Sensacyjny koniec walki Polaka na gali UFC. Potworna dominacja

To nie tak miało wyglądać. Robert Bryczek (18-7) zmierzył się z Australijczykiem Camem Rowstonem (15-3) na gali UFC w Perth. Liczyliśmy na twardy bój, zakończony z korzyścią dla Polaka. Niestety zamiast tego dostaliśmy totalnie jednostronne widowisko. Rowston w każdej z rund kontrolował i niemiłosiernie obijał naszego reprezentanta, wygrywając jednogłośną decyzją sędziów. Bryczek nie uciszył australijskiej publiki i dostał po prostu lanie.
Cam Rowston - Robert Bryczek
fot. Screen: Polsat Sport

Dotychczasowe zmagania Roberta Bryczka w UFC, cóż, może nie były nielogiczne, ale na pewno mogą zaskakiwać. Polak w debiucie (luty 2024 roku) przegrał na punkty ze zdecydowanie za słabym na tę federację Ihorem Potierią (ma dziś bilans 2-6 w UFC). Za to ponad 1,5 roku później w swoim drugim występie dla Amerykanów zupełnie niespodziewanie rozbił w III rundzie Brada Tavaresa. Hawajczyk co prawda nie radzi sobie w ostatnich latach najlepiej (4 porażki w 5-ciu poprzednich walkach), niemniej wciąż jest od Potierii ze dwie klasy lepszy. W dodatku Polak przystępował do tamtej walki po długiej przerwie spowodowanej poważną kontuzją kolana. 

Zobacz wideo Gamrot: Tęsknię za tym, by nie być rozpoznawalnym

Sam przeciwko wszystkim

Bryczek przegrał więc z kimś, kogo powinien rozbić, a rozbił kogoś, z kim skazywano go na porażkę. Ot urok sportów walki. Tym razem Polak dostał rywala rozpędzonego serią zwycięstw. Ogólnie aż sześciu, ale w samym UFC dwóch. Cam Rowston w efektowny sposób rozprawiał się z Andre Petroskim (TKO w I rundzie) i Codym Brundage'm (TKO w II rundzie). To rywale z półki co najwyżej średniej, ale Australijczyk ich po prostu rozjechał. Teraz dostał Bryczka i miał przewagę "własnego boiska", bo walkę zaplanowano na galę w Perth. Polak miał zatem rywala do rozbicia oraz całą halę do uciszenia. 

Dobra chwila w I rundzie. Lecz tylko chwila

Polak z początku miał trochę problemów z wyczuciem czasu przy ciosach, dlatego Australijczyk był aktywniejszy, korzystał z przewagi zasięgu. Dopiero po dwóch minutach Bryczek zaczął odpalać kombinacje, także na tułów. Był nawet moment, gdy nasz rodak obrócił próbę obalenia Rowstona przeciwko niemu. Niestety finalnie rundę skończył na plecach, bo rywal za drugim razem skutecznie go przewrócił, a potem nieco poobijał. I rundę niestety najpewniej należało zapisać na konto 31-latka z Sydney. 

Łomot na australijskiej ziemi. Bryczek zdominowany

Niestety Australijczyk zdał sobie sprawę, że z pleców Bryczek nie jest w stanie nic zrobić. W drugiej rundzie szybko poszedł po obalenie i odniósł sukces. Przez prawie całą rundę Australijczyk kontrolował oraz brutalnie obijał Polaka. Nie skończył tej walki, lecz piekielnie wymęczył naszego rodaka. W III rundzie Robert potrzebował finiszu przed czasem, by móc jeszcze wygrać.

Nie było o tym mowy. Bryczek był już potwornie zmęczony i nawet w stójce srogo obrywał. Zresztą po minucie Rowston znów z łatwością go przewrócił. Australijczyk był dziś wspaniale dysponowany i miał wszystko pod kontrolą. W ostatnich dziesięciu sekundach jeszcze rozpuścił ręce, niemalże wbijając Polaka w matę. Bryczek nie dał się znokautować, ale moralnie to było jak nokaut, bo starcie było niesamowicie jednostronne. Sędziowie oczywiście jednogłośnie wskazali Cama Rowstona zwycięzcą. 

Więcej o: