Zarabiali miliardy, a studenci nie mieli za co żyć. "Na moim sukcesie zarobił każdy"

Jakub Kręcidło
- Na moim sukcesie zarobił każdy. Tylko nie ja - mówiła gimnastyczka Katelyn Ohashi, ale równie dobrze te słowa mogły wypowiedzieć miliony sportowców z amerykańskich uniwersytetów. Przez lata pieniądze trafiały do wszystkich, tylko nie do nich. Teraz to się zmienia. W USA to rewolucja.

A nawet i więcej niż rewolucja. To największa zmiana w amerykańskim uniwersyteckim sporcie od 115 lat, gdy utworzono NCAA. Przez lata monopolistyczna organizacja argumentowała, że sportowców nie należy dopuszczać do zarabiania pieniędzy, aby chronić "amatorskość" i romantyczność sportu. Zawodnikom miał wystarczać fakt, że dostawali możliwość nauki, której koszt pokrywały uczelnie. Utalentowani gracze mogli też liczyć na zakwaterowanie, wyżywienie i ubezpieczenie, niektórzy dostawali kieszonkowe. Czy to dużo?

Zobacz wideo "Polska mogłaby wysłać dwie drużyny na igrzyska do Tokio"

Na akademickich rozgrywkach zarabiał każdy, tylko nie sportowcy

Przez lata schemat był prosty. NCAA, zrzeszająca ponad 1100 uczelni i pół miliona sportowców, zarabiała majątek. Sam turniej March Madness generuje rocznie ponad miliard dolarów z samych praw medialnych. To tyle, ile całe play-off NFL, łącznie z SuperBowl

Tylko w ostatnim roku akademickim sportowe programy zagwarantowały szkołom 14 mld dol. przychodu. A te od 2003 r. wzrosło trzy i pół raza. Nie dziwne, że szkoły mogą inwestować kolosalne pieniądze np. w infrastrukturę, bo to też przekłada się na liczbę aplikacji – z badań cytowanych przez "Forbesa" wynika, że poprawa poziomu sportowego futbolowej drużyny przekłada się na wzrost zapisów do szkół o 19 proc. Pięć zwycięstw więcej w sezonie przekłada się średnio o 28 proc. większe datki na uczelnię. Jest o co grać.

Trenerzy też zarabiali swoje. Mike Krzyzewski od 41 lat pracuje w Duke, które płaci mu rocznie około 8-10 mln dol. To więcej niż większości trenerów w NBA. Średnia pensja 25 najlepiej opłacanych trenerów w piłce to 5,2 mln dol. rocznie. W 41 z 50 stanów w USA najlepiej opłacanymi publicznymi pracownikami są koszykarscy lub futbolowi trenerzy, którym do wynagrodzeń nie wlicza się bonusów (niektórzy dostają procent od sprzedaży biletów), zakwaterowania, prywatnych samolotów czy różnych przywilejów.

Bucks Hawks BasketballKoszykarze NBA padają jak muchy. Ziścił się koszmar. LeBron: Ostrzegałem!

Zawodnicy z tego potężnego tortu korzystać nie mogli. Jasne – pobierali stypendia, ale ich średnia wartość to 18 tys. dol. rocznie. To - wobec zysków uczelni - niemal drobne, tym bardziej że wiele umów, szczególnie w mniej popularnych sportach, jest mocno obwarowanych prawnie, pozwalając uniwersytetom na ich zerwanie np. w przypadku kontuzji. – Jestem bardzo wdzięczny za stypendium i wszystko, co uniwersytet dla mnie zrobił. Naprawdę. Ale program futbolowy w Miami gwarantuje ok. 60 mld dol rocznego przychodu. Nie da się postawić tu znaku równości – powiedział D’Eriq King, quarterback z Uniwersytetu w Miami.

Uniwersytety boją się, że wraz z zezwoleniem sportowcom na monetyzowanie wizerunku, zmniejszą się przychody uczelni. Tak prawdopodobnie się stanie, ale trudno to kwestionować, bo dotychczasowe wydatki na utrzymanie głównych aktorów widowisk były i są ledwie skrawkiem całych przychodów. To prowadziło do absurdalnych sytuacji. Katelyn Ohashi, gimnastyczka, która w 2019 r. podbiła świat dzięki fenomenalnemu występowi w zawodach NCAA, napisała artykuł dla "New York Timesa", w którym pisze wprost, że "każdy zarobił na jej sukcesie, poza nią samą". 

Spain Soccer La LigaDwadzieścia lat w Barcelonie i koniec? Leo Messi został wolnym piłkarzem!

Zgodnie z obowiązującymi do środy przepisami, sportowcy nie mogli podpisywać umów sponsorskich pod groźbą wydalenia z uczelni. Oznaczało to, że wspomniana Ohashi, którą na Instagramie obserwuje ponad milion osób, nie mogła opublikować nawet jednego sponsorowanego postu. Nie mogła przyjmować żadnych podarków. Sportowcy nie mogli też mieć agentów. Słowem – nie zgadzano się na żadną  działalność komercyjną, co prowadziło do stworzenia szarej strefy i w konsekwencji skandali, które wybuchały, gdy okazywało się, że gracz X otrzymał pod stołem walizkę za wybranie danej uczelni czy za grę w butach danej marki.

W USA gwiazdy akademickiego sportu to gwiazdy przez duże "G". Ale nie "influencerzy"

Uczelnianych sportowców marginalizować nie można. Rozgrywki akademickie cieszą się w Stanach nieprawdopodobną popularnością, a młodzieżowi atleci są pełnoprawnymi gwiazdami. Wystarczy spojrzeć na Ziona Willamsona i jego wpływ na Nike. Grając dla Duke w prestiżowym meczu z Uniwersytetem Karoliny Północnej (bilety kosztowały ponad 4 tys. dol., na trybunach był prezydent Barack Obama) 18-latkowi pękł but. Efekt? Ogólnoświatowa afera, wiążąca się ze spadkiem kursu akcji Nike o 1,1 proc. Podczas kariery na uczelni Zion ze współpracy z Nike nie miał nic poza sprzętem, ale tego samego o uniwersytetach powiedzieć nie można – UCLA (Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles) związał się z Under Armour kontraktem wartym 280 mln dol. Ohio State University podpisał z kolei 15-letnią umowę z Nike wartą 252 mln dol. Jednocześnie, niedługo po opuszczeniu murów Duke, Zion, jeden z najbardziej elektryzujących talentów w Stanach, podpisał z Nike umowę wartą 75 milionów.

Britain Wimbledon Tennis"Iga Świątek znów gra tenis bajeczny. Przecież widzimy. To była zasłona dymna"

Teraz sytuacja się zmienia. Zgodnie z nowymi przepisami, sportowcy nie będą dostawać pieniędzy za grę, ale dostali wolną rękę przy monetyzowaniu wizerunku. Będą mogli stać się "influencerami". Uniwersytet dalej będzie miał prawo weta, gdyby chodziło o reklamowanie używek czy konkurencyjnych marek (szkoła gra w strojach Nike, sportowiec chce trafić do Adidasa), ale Amerykanie nie ukrywają, że to dla nich niczym wpuszczenie przez okno świeżego powietrza. Będą mogli zatrudniać agentów. Będą mogli publikować sponsorowane wpisy w mediach społecznościowych, podpisywać kontrakty reklamowe czy organizować sesje z autografami, tzw. meet & greet, podczas których płaci się za możliwość poznania ulubionego zawodnika. Lawina już ruszyła. Graham Mertz, quarterback z Wisconsin, zapowiedział stworzenie własnej marki odzieżowej. Grające w koszykówkę bliźniaczki Hanna i Haley Cavinder, które na TikToku obserwują ponad 3 mln osób, już nie będą musiały ukrywać logo podczas nagrywania filmików, byleby uniknąć groźby zawieszenia. D’Eriq King, gwiazda Uniwersytetu w Miami, nawet nie ukrywa, że liczy na sześciocyfrowy zarobek.

NCAA działać zdecydowała się, dopiero gdy była pod ścianą

Zmiany bez wątpienia stworzą dysproporcje między zarobkami sportowców. Będą bogatsi i biedniejsi. Możliwy jest też problem z niedostateczną liczbą pieniędzy dla mniej popularnych sportów, tym bardziej że nawet dziś większość programów sportowych w USA nie jest rentownych, a aż 54 proc. kasy trafia do trzech procent największych uniwersytetów. Powstaną też pośrednicy, próbujący żerować na zamieszaniu. Ale, jak przekonują Amerykanie, przynajmniej nie powinno być już sytuacji, w których sportowiec nie będzie miał z czego żyć. A i takie przypadki były. Bo gdy przez lata władze NCAA i reklamodawcy spijali śmietankę, najlepsi zawodnicy nie mieli za co kupić jedzenia, a każda taka sytuacja prowadziła do ogólnonarodowej debaty.

Lekarze mówili: Grając ryzykujesz zdrowiem. A on wrócił i znów jest wielki. Legenda WimbledonuLekarze mówili: Grając ryzykujesz zdrowiem. A on wrócił i znów jest wielki. Legenda Wimbledonu

NCAA długo nie chciała zgodzić się na dopuszczenie sportowców do stołu, ale teraz po prostu musiało się ugiąć. W 2019 r. Kalifornia wprowadziła prawo nazwane "godna pensja za grę", na mocy którego uniwersytety nie mogły zakazywać zawodnikom zarabiania pieniędzy. Miało ono wejść w życie w 2023 r., ale stało się początkiem debaty i wyznacznikiem kierunku. NCAA długo opierała się przeciwko podjęciu negocjacji, ale wszystko przyspieszył wyrok Sądu Najwyższego w kluczowej sprawie antymonopolowej, którą NCAA przegrało, a "New York Times" podawał, że sędziowie nie kupowali argumentacji NCAA, iż sportowców nie należy wynagradzać.

Dyrektorzy związku bali się, że wraz z kolejnymi stanami wprowadzającymi rozporządzenia luzujące przepisy reklamowe, mnóstwo zawodników złoży pozwy przeciwko NCAA, domagając się należnych pieniędzy. Zatem zadziałali i w środowy wieczór dali zielone światło na zmianę przepisów, dostosowując się do zasad panujących w poszczególnych stanach. Gdyby NCAA ich nie dokonało, szkoły w ośmiu regionach, w których wprowadzono już prawa pozwalające zawodnikom na zarabianie na wizerunku, miałyby ogromną przewagę nad uniwersytetami położonymi w innych miastach. Teraz wszyscy zostali dopuszczeni do źródła i pewne jest to, że każdy, kto może, skorzysta z okazji, by zarobić. Tym bardziej że mnóstwo świetnie zapowiadających się karier sportowych kończy się przedwcześnie.

Więcej o: