"Jestem zmarnowanym materiałem na mistrza"

Mateusz Masternak niedawno stracił pas EBU i zaprzepaścił szansę na walkę o pas IBF. Teraz w rozmowie z Interią pochylił się nad swoją karierą. - Może to trochę buńczucznie zabrzmi, ale... - zaczął.
Mateusz Masternak
Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl

Mateusz Masternak to polski bokser i mistrz federacji EBU w wadze junior ciężkiej. 39-latek na początku kwietnia pojawił się w ringu, gdzie zawalczył z Viddalem Rileyem na gali w Londynie. Stawką tego pojedynku był pas EBU, który wywalczył w październiku 2025 roku. Pokonał wówczas Joela Djeko. Ponadto - jak przypomina TVP Sport - ten pojedynek był eliminatorem do walki o pas IBF.

Zobacz wideo Wilder myślał, że zabił Szpilkę. Wszyscy przeżyli chwile grozy

Masternak szczerze o swojej karierze. "Zmarnowany materiał na mistrza"

Niestety Masternak przegrał ten pojedynek przez jednogłośną decyzję sędziów. Od tamtej pory Polak nie pojawił się w ringu. W związku z tym dziennikarze Interii zapytali go, czy zakończył już swoją karierę. - Oficjalnie nie zakończyłem. Nie mogę powiedzieć jednoznacznie, że zakończyłem - wyznał.

- Mam 39 lat. Ostatnia walka pokazała, że ktoś, kto jest ode mnie 10-11 lat młodszy, przejął całkowicie mój atut. (...) Akurat mój ostatni rywal był wyjątkowo szybki, więc to było dla mnie dodatkowe utrudnienie, ale dalej stać mnie na to, żeby pobić się z zawodnikami. Uważam, że gdyby moim ostatnim przeciwnikiem znów był Billam-Smith, to taka walka by zupełnie inaczej wyglądała. (...) Teraz analizuję sobie całą swoją karierę, ile człowiek odbył w życiu sesji sparingowych, tarcz, biegów, samych walk i tak dalej, więc uważam, że boks jest sportem dla młodych - podkreślił.

Zobacz też: Gigantyczna sensacja stała się faktem. Oto co powiedział Usyk

Później szczerze wyznał, co myśli o swojej karierze. - Może to trochę buńczucznie zabrzmi, ale uważam, że pod względem fizycznym, motorycznym, a nawet psychicznym, jestem zmarnowanym materiałem na mistrza. To jest moja refleksja - oświadczył.

- Po części przez moje błędy, ale po części też dlatego, że nigdy nie byłem rozpieszczany przez promotorów. Owszem, miałem szczęście, że przez dłuższą chwilę byłem u świetnego szkoleniowca Andrzeja Gmitruka, później w Niemczech trenowałem z Ullim Wegnerem, teraz wspomagał mnie bardzo dużo Piotrek Wilczewski. Niemniej uważam, że jeśli miałbym wokół siebie sztab ludzi, jak Usyk, czy Kliczko lub kiedyś w Niemczech Darek Michalczewski, gdzie wszyscy dmuchali pod jego sukces, to uważam, że z pewnością byłbym mistrzem świata i miałbym na swoim koncie wiele obron - stwierdził.

- Osobiście uważam, że to, co udało mi się ogarnąć i ile na finiszu kariery wycisnąć w grupie KnockOut Promotions, jest sukcesem. A poza tym miałem też trochę pecha - zakończył.

Więcej o: