Babatunde Aiyegbusi: Biorę się do roboty, bo dla mnie to dopiero początek

- Po treningu i kompletnych badaniach wróciłem do hotelu, ale jednak wyszedłem do kina. Nie pamiętam, jaki film obejrzałem, głowa wciąż była na boisku. Potem miałem kolejną, bodajże szóstą z rzędu nieprzespaną noc - sam już nie wiem, czy to kwestia zmiany czasu czy nerwów. Rano poszedłem na zakupy, przy kasie zadzwonił agent. Usłyszałem: ?Mam niespodziankę, zostałeś Wikingiem? - opowiada Babatunde Aiyegbusi.

27-letni Polak (206 cm wzrostu, blisko 160 kg wagi) w czwartek podpisał kontrakt z grającymi w futbolowej NFL Minnesota Vikings. Co mówi o szalonych ostatnich dniach i drodze z Polski do NFL?

Łukasz Cegliński: Wierzysz w to, co udało ci się przez ostatni tydzień? W czwartek 19 marca odebrałeś wizę do USA, w czwartek 26 marca podpisałeś kontrakt z Minnesota Vikings.

Babatunde Aiyegbusi: Strasznie szybko się to wszystko dzieje, sam jestem zdziwiony, że aż tak. Ale to tylko świadczy o profesjonalizmie ludzi, z którymi teraz pracuję. A także o tym, że jak ktoś jest zdeterminowany i mu bardzo na czymś zależy, to może wiele osiągnąć.

Co było kluczowe w wyprawie do USA? To, że w odpowiednim momencie poznałeś odpowiedniego agenta? To, że dobrze wypadłeś na testach w San Antonio? Jakiś inny czynnik?

- Wszystko było ważne. Począwszy od ludzi, którzy w Polsce pchnęli mnie dalej, przez Kevina Curtisa, trenera Texas Tech, który pracował też w Niemczech i przekazał filmik z moimi najlepszymi akcjami swojemu koledze agentowi, przez samego agenta Jeffa Griffina, który podjął decyzję, by zainwestować we mnie swoje własne pieniądze, przez trenera, który dzień przed testami w San Antonio pomógł mi przygotować się do ćwiczeń. Ja wykonałem ciężką pracę, którą najwyraźniej docenili niektórzy skauci z NFL. Teraz ludzie z Vikings podejmują ryzyko i przyjmują mnie do drużyny. Amerykanie szukają ciekawych talentów i kiedy się mocno starasz, to możesz osiągnąć naprawdę dużo.

Co twoim zdaniem zobaczyli w tobie trenerzy Vikings, że zdecydowali się zaproponować ci kontrakt?

- Wszyscy podkreślają, że mam dobre warunki fizyczne, ale wiadomo, że same parametry nie grają. Na testach, na treningu, starałem się jak mogłem i wydaje mi się, że doceniono nie tylko moje atletyczne możliwości, ale także tę determinację. Ważne chyba było też to, że w czasie zajęć potrafiłem słuchać tego, co mówią trenerzy i stosować się do ich uwag. Poprawiałem te elementy, na które zwracali mi uwagę. Pokazałem, że umiem słuchać.

Czym się różniły testy w San Antonio, na których było wielu graczy, od indywidualnego treningu w Minneapolis?

- Wszystkim, to były zupełnie dwie różne rzeczy. W San Antonio chodziło głównie o to, by pokazać, jak możesz się ruszać. Czy jesteś wystarczająco zwinny, szybki, skoczny, silny. Natomiast Vikings sprawdzali już konkretne zachowania z boiska - różne rodzaje bloków, wyjście z pozycji do danej akcji itp. Rozgrzewkę zrobiłem sobie we własnym zakresie, a potem wykonywałem polecenia. Wszystko było rejestrowane kamerą.

Trening był w środę, kontrakt podpisałeś w czwartek.

