował ze kolegą, innym trenerem - Jorge Navarro. To ta dwójka jest najbardziej rozpoznawalnymi postaciami w całym akcie oskarżenia. To też główni autorzy dopingowych przekrętów.

Te przekręty opisane są w 4 odrębnych aktach oskarżenia. Polegały na produkcji, dystrybucji fałszowaniu, specjalnym złym oznakowaniu specyfików oraz potajemnym podawaniu ich koniom wyścigowym. W praktyce chodziło m.in. o "pompowanie krwi", czyli zwiększanie w niej ilości czerwonych krwinek, zastrzyki przeciwbólowe, czyli "małpki" i "blokery stawów", które sprawiały, że chory czy kontuzjowany koń mógł dalej startować w zawodach. Te ostatnie nazywane były "czerwonym kwasem". Do tego sformułowania w akcie oskarżenia mówią też o "oddychających lekach" aplikowanych w celu zmniejszenia zmęczenia i zwiększenia przyswajania tlenu.

W korzystaniu ze specyfików posunięto się ponad to, co było dotychczas znane w wyścigowej branży. Konie od dawna zasilano już jadem żaby, kobry, viagrą, kokainą, lakami na serce, a także rzecz jasna sterydami. Servis i Navarro mieli natomiast swoje mikstury. Żyłą złota okazało się coś, co określali nazwą SGF-1000, śledczy poinformowali ogólnie, że był to środek zwiększający wydolność koni. Jak się okazało dobry i dyskretny.

SGF-1000. "W całej Ameryce nie ma na to testu"

Kiedy 5 czerwca 2019 roku podczas szykowania Maximum Security do zawodów Pegasus Stakes, w stajniach Monmouth Park pojawili się kontrolerzy antydopingowi, Servis był nieco poddenerwowany. Koń był świeżo po przyjęciu SGF-1000. Trener szybko zadzwonił do jednego ze swych weterynarzy i opisał problem. Krystian Rene jednak uspakajał:

- Spokojnie, w całej Ameryce nie ma na to testu - zapewniał dwukrotnie. Miał rację. Konsekwencji przyjęcia środka nie było żadnych, poza przyjemnymi: sportowymi i finansowymi. Maximum Security był w wyścigu drugi. Ponieważ razem, z SGF -1000 przyjął jeszcze jedną niedozwoloną substancję, Servis poprosił innego weterynarza, by wpisał do dokumentów konia adnotację, że Maximum Security musiał przyjąć określony lek. Tak na wypadek, jakby ktoś na górze miałby do pobranych próbek za dużo zastrzeżeń.

Śledczy oskarżyli też obu trenerów, że podczas zamawiania i odbioru nielegalnych wspomagaczy posługiwali się fałszywymi nazwiskami, by w razie problemów nie można było powiązać ich ze sprawą.

Zaginione konie

Navarro i jego pomocnikowi postawione główne zarzuty dotyczące utylizacji zwłok koni i niezgłaszania zgonów odpowiednim służbom. W akcie oskarżenia jest zawarta rozmowa, jaką Navarro odbył z innym trenerem - Nicholasem Surickiem. Padają w niej informacje o koniach, które Navarro "zepsuł i zabił". Akta opisują też współpracę Servisa i Navarro, a czasem ich szczęście. Tak było choćby w sytuacji sprzed roku. 18 lutego 2019 roku Servis powiadomił Navarro SMSem, że do stodoły przybyli właśnie kontrolerzy. Ostrzeżenie było ważne, bo w innej rozmowie przeprowadzonej później przez Navarro z kolegą, trener przyznał, że właśnie zostałby przyłapany na „pompowaniu koni”.

Wśród 27 aresztowanych w sprawie jest w sumie 9 trenerów i siedmiu lekarzy weterynarii. Jeden z nich, Louis Grasso, który stworzył i sprzedawał leki zwiększające wydajność i doradzał jak je podawać, miał różnych klientów. W akcie oskarżenia zawarta jest jego rozmowa telefoniczna z Thomasem Guido, który przejęty poinformował go, że trenowany przez niego koń, który przyjął zalecane specyfiki, właśnie zmarł na atak serca. - Zdarza się - odparł Grasso, sugerując, że Guido "prawdopodobnie z czymś przesadził.” - Słyszałem takie rzeczy już ze 20 razy - skomentował Grasso, który zupełnie nie był śmiercią zdziwiony.

W innym miejscu aktu oskarżenia figuruje Sarah Izhaki, kolejny dostawca nielegalnych środków, który swym klientom proponował również specyfik na ich maskowanie. Aby jego wspomaganie nie było wykrywane w testach, zachęcał do skorzystania z leku o nazwie „Diabelski oddech”. Jednemu z trenerów tak tłumaczył sposób działania specyfiku: Możesz zabijać kogoś trucizną i oczyszczać jego krew, dopóki on żyje, po truciźnie nie będzie śladu - obrazował wynalazek.

Prawnicy Navarro i Servisa pytani o te historie przez dziennikarzy "New York Times" powiedzieli, że ich klienci nie przyznają się do winy. Podtrzymali to na pierwszej rozprawie.

Doping na 12 milionów

Po wyjściu sprawy na światło dzienne obrońcy praw zwierząt zaapelowali o utworzenie jednego krajowego organu nadzorującego wyścigi konne. - Działania opisane przez prokuraturę są prawdopodobnie tylko wierzchołkiem góry lodowej tego przemysłu - podsumowała inicjatorka projektu Kitty Block, przewodnicząca Humane Society of the United States.

Sprawę skomentował też New York Racing Association, który administruje kilka torów wyścigowych: W naszym sporcie absolutnie nie ma miejsca dla osób, które podałyby nielegalne lub zakazane substancje koniom" - skwitowano. Kibice i miłośnicy koni tylko się żalą: czarne owce zawsze się znajdą, bo na torze czekają na nich ogromne pieniądze. W latach 2018-2020, które są opisywane przed prokuraturę, Jason Servis i jego Maximum Security, wygrali osiem z 10 wyścigów, zarobili prawie 12 milionów dolarów. Byłoby ich więcej, gdyby nie sytuacja z Kentucky Derby 2019. Te prestiżowe zawody przed 150 tys. kibiców wygrał Maximum Security. Tyle że po przekroczeniu linii mety został zdyskwalifikowany. Sędziowie uznali, że niemal przewrócił konkurencyjnego konia i spowolnił inne. Kibice nie mogli uwierzyć w rozstrzygnięcie, nie każdy się z interpretacją wydarzeń z toru zgadzał. Po tym wydarzeniu Servis i jego koń dostali sporo wyrazów wsparcia. A może właśnie los chciał być ten jeden raz sprawiedliwy? Prokuratorzy nie mają wątpliwości, że w maju 2019 roku w Kentucky, Maximum Security też był nielegalnie wspomagany. Choć teraz Ameryka żyje epidemią koronawirusa, to jednak branżowe media dalej śledzą rozwój największej dopingowej afery na wyścigach. Servis i Navarro właśnie zostali wypuszczeniu z aresztu, za kaucją. Każdy musiał zapłacić 200 tys. dolarów. Panowie mają odebrane paszporty i zakaz zbliżania się do koni bez nadzoru osoby trzeciej. Ujawniono, że akt oskarżenia wiąże ich ze śmiercią 19 koni.

Przeczytaj też: