Polscy kibice mogą kojarzyć Carlosa Ulberga. W zeszłym roku na gali UFC w Londynie walczył z Janem Błachowiczem. Wtedy sędziowie uznali, że lepszy był Nowozelandczyk. "Polak zaliczył nieudany powrót, choć nie była to zła walka w jego wykonaniu. Czego zabrakło? Być może rytmu, być może ta dwuletnia przerwa sprawiła, że nie był w stanie bardziej zaryzykować i trafić Nowozelandczyka. Tak czy inaczej, wizja walki mistrzowskiej oddaliła się i to być może już na dobre" - pisał wtedy dziennikarz Sport.pl Bartosz Królikowski.
W przypadku walki Ulberga z Prochazką o żadnej wyrównanej walce nie było mowy. Pojedynek o pas mistrzowski w kategorii półciężkiej skończył się już w pierwszej rundzie. Po trzech minutach i czterdziestu sekundach Ulberg wyprowadził potężnego lewego sierpowego, a następnie nie dał szans Czechowi w parterze. Sędzia przerwał walkę i Ulberg został nowym mistrzem UFC.
A walka lepiej zaczęła się dla Prochazki! To on jako pierwszy wyprowadził odważniejsze ciosy i dwukrotnie wyprowadził z równowagi Nowozelandczyka. Próbował też zirytować go gierkami słownymi. Tylko że to co najważniejsze, Ulberg pokazał przed upływem czwartej minuty.
W tej samej gali UFC wziął udział Mateusz Gamrot. Reprezentant Polski spisał się fantastycznie i wygrał w drugiej rundzie - było to jego pierwsze zwycięstwo przed czasem od pięciu lat! "Drodzy panowie z gabinetów UFC, to nie jest żaden gatekeeper. Dawać mu kogoś naprawdę mocnego! Najlepiej z Top 10 rankingu" - apeluje po jego walce dziennikarz Sport.pl Bartosz Królikowski.