- W międzyczasie odbyłem jeszcze kompleksowe badania lekarskie. A w zasadzie kompletne, naprawdę. Nie tylko podstawowe, jak mocz, krew itd., ale także inne, mniej przyjemne. Po tym wszystkim miałem czekać na decyzję klubu, więc wróciłem do hotelu, ale wyszedłem jednak do kina. Nie pamiętam, jaki film obejrzałem, głowa wciąż była na boisku. Potem miałem kolejną, bodajże szóstą z rzędu nieprzespaną noc - sam już nie wiem, czy to kwestia zmiany czasu czy nerwów. Rano poszedłem na zakupy, chciałem kupić coś do jedzenia. Byłem przy kasie, dzwoni telefon. To agent. Pyta się, czy mam włączoną kamerę i nagrywam, bo od początku rejestrujemy mój pobyt w USA, tę drogę do marzeń. Mówię mu, że nie mam, bo stoję przy kasie. A on: "Szkoda, bo mam niespodziankę. Zadzwonili do mnie z klubu, zostałeś Wikingiem". Pojechałem na stadion, gdzie spotkałem się z przedstawicielami klubu, z trenerami. Zostałem poinformowany o pewnych zasadach, np. o takiej, że w przerwie między rozgrywkami, która właśnie trwa, nie mogę np. ćwiczyć z trenerem ofensywy, to grozi karą. Przyjąłem dużo informacji, staram się je przetrawić i dostosować.

Jak wygląda plan na najbliższe dni?

- Sezon przygotowawczy zaczyna się 20 kwietnia i podjąłem decyzję, że zostaję do tego momentu w USA. Mam trochę czasu, który wykorzystam na zajęcia z trenerami od przygotowania fizycznego, by być gotowym na obciążenia, jakie mnie czekają. Ubolewam, że nie mogę się zobaczyć z rodziną, która za mną tęskni, ale z drugiej strony bliscy rozumieją mnie i wspierają. Wiedzą, że warto popracować, że to już nie jest hobby i granie dla przyjemności, tylko profesjonalna sprawa. Ja biorę się do roboty, bo dla mnie to jest dopiero początek.

Jak wygląda twój kontrakt?

- Podpisałem trzyletnią umowę, która wejdzie w życie, gdy znajdę się w tzw. ścisłym składzie Vikings na sezon NFL. 20 kwietnia na przygotowaniach spotyka się 90 graczy, na rozgrywki zostanie 53. Muszę znaleźć się w tym gronie. Dopiero wtedy będę dostawał pieniądze, na które się umówiliśmy. Ale też nie będzie wtedy tak, że automatycznie będę zawodnikiem Vikings na trzy lata. W kontrakcie są wymogi, które muszę spełniać, a klub, jeśli nie będzie ze mnie zadowolony, może mnie zwolnić.

W futbol zaczynałeś grać we Wrocławiu w 2005 roku, w wieku 17 lat. Myślałeś wówczas o tym, że kiedyś możesz dojść do NFL?

- Czy chodziło mi to po głowie? Kurczę, no chodziło! Może nie było tak, że na początku wyznaczyłem sobie NFL jako cel, ale zastanawiałem się, myślałem o tej lidze. Z roku na rok robiłem postępy, rozwijałem się, a bliskie mi osoby wiedzą, że ja zawsze brnę do przodu, a jak słyszę głosy zwątpienia lub krytykę, to jeszcze bardziej się motywuję. Przez swoje samozaparcie osiągnąłem sporo, ale to było możliwe tylko dlatego, że jestem świadomy, jak wiele jeszcze przede mną. Ciągle powtarzałem sobie, że jestem na początku drogi i z takim podejściem pozostanę teraz.

Przełamałeś barierę, bo każdy z czterech Polaków, którzy doszli do NFL przed tobą, miał za sobą grę w futbol w szkole średniej lub na uczelni. Ty uczyłeś się podstaw w Polsce.

- Bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że moja historia zmotywuje chłopaków w Polsce do ciężkiego trenowania i rozwijania się. Do USA nie jest tak daleko, jak się wydaje. Jeśli jesteś dobrym atletą, jeśli masz dużo samozaparcia, to możesz osiągnąć wiele. Nie przewiduję oczywiście, że nagle Amerykanie zaczną zasysać do siebie na potęgę polskich futbolistów, ale sam fakt, że na tutejszych stronach wymienia się w moim kontekście kluby, w których grałem, i Polską Ligę Futbolu Amerykańskiego, jest bardzo ważny. Amerykanie zobaczą, że w Polsce można grać w futbol. Cieszę się, że dzięki mnie.

Najseksowniejsze zawodniczki MMA! [ZDJĘCIA]

Czy Aiyegbusi zrobi karierę w USA?
Więcej o: