Sport w Ameryce. Kiedy trener paraduje w obcej koszulce

Terry Francona, trener najlepszej obecnie drużyny baseballowej American League - Boston Red Sox, wkroczył na piątkową konferencję prasową przed meczem z Milwaukee Brewers w bluzie Boston Bruins, nowo kreowanego mistrza hokejowej NHL.

Na plecach miał numer 91. Zdezorientowani dziennikarze pytali, czy w ten sposób uhonorował swojego zawodnika Alfreda Acevesa (nosi numer 91). - Nie. Jestem, można powiedzieć, przykładem kibica, który podąża za modą - odpowiedział Francona. - To Beckett [miotacz drużyny Red Sox] kupił nam koszulki i rozdał każdemu po jednej.

Wybór koszulki nie był jednak przypadkowy. Numer 91 w Boston Bruins należy do Marca Savarda, który nie grał przez większą część sezonu - w lutym Kanadyjczyk doznał drugiego w ciągu dziesięciu miesięcy wstrząśnienia mózgu i klub postanowił nie ryzykować jego zdrowia. Savard zagrał jedynie w 25 meczach sezonu zasadniczego i zabrakło dla niego miejsca na Pucharze Stanleya. Co roku bowiem na trofeum graweruje się nazwiska wszystkich graczy, którzy je wywalczyli. Żeby znaleźć się w zaszczytnym miejscu (co kilka lat dokłada się kolejne obręcze do podstawy pucharu, by było nowe miejsce na nazwiska, przez co trofeum ciągle rośnie), trzeba rozegrać co najmniej 41 spotkań w sezonie zasadniczym w barwach mistrza. Gest Francony znaczy wiele nie tylko jako wyraz szacunku dla sportowców z tego samego miasta, którzy odnieśli sukces. Przypomina też, że trzeba pamiętać o tych, którym się nie powiodło. Takie gesty budują atmosferę także we własnym zespole.

Francona nie udawał fachowca. Mówił, że mało rozumie z hokeja, ale walkę o Puchar Stanleya ziomków z Bruins oglądał z zapartym tchem. Już po dwóch porażkach w dwóch pierwszych meczach finałowych zadzwonił nawet do trenera Claude'a Juliena i powiedział: Nie rozumiem hokeja, nie bardzo go lubię, ale wyglądasz mi na świetnego gościa i życzę ci wszystkiego najlepszego.

Ta rozmowa miała też znaczenie symboliczne. Francona to przecież ten sam facet, który w 2004 r. przegrywał w finale American League z New York Yankees 0:3 po trzech meczach i wygrał kolejne cztery, a potem jeszcze doprowadził zespół do mistrzostwa zdobytego po 86 latach przerwy. Fani Bruins musieli czekać krócej - 39 lat. Zresztą w Bostonie panuje w tym wieku swoiste genius loci: New England Patriots (grają na stadionie w Foxborough - 35 km od Bostonu) byli mistrzami w NFL w 2001, 2003 i 2004 r., Boston Celtics - w NBA w 2008 r., Red Sox - w 2004 i 2006 r., a teraz Bruins. Francona ma teraz nadzieję, że w ślady hokeistów pójdą baseballiści.

Więcej o: