Breeders Cup. Ostatni bieg American Pharoah. Mistrzostwo świata! Szaleństwo w USA

2015 rok zostanie na dekady w historii sportów wyścigowych. Ogier American Pharoah po raz pierwszy od 37 lat został trójkoronowanym koniem, a w sobotę dołożył zwycięstwo w jednym z najważniejszych wyścigów świata Breeders Cup Classic, co nie zdarzyło się nigdy. Nigdy!

"Triple Crown winner American Pharoah" - od kilku miesięcy to zdanie powtarzają do znudzenia wszyscy miłośnicy wyścigów konnych i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Nie codziennie wszak jest się świadkiem historii i to przez duże "H". By zrozumieć, czym tak bardzo podniecają się Amerykanie, trzeba cofnąć się do 1978 r. wtedy ostatni raz jeden koń wygrał trzy gonitwy stanowiące prestiżowy cykl - Kentucky Derby, Preakness i Belmont Stakes. Dokonał tego Affirmed, później umieszczony na liście 100. najważniejszych sportowców USA obok mistrzów olimpijskich, najwspanialszych lekkoatletów, pływaków, tenisistów i koszykarzy.

Co jest tak wyjątkowego w wygraniu tych trzech gonitw? Że dzieli je tylko 5 tygodni a ostatnia jest najdłuższa. I tam właśnie nader często przegrywały już dwukrotnie zwycięskie super-konie, bo nie obowiązuje zasada, że konie rywalizujące w Belmont muszą ścigać się też w poprzednich gonitwach.

USA czekały 37 lat na kolejnego Trójkoronowanego, co sezon rozpalając się do białości po pojedynczym nawet zwycięstwie, analizując pochodzenie i doszukując się argumentów, że to właśnie będzie ten koń i właśnie teraz. Aż do 2015 r. Dokonał tego American Pharoah, nowy bohater Ameryki.

Skalę jego sukcesu oddaje jeden z galopów treningowych (zresztą przed jedyną w tym roku przegraną przez niego gonitwą Traves Stakes), kiedy na biegnącego na pustym torze ogiera patrzyło z trybun 20 tys. widzów! A gdy przyleciał na Breeders Cup na Keeneland Racecourse w Lexington jego wyjście z samolotu filmowało kilkadziesiąt kamer stacji telewizyjnych. Na żywo.

Nie dziwmy się więc, że wszyscy oczekiwali kolejnego niewiarygodnego wydarzenia. Tym bardziej, że jeszcze nigdy koń Trójkoronowany nie wygrał najwyżej dotowanej gonitwy w Stanach (pula nagród Breeders Cup Classic to 5 mln dolarów, a cały dwudniowy spektakl z 13 wyścigami to suma nagród przekraczająca 25 mln dol.). Z prostej przyczyny - kiedy ostatni raz wygrywał Affirmed, to Breeders Cup jeszcze nie wymyślono.

Jeszcze przed wyścigiem na dystansie 2000 m właściciele American Pharoah dodali pikanterii rywalizacji informując, że będzie to ostatni start tego trzylatka. Był oczywiście faworytem, ale eksperci podkreślali, że zmierzy się pierwszy raz w karierze ze starszymi końmi, co może utrudnić mu zadanie.

Ahmed Zayat, hodowca i właściciel American Pharoah tuż przed wyścigiem mówił, że jest dla niego najważniejsze tylko jedno: by jego koń spokojnie i bezpiecznie przebiegł ten ostatni raz.

Gdy stawka ośmiu koni ruszyła, w Ameryce kilka milionów osób przestało oddychać. Faworyt (grany 5 do 6) jak ma to w zwyczaju poprowadził. W takim stylu wygrał Potrójną Koronę, więc dżokej Victor Espinoza nie miał powodu do zmiany taktyki.

Szedł leciutko, rozciągając całą grupę. Espinoza już w połowie dystansu odwrócił się, żeby zobaczyć, że zostało mu raptem trzech rywali, wśród nich wysoko liczony Honor Code. A ten, który go w tym roku pokonał Keen Ice był daleko z tyłu.

Na ostatniej prostej Trójkoronowany wrzucił jeszcze wyższy bieg. I odjechał w stylu znanym już z poprzednich zwycięstw, ale wciąż zapierającym dech. American Pharoah wygrał o kilka długości, deklasując rywali. - Wyglądało to na łatwe zwycięstwo? No tak, miał dość siły, by zafiniszować - skomentował z uśmiechem wciąż siedząc na grzbiecie bohatera jego jeździec.

Jeszcze przez kilka minut po tej gonitwie wiele osób nie potrafiło otrząsnąć się z szoku, będąc świadkami historycznego wydarzenia.

Secretariat, Seabiscuit, Affirmed - konie, które rozpalały emocje i wyobraźnię dekady temu. Dziś American Pharoah jest po prostu najlepszy. I w nagrodę wraca do stada.

F1 w Meksyku. Lewis Hamilton uprawia zapasy i śpiewa z mariachi [ZDJĘCIA]

Więcej o